środa, 23 grudnia 2020

Życzenie i niespodzianka - opowiadanie: Igły - Szymon Wegner

Jutro Wigilia, a później dwa dni świąt, do których większość nas przygotowuje się z przesadą. Mam nadzieję, że z tym momencie, gdy to czytacie wszystko macie już dopięte na ostatni guzik.


Składamy Wam najserdeczniejsze życzenia spokoju, pogody a przede wszystkim zdrowia.

Wesołych Świąt 🎄

             monweg i niehalo

A teraz niespodzianka od mojego syna - opowiadanie.


Szymon Wegner

Igły

Gdy Grzegorz obudził się pewnego rana z niespokojnych snów, stwierdził, że zmienił się w łóżku w rozłożystą choinkę.

We śnie krążył dookoła swojego osiedla, nie mogąc znaleźć drogi do domu. Kiedy już wydawało mu się, że zaraz pojawią się jego drzwi, natrafiał tylko na chropowatą betonową ścianę. Mieszkał w niskim bloku cofniętym od ulicy, w zaułku, na którego końcu stała wiata śmietnikowa z charakterystycznym graffiti na blaszanej ściance, przedstawiającym białego orła upaćkanego krwią, który rozrywa czerwony sztandar. Robił już czwarte czy piąte okrążenie, jednak nadal nie było ani jego uliczki, ani tym bardziej domu. Robił się coraz bardziej zmęczony i głodny, a kiedy zdał sobie z tego sprawę, przed nim wyrosła jarząca się na zielono żabka. Stwierdził, że hot-dog będzie w sam raz, zanim nie dotrze do domu. W środku było dość tłoczno.

- Chyba za dużo tu ludzi... - pomyślał i zauważył, że nikt tu nie nosi maseczki. Podszedł do kasy i zwrócił uwagę sprzedawcy, że przecież tak nie można, że pandemia, obostrzenia i w ogóle to nieodpowiedzialne. Facet nie zmienił w ogóle swojego wyrazu twarzy, cały czas miał przyklejony ten sam głupawy półuśmieszek.

- Co pan, każdy w tym sklepie jest zakryty! - Kiedy zaczął mówić, usta, policzki i nos zaczęły mu się marszczyć, jakby zrobione ze skóropodobnego materiału. Grzegorz odwrócił się, żeby spojrzeć na innych klientów i zobaczył, że choć śmiali się jak opętani, ich wargi pozostały zaciśnięte, a dźwięk był dziwnie metaliczny. Tylko oczy zwężały się jak przy uśmiechu. Grzegorz nic z tego nie rozumiał. Spojrzał zdziwiony na sprzedawcę, który sięgnął ręką za ucho i zdejmował powoli twarz jak maseczkę, za nią kryła się blaszana żuchwa i zęby przypominające łańcuch piły spalinowej.

Grzegorz nie czuł już głodu, strach był silniejszy. Cofnął się dwa kroki od lady i poczuł bliskość ludzi stojących za nim. Wszyscy mieli te same metalowe zębiska, które wysuwały się coraz bardziej z gąb i zaczęły się obracać, trzeszcząc przeraźliwie. Jedyną szansą ucieczki były drzwi, których na szczęście żaden z potworów nie zastawił. Grzegorz wyleciał z żabki i wpadł z deszczu pod rynnę, bo na ulicy roiło się od podobnych indywiduów. Biegł przed siebie tak szybko, jak tylko mógł, ale jego ruchy wydawały mu się ślamazarne, a wrogie postaci zbliżały się coraz bardziej. Ulica zwężała się z każdym metrem, budynki przechylały się do środka jezdni tak, że było widać coraz mniej nieba. Grzegorzowi brakowało już sił, gdy nagle w betonowej ścianie po jego prawej stronie pojawiła się wnęka. Nie zastanawiając się nawet chwilę, rzucił się w tym kierunku; wnęka okazała się tak wąska, że musiał się przeciskać, a chropowata powierzchnia przecierała jego ubranie. Z każdym krokiem oddalał się od metalicznych głosów, a szczelina wydawała się nie mieć końca. Wreszcie pojawiły się schody prowadzące w dół, skąd buchało przyjemne ciepło. Grzegorz stanął wreszcie na dużej polanie, a przed nim rozciągał się las, który szumiał kojąco i jakby go wzywał. Chciał zrobić krok, ale coś przytrzymało jego nogę. Spojrzał w dół i zamiast butów zobaczył dwa konary wystające z nogawek spodni. Krzyknął ze strachu, ale usłyszał tylko trzeszczenie drewna. Nie mógł się ruszać, mówić, tylko w całkiem niezrozumiały sposób widział wszystko wokół siebie i słyszał każdy, najcichszy nawet poszum wiatru i tuptanie mrówek.

