Wojciech Chmielarz
Rodzinny interes
Cykl z Bezimiennym
Wydawnictwo Marginesy
ISBN 978-83-68226-63-8
Jednego razu Śpiewak mie pyta, jak to jest, że ja jestem najważniejszy, skoro tak dużo się martwię? Nie powiedziałem mu, że być najważniejszym to właśnie znaczy się martwić. Jak wleziesz na szczyt góry, to wszystko na świecie może cie strącić.Wiem, że Śpiewak wie, że mnóstwo ludzi go nie nawidzi, ale się zastanawiam, czy wie, jaką twarz ma ta nienawiść. Każdy człowiek ma coś do powiedzenia, ale ci, co nie nawidzą naprawdę, są czarniejsi niż on.
Myślałem, że postawią cię na beczce i kopniakiem odbiorą życie. Ale sznur, który oplata twoją szyję, biegnie wysoko nad grubym konarem, po czym opada po drugiej stronie, trzymany na końcu przez dwóch rasta, którzy owijają go sobie wokół nadgarstków i ciągną. Ciekawe, czy to, że zachowują się tak cicho – jak gdyby to była rutynowa praca – wydaje ci się tak samo obsceniczne jak mnie. Nie będzie ostatnich słów przed śmiercią. Ciekawe, czy płaczesz. Ciekawe, czy masz nadzieję, że jakimś cudem Śpiewak usłyszy twoje błaganie o litość.
Jedno powinieneś wiedzieć.
Żywi nigdy nie słuchają.
Zło czyńcy nie robią notatek. Powiem coś, czego jestem pewien tak samo jak tego, że słońce za oknem zaraz zrobi się większe i bardziej gorące. Zło czyńca zapisuje sobie w myśli i ćwiczy szare komórki, żeby pamiętać. Nie znam słów „zapomnieć” ani „przebaczyć”. Nie to, żebym w ogóle nie przebaczał, jakbym w ogóle nie przebaczał, toby rzeka krwi płyneła od National Heroes Park aż do Kingston Harbour. Ale pamiętam, czekam i robie swoje, tak właśnie działam. Ten pedzio Boy George pyta mie właśnie w radiu, czy zarabiam na czarno. Ja wszystko robie na czarno.
- To wcale nie miała być powieść tylko... strona internetowa. Jestem architektem, specjalizującym się w konserwacji zabytków. To pozwala mi docierać do miejsc i materiałów historycznych, do których zwyczajnym ludziom trudno dotrzeć. Mam znajomą, która prowadzi popularny portal „Kocham Szczecin" i ona podsunęła mi pomysł utworzenia strony o tajemnicach Szczecina. Potem pomyślałem: a może jednak napisać książkę? I jakoś mi się fabuła urodziła...
W spokojny, piątkowy wieczór, w samym centrum miasta zapada się parking podziemny niedawno wzniesionego biurowca. Katastrofa budowlana odsłania nieznane podziemia, w których od końca wojny stoi wrak niemieckiej wojskowej ciężarówki. Za podziurawioną kulami szybą szoferki tkwi trup kierowcy, a na pace znajduje się ładunek, który wywraca do góry nogami spokojne życie kilku osób – architekta, który musiał się tutaj znaleźć z racji pełnionej funkcji, dziennikarki, która zostając po godzinach w redakcji mimowolnie stała się uczestniczką wydarzeń oraz potomka starej, pomorskiej rodziny, który na wieść o katastrofie przybywa do miasta swoich przodków – wszyscy wpadają w wir nieprawdopodobnej historii.
Mapa miała jakieś czterdzieści na pięćdziesiąt centymetrów, wykonana na pergaminie, dawniej zachwycająca bogactwem kolorów i fragmentami pokrytymi prawdziwym złotem, teraz była spatynowana i przyblakła. Przywodziła na myśl stare dokumenty, wykonywane ręcznie, nierzadko latami, przez sumiennych skrybów w niedostępnych klasztorach. Miała magiczną siłę zakrzywiania czasoprzestrzeni, tak jakby wpatrując się w nią, można było na chwilę przenieść się w czasie i dostrzec przeszłość, z której się wyłoniła.