Grzegorza przebudził tępy ból przygniecionych gałązek; pierzowa kołdra dusiła go i pozbawiała sił. Brakowało mu bardzo świeżego powietrza i słońca. Słyszał spokojny oddech swojej żony śpiącej obok niego w łóżku, a także syk gazu w grzejnikach. Wiedział, że dzisiaj wigilia, więc wszyscy w domu będą spali dłużej, nie miał jednak pojęcia, która jest godzina i jak długo jeszcze będzie leżał przywalony pierzyną. Zastanawiał się, jak to możliwe, że zamienił się w drzewo, ale z zaskoczeniem stwierdził, że w ogóle go to nie niepokoi. Wręcz przeciwnie, gdyby odjąć dyskomfort spowodowany duszną ciemnością, nie czuł do tej pory takiego spokoju. Usłyszał głuche łupnięcie zza ściany, to córka musiała wyskoczyć z łóżka; może ona wyratuje go z opresji. Kroki w korytarzu, trzaśnięcie drzwi od łazienki, zwykłe poranne odgłosy wcześniej mu umykały, a teraz wybrzmiewały mu z niespotykaną harmonią. Żona zaczęła się przekręcać z boku na bok, na pewno zaraz się obudzi. Córka wyszła z łazienki i kieruje się w stronę sypialni, Grzegorz słyszał odległość, czuł delikatne drżenie podłogi, które przenosi się na łóżko, zyskał supermoce. Dwa puknięcia i cichy pisk zawiasów, córka zbliżała się powoli do łóżka i odpaliła na całą moc małego głośniczka w komórce Last Christmas. Żona zerwała się nagle i zaczęła wyzywać córkę, że zawału można dostać, że nie można tak ludzi budzić, że chce rodziców do grobu wpędzić, po czym szturchnęła Grzegorza z całej siły, żeby wstał. Poczuł, jak kilka igiełek oderwało się od jednej z jego gałązek i zrobiło mu się bardzo przykro. I nagle jasność i powietrze uderzyły w niego życiodajną falą.

Żona przeklinała Grzegorza, że burdel w łóżku, że pościel cała w igliwiu, że śmierdzi, jak kostka do kibla, a córka ucieszyła się nawet, że jednak będą mieli w tym roku żywą choinkę, i to jaką ładną, to chyba jodła kaukaska. Obie chwyciły Grzegorza i przeniosły do salonu, tu słońca było znacznie więcej. Córka weszła na krzesło, żeby wyciągnąć z pawlacza ozdoby i stojak na drzewko. Wstawiły go do stojaka i wreszcie mógł rozprostować gałęzie i nastroszyć trochę igły. W tym czasie kobiety zaczęły szukać Grzegorza, ale zobaczyły, że kurtka wisi na wieszaku, buty stoją tam, gdzie zawsze, a laczki leżą przy łóżku. Wyglądało na to, że chłop w ogóle nie wychodził, tylko gdzie w takim razie się podział. Chciał im jakoś przekazać, że to on, stoi tu i dodaje domowi świątecznego klimatu. Jedyne, co mógł zrobić, to poruszyć lekko igiełkami i pochylić się w stronę słońca.

Córka włączyła składankę z kolędami i zaczęła przystrajać ojca bombkami i lampkami. Uchwyty łaskotały go w korę, a dotyk delikatnych opuszek jej palców sprawiały mu przyjemność. Dawno nie czuł się tak obiegany i potrzebny. Kiedy ostatni raz był tak blisko z córką? Chociaż ostatnie parę miesięcy spędziła w domu na zdalnym nauczaniu, to i tak wydawało się, jakby nikogo nie było; widywali się głównie podczas posiłków. Pracował jako specjalista do spraw sprzedaży w firmie produkującej środki czystości, więc ostatni rok był dla niego bardzo pracowity, czasami pracował nawet przez cały weekend. Żona w swojej firmie miała spore problemy, bo jej kawiarnia już drugi raz w tym roku była zamykana w związku z obostrzeniami, przynosiła spore straty. Kobieta wyżywała się za to głównie na Grzegorzu, tak jakby to była jego wina. Kiedy córka kończyła ubierać drzewko, matka przyszła, żeby wbić na szczyt gwiazdę. W przeciwieństwie do córki w ogóle nie była delikatna, połamała Grzegorzowi dużo igiełek. Klęła przy tym pod nosem na męża, który zostawił je same w święta z choinką i nie wziął nawet telefonu, ani nie zostawił żadnej wiadomości.

Córka stwierdziła, że ojciec pewnie poszedł po jakiś specjalny prezent dla matki, ale żona nie była przekonana. Usiadła przy stole, zmęczona trudami całego roku, a Grzegorz dopiero teraz zauważył, że przybyło jej nie kilka miesięcy, ale kilka lat. Do tej pory wyglądały z córką bardziej jak siostry, teraz jednak było widać po niej wiek. W pniu coś go ukłuło, jakby igła zaczęła wrastać pod korą prosto w drewno, jak złośliwy włos pod skórą. Żona rozpłakała się, a córka się do niej przytuliła i zaczęła uspokajać matkę. Zdał sobie sprawę, że w ostatnim roku praca była dla niego ważniejsza od jego dziewczyn, nie miał dla nich czasu, nie pomagał im w problemach, nawet nie wiedział, jakie były ich problemy. Nie kupił nawet choinki, chociaż obiecywał to od początku grudnia. Myślał, że musi pracować więcej, żeby dostać porządną premię, bo kawiarnia podupadała, a kredyt sam się nie spłaci. Popełnił tyle błędów, a teraz, kiedy wreszcie zrozumiał, nawet nie może się do nich przytulić, nic nie może zrobić, już zawsze będzie drzewkiem i nie naprawi tego, co zdążył zepsuć.

Grzegorz czuł jak z każdą chwilą dochodzą kolejne ukłucia, bolało go już całe jego zdrewniałe ciało. Córka z żoną odsunęły się od siebie i patrzyły teraz z przestrachem na choinkę, która drżała cała, aż na podłogę zaczęły spadać bombki. Igły na gałęziach zaczęły się cofać w głąb drzewa, pień pękł od dołu na dwoje, a szczyt choinki puchnął w zatrważającym tempie. Kobiety stały jak wryte, a Grzegorz czuł, że nie wytrzyma bólu tysięcy igieł wbijających się w... skórę? Na środku pokoju stał mężczyzna w bokserkach, obwiązany lampkami choinkowymi, z bombkami na palcach i uszach oraz złotą gwiazdą na czubku głowy; gdzieniegdzie sterczało z niego powbijane igliwie.

Poznań, grudzień 2020

wtorek, 22 grudnia 2020

Dom ziemi i krwi - Sarah J. Maas

 

Sarah J. Maas

Dom ziemi i krwi (tom 1 i 2)

Crescent City. House of Earth and Blood

Cykl – Księżycowe Miasto

Przełożył Marcin Mortka

Wydawnictwo Uroboros

ISBN 978-83-280-5206-2

ISBN 978-83-280-8304-2

niedziela, 20 grudnia 2020

Audrey Hepburn. Uosobienie elegancji - Sean Hepburn Ferrer; Audrey Hepburn. Tancerka ruchu oporu - Robert Matzen

 


Sean Hepburn Ferrer

Audrey Hepburn. Uosobienie elegancji

Audrey Hepburn. An Elegant Spirit

Przeł. Witold Nowakowski

Wydawnictwo Albatros

ISBN 978–83-8215-212-8


Robert Matzen

Audrey Hepburn. Tancerka ruchu oporu

Dutch Girl. Audrey Hepburn and World War II

Przeł. Magdalena Koziej

Wydawnictwo Albatros

ISBN 978-83-8125-963-7

czwartek, 10 grudnia 2020

wtorek, 8 grudnia 2020

Nic się nie dzieje - Kathryn Nicolai

 

Kathryn Nicolai

Nic się nie dzieje

Nothing Much Happens: Cozy and Calming Stories to Soothe Your Mind and Help You Sleep

Przekład – Anna Krochmal

Wydawnictwo Insignis

ISBN 9788366575479


poniedziałek, 7 grudnia 2020

Światło i cienie od Wydawnictwa Initium

20 listopada nakładem Wydawnictwa Initium ukazała się kolejna powieść Anne Bishop, będąca jednocześnie drugim tomem nowej trylogii Tir Alainn, Światło i cienie. 