Tak się przyzwyczaiłaś do bylejakości tego miasta, do tych różowych bloków (...) To my zrobiliśmy z tego miasta blokowisko, my rozebraliśmy teatr, stare miasto, to my odsunęliśmy Szczecin od rzeki. Żyjemy tu, nic nie wiedząc o jego byłych mieszkańcach, nie znając jego historii i uważając Szczecin za prowincję, za jakieś byle jakie miejsce, w którym nic się nie może zdarzyć. A przecież to nie jest byle jakie miejsce. Tutaj urodziły się caryca Katarzyna Wielka i caryca Maria Piotrowna, tutaj powstawały największe transatlantyki. To w tym mieście odbywały się pierwsze loty braci Wright, to tutaj lądował Hindenburg. Mamy najstarsze na świecie kino. To miasto jeszcze przed wojną uchodziło za jedno z najpiękniejszych w północnej Europie.
Nadto rzekł do niej anioł Pański: oto poczęłaś i urodzisz syna, i nazwiesz go Ismael… Będzie to człowiek dziki, ręka jego będzie przeciwko wszystkim, a ręka wszystkich będzie przeciwko niemu… Potem Hagar urodziła Abrahamowi syna.Genesis 16
Na to rzekł Bóg: Nie! Ale żona twoja Sara urodzi ci syna i nazwiesz go imieniem Izaak… Oto pobłogosławię mu i rozplenię go, rozmnożę go nad miarę… Ale przymierze moje ustanowię z Izaakiem.Genesis 17
Akcja powieści rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, kiedy świat z niecierpliwością oczekuje na zawieszenie broni między Izraelem a Autonomią Palestyńską i podpisanie układu pokojowego. Ale wtedy doktor al-Szaat, legendarny palestyński terrorysta, uprowadza znanego fundamentalistycznego rabina Apfulbauma. Podczas długich dni uwięzienia, drobiazgowych przesłuchań i gorączkowych dyskusji między mężczyznami nawiązuje się niezwykła więź. Czy łączące ich poglądy religijno-polityczne mogłyby doprowadzić do przerwania zaklętego kręgu, w jakim od lat tkwią ich narody?
Kiedy nadejdzie pora – powiedział rabin – trzeba umrzeć z taką godnością, żeby zabójcy zrozumieli, że Żydzi są narodem wybranym przez Boga. – I dodał: - Chcą się bawić w godność? Proszę bardzo, chętnie się pobawię.
RED to wyjątkowy oddział policji stworzony przez burmistrza Nowego Jorku. Wybrani detektywi prowadzą śledztwa, w które są zamieszani ludzie z pierwszych stron gazet – politycy, aktorzy i sportowcy. Elita chroni elitę.
W Nowym Jorku mieszka osiem milionów ludzi. Nasz departament ma chronić ich wszystkich i wszystkim służyć, ale niektórzy otrzymują lepszą ochronę i lepsze usługi niż pozostali. Może to nie brzmi szczególnie demokratycznie, ale zarządzanie miastem przypomina zarządzanie firmą. Po prostu trzeba dbać o najlepszych klientów. W naszym przypadku to ci, którzy generują największy dochód i przyciągają turystów, innymi słowy, sławni i bogaci.
Nie mamy do czynienia z naśladowcą. To prawda, ofiara pochodziła z zupełnie innej grupy społecznej niż pierwsze trzy, ale cała czwórka zginęła w ten sam sposób. Uduszenie. Prawdopodobnie ktoś nałożył im na głowę plastikową torbę. Wszyscy byli przetrzymywani przez co najmniej siedemdziesiąt dwie godziny, ciała zostały wyszorowane amoniakiem, mieli tę sama treść żołądka. Pizza. I to nie jakaś tam przypadkowa pizza. To samo ciasto, ten sam sos, ten sam ser. To była prawdziwa domowa pizza, nie z sieciówki…
Ofiara ma poranione wnętrze jamy ustnej, zasinione podniebienie i język, kilka zębów świeżo wyszczerbionych lub połamanych, świeże skaleczenia na wargach i wybitą szczękę. Wygląda na to, że była torturowana przez kilka dni przed śmiercią. Niektóre ślady wskazują na to, że śmierć nastąpiła w jakimś innym miejscu i przetransportowano ja tutaj już martwą.