Anne Bishop, bestsellerowa autorka „New York Timesa”, powraca w drugiej części fenomenalnej trylogii Tir Alainn, zabierając nas w pełną ekscytujących przygód podróż po swoim świecie. Światło i cienie to perełka wśród opowieści gatunku fantasy, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, osnuta mgiełką romansu i pełnej oddania miłości…

 

Po straszliwej rzezi wiedźm Fae – którzy powinni chronić swych dalekich ludzkich krewnych od wszelkiego zła – ignorowali potrzeby reszty świata. A we wschodnich wioskach znów zaczęły gromadzić się cienie – mroczne, pełne mocy, stanowiące śmiertelne zagrożenie dla każdej wiedźmy, kobiety i Fae. Tylko trójka Fae może stawić czoła rosnącej potędze zła i zapobiec jeszcze większemu rozlewowi krwi: losy świata leżą teraz w rękach Barda, Muzy i Zbieraczki.

Aiden, Bard, doskonale zdaje sobie sprawę, że świat rozpaczliwie potrzebuje ochrony Fae. Ci jednak za nic mają jego ostrzeżenia o złu czającym się pośród drzew. Aiden nie ma zatem wyboru: wraz z miłością swojego życia – Lyrrą, Muzą ¬– musi wyruszyć w szalenie niebezpieczną podróż, by odnaleźć tego, który stanowi jeden jedyny wyjątek w świecie Fae – tego, który zdolny będzie przekonać resztę, by opuścili swe bezpieczne gniazda i pospieszyli na ratunek wiedźmom i zwykłym śmiertelnikom. Bo jeżeli Fae będą jeszcze dłużej zwlekać, nie ocaleje już nikt…


Książki Filary świata oraz Światło i cienie już w mojej biblioteczce. Niedługo przeczytacie moją opinię o nich. 

Jestem ciekawa, czy kogoś zainteresowała najnowsza trylogia Anne Bishop.


piątek, 4 grudnia 2020

Czytelnicze podsumowanie miesiąca - listopad

Listopad powoli odchodzi w zapomnienie. Właśnie zaczął się grudzień. O matko! Ostatni miesiąc roku przed nami, a mam wrażenie, że dopiero co witałam ten rok z kieliszkiem szampana w ręce. Może ktoś z Was mi powie, gdzie podziały się te wszystkie miesiące? Zdaję sobie sprawę, że im człowiek starszy, tym czas biegnie szybciej, ale aż tak? Jeśli mogę, to ja się na to nie zgadzam. Ciekawi mnie jak Wy sobie radzicie z umykającym czasem? A może macie jakąś receptę na spowolnienie, chociaż troszkę?

Ale, ale... chyba nadszedł czas, aby podsumować jedenasty miesiąc roku.


Ja i niehalo zrecenzowaliśmy w listopadzie 13 książek. Kliknij w okładkę, a trafisz na recenzję.

 















13 książek - 4657 stron - 155 dziennie. 8 przeczytałam ja, a niehalo 5. 11 to egzemplarze recenzenckie od wydawnictw, a 2 z półki. W listopadzie najczęściej czytanymi wydawnictwami były: Literackie, Marginesy i Noir sur Blanc. 

Stos wzrostowy czyli książki położone jedna na drugiej, urósł o kolejne 36,5 cm i wynosi w tej chwili 327,6 cm. 

Zapraszam do przyłączenia się do wyzwania Abecadło z pieca spadło..., a można to zrobić w każdej chwili pod postem z obowiązującą literką. Więcej informacji o wyzwaniu > tutaj
Donoszę, że ku mojej wielkiej radości wyzwanie w roku 2021 będzie kontynuowane, więc jeszcze raz serdecznie zapraszam :)

"Widzimy się" w kolejnym, grudniowym podsumowaniu.

wtorek, 1 grudnia 2020

Chciałbym nigdy Cię nie poznać - Wiktor Krajewski

 

Wiktor Krajewski

Chciałbym nigdy Cię nie poznać

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

ISBN 978-83-8169-307-3


Abecadło z pieca spadło... - dwunasta litera

Rok przeleciał mi tak szybko, że nie zdążyłam na pewno wszystkiego, co ważne, zarejestrować. Dzisiaj pierwszy dzień grudnia. Zaczyna się ostatni miesiąc roku, który z cała pewnością zapamiętamy do końca życia. Ale może więcej takich rozważań nastąpi przy podsumowaniu rocznym. Tymczasem spotykamy się jak zwykle pierwszego dnia każdego miesiąca, aby poznać literkę, na którą przyjdzie nam czytać książki. Ale wszystko po kolei. Najpierw dowiedzmy się, jak nam poszło czytanie listopadowej literki. Ile książek na literę "C" udało nam się przeczytać?



Asia

Czytania czas

Ejotek

Iwona

Monika

monweg

Biorąc pod uwagę trudność tej litery, to i tak nieźle sobie poradziłyśmy. Przeczytałyśmy 16 książek. Mamy tym razem dwie liderki - Ejotek i Iwona. Ich imponujący wynik to po 7  przeczytanych książek. Gratuluję jednak wszystkim dziewczynom. 

Bardzo proszę o oznaczanie przeczytanej książki w ramach wyzwania:

#wyzwanieabecadłozpiecaspadło

Czas oznaczyć jaśnie panującą grudniową literkę, a będzie to:

B


Linki wraz z tytułem (bez cudzysłowu) i autorem przeczytanej książki wrzucajcie w komentarzu pod tym postem.

Wszystkie Wasze książki przeczytane w ramach wyzwania i linki do podsumowań > tutaj

Już teraz, na razie pod tym postem, można się zgłaszać do kolejnej przyszłorocznej edycji Abecadła...
Serdecznie zapraszam :)


niedziela, 29 listopada 2020

Sarajewskie Marlboro - Miljenko Jergović

 

Miljenko Jergović

Sarajewskie Marlboro

Sarajevski Marlboro

Przeł. Magdalena Petryńska, Miłosz Waligórski i Maciej Czerwiński

Wydawnictwo Akademickie SEDNO

ISBN 978-83-7963-088-2


wtorek, 24 listopada 2020

czwartek, 19 listopada 2020

Grzeszne święta - antologia

 

Anna Bellon, J.B. Grajda, K.N. Haner, Kinga Litkowiec, Agnieszka Siepielska, Agata Suchocka, Anna Szafrańska, Marta W. Staniszewska, Paulina Świst, Anna Wolf

Grzeszne święta

Wydawnictwo Akurat

ISBN 9788328715493

poniedziałek, 2 listopada 2020

Czytelnicze podsumowanie miesiąca - październik

Co powiecie na to, że już listopad? Za chwilkę koniec roku, który (w moim odczuciu) dopiero co się zaczął. Też tak czujecie? 

To, co się teraz dzieje przyprawia mnie o cierpnięcie skóry. Po pierwsze - pandemia, która ma się bardzo dobrze, a nawet lepiej. Po drugie prawo aborcyjne - ręce opadają. Po trzecie - ci na "górze" robią z nami co chcą (wydaje mi się, że prześcigają się pomysłami - im głupszy, tym lepszy). I pewno można jeszcze wymieniać po czwarte, po piąte... po dziesiąte - tylko po co. 

Trochę zrzuciłam ciężaru z wątroby, więc teraz przyszedł czas na podsumowanie października.


Ja i niehalo zrecenzowaliśmy w październiku 11 książek. Kliknij w okładkę, a trafisz na recenzję.












11 książek - 4241 stron - 137 dziennie. 6 przeczytałam ja, a niehalo 5. Wszystkie to egzemplarze recenzenckie (10 od wydawnictw a 1 od autora). W październiku najczęściej czytanymi wydawnictwami były: Albatros i Książkowe Klimaty.

Stos wzrostowy czyli książki położone jedna na drugiej, urósł o kolejne 32,4 cm i wynosi w tej chwili 291,1 cm. 

Jak zwykle zapraszam do przyłączenia się do wyzwania Abecadło z pieca spadło..., a można to zrobić w każdej chwili pod postem z obowiązującą literką. Więcej informacji o wyzwaniu > tutaj
Spieszę donieść, że wyzwanie w roku 2021 będzie kontynuowane, więc serdecznie zapraszam :)

"Widzimy się" w kolejnym, listopadowym podsumowaniu.