środa, 22 listopada 2017

Palamedes - Piotr Matywiecki

Autor – Piotr Matywiecki
Tytuł – Palamedes
Biuro Literackie
ISBN 978-83-65125-63-7


Piotr Matywiecki urodził się w 1943 roku w Warszawie. Przez lata pracował w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie. Działał w „Solidarności”. Współpracował z czasopismami literackimi, w tym z „Twórczością”. Przez ponad czterdzieści lat od debiutu wydał kilkanaście tomików poetyckich oraz kilka zbiorów eseistycznych. Był wielokrotnie nominowany do najważniejszych nagród literackich w kraju – aż pięciokrotnie do Nagrody Literackiej Nike (trzy razy w finale) – a także nagradzany m.in.: Nagrodą Literacką Gdynia, Wrocławską  Nagrodą Poetycką Silesius czy Nagrodą Literacką m.st. Warszawy. W tym roku ukazało się opus magnum poety, budowany od ponad trzydziestu lat poemat Palamedes.

W tym miejscu potrzebne jest wprowadzenie wyjaśniające, kto to jest ów Palamedes. Zapewne wszyscy znacie mity związane z wojną trojańską; każdy kojarzy klasyczny epos Homera, czyli Iliadę. Otóż, Palamedes był jednym z uczestników bitwy o Ilion, którego cechowała niezwykła roztropność. Ojcem jego był Nauplios, król Eubei, a nauczycielem nieśmiertelny król centaurów, Chejron. To dzięki Palamedesowi albo raczej przez niego Odyseusz wziął udział w wojennej wyprawie Achajów. Odkrył mianowicie podstęp króla Itaki, który chciał uniknąć walki udając szaleństwo. Odyseusz poprzysiągł Palamedesowi zemstę i już pod murami Troi podrzucił mu mieszek z trojańskimi monetami, oskarżając o zdradę. Wyrokiem była śmierć przez ukamienowanie. Nauplios, gdy dowiedział się o śmierci syna, postanowił wybudować fałszywą świątynię na klifie, tak by powracający statkami spod Troi Gracy rozbili się o skały. Nie pamiętacie tego bohatera z Iliady? Nic dziwnego, ponieważ tam Palamedesa nie znajdziecie, Homer o nim nie wspomina. Pojawił się dopiero w późniejszych poematach pohomeryckich, a także w traktatach filozoficznych .

Napisałam, że tekst był budowany, a nie pisany, gdyż poemat Matywieckiego stanowi świątynię Palamedesa, istniejącą w wielu wymiarach, kilku którym  chciałabym poświęcić trochę uwagi. Jednym z tych wymiarów jest tekst, posiadający mocną podstawę i wiele misternych wykończeń. Kolejnym wymiarem będzie mit, czyli również tekst, tyle że w formie najbardziej podstawowej – poemat stanowi jego wielką interpretację. Następny wymiar to sztuka; sztuka architektoniczna, sztuka pisania, mówienia i wszelkiego obrazowania świata. I może jeszcze człowiek jako ostatni z opisywanych wymiarów.

Zacznę od wymiarów tekstu i mitu. Matywiecki nie wykorzystuje opowieści o Palamedesie, by dokonać zwykłej reinterpretacji. Poeta buduje swój poemat od podstaw, opierając się na informacjach o Palamedesie; mit jest dla niego fundamentem i stelażem świątyni, którą dopiero stworzy. Matywiecki wychodzi daleko przed i za granicę mitu, nadbudowuje nowe sensy, wytycza wewnętrzne korytarze historii, które mają oddać całe jej złożoność i wagę dla cywilizacji. Palamedes nie jest jedynym bohaterem poematu. Wśród najważniejszych postaci pojawiają się także Odyseusz, Nauplios, Chejron, Zeus, a także Homer, którego milczenie na temat Palamedesa stanowi powracający motyw w tekście. Poezja przeplata się z fragmentami eseistycznymi, traktatowymi, a twórca odkrywa przed czytelnikiem swoje rozważania nad skutkami śmierci tytułowego bohatera.

Sztuka stanowi w Palamedesie wymiar, wydaje mi się, szczególnie ważny. Ukamienowanie Palamedesa, więc niejako zwycięstwo podstępu Odyseusza, zmienia pojmowanie i uprawianie sztuki. Matywiecki zwraca na to uwagę niejednokrotnie, sztuka Palamedesa odnosi się do natury, jest harmonijna, wywodzi się z nauk Chejrona, opiera się na prawdzie. Śmierć Palamedesa kończy epokę prawdy i rozpoczyna epokę kłamstwa, którego symbolem staje się Odyseusz. Dlatego też świątynia, którą zbudował Nauplios, jest fałszywą świątynią.

Człowiek zmienia się wraz z uśmierceniem Palamedesa, jego odkrycia nie wiążą się już z porządkiem rzeczy, ale dążą do chaosu. Ludzkość wybrała Odyseusza, czyli oszustwo dla otrzymania własnej korzyści, dokonania zemsty za ujawnienie tchórzostwa. Matywiecki najlepiej dostrzega tę granicę, która oddzieliła prawdę od kłamstwa i dlatego też Homer milczy o Palamedesie, gdyż prawda pozostaje niema, a fałsz krzyczy najgłośniej.

Palamedes stanowi wyjątkowe dzieło, choć muszę przyznać, że była to dla mnie wymagająca lektura. Erudycja Matywieckiego oraz jego przenikliwość połączone z talentem do pięknego pisania zaowocowały tekstem nie tylko oryginalnym, ale także niosącym wielką mądrość. Cieszę się, że mogłam przeczytać ten poemat i poznać historię Palamedesa, czego i wam wszystkim życzę.

Dziękuję

Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytam, bo polskie, Czytam nie tylko Amerykanów!,  Czytelnicze igrzyska 2017, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 149/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2 = 19,7 cm, W 200 książek dookoła świata – Polska, Wyzwanie Wiedźmy - osoba

wtorek, 21 listopada 2017

Dobra córka - Karin Slaughter

Autor – Karin Slaughter
Tytuł – Dobra córka
Tytuł oryginału – The Good Daughter
Przekład – Dorota Stadnik
Wydawnictwo HarperCollins
ISBN 978-83-276-3067-4


Karin Slaughter jest amerykańską pisarką, autorką powieści kryminalnych i thrillerów. Debiutowała w 2001 roku i w swoim dorobku ma już dwadzieścia książek, z których większość stała się bestsellerami. Mimo tego po raz pierwszy sięgnęłam po jej powieść.
Dwadzieścia osiem lat temu matka Charlotte i Samanthy została zamordowana na ich oczach. Żadna z dziewczynek nigdy nie zdradziła, co jeszcze wydarzyło się podczas brutalnego napadu na ich dom. Tragiczne wydarzenie zniszczyło więzi rodzinne, każda z sióstr poszła swoją drogą. Samantha robi karierę w Nowym Jorku, Charlotte prowadzi kancelarię w rodzinnym miasteczku. Życie płynie dalej, ale nagle wszystko zaczyna iść źle. Charlotte jest świadkiem dwóch brutalnych morderstw, które wstrząsają lokalną społecznością. Angażuje się w sprawę, nie podejrzewając, że przy okazji odkryje cała prawdę o0 rodzinnej tragedii sprzed lat. Siostry muszą połączyć siły, by raz na zawsze zamknąć tamten rozdział życia.
Tekst, który znalazł się na tylnej okładce chyba wystarczy, żeby mieć ogólne pojęcie o tym, co się kryje za tytułem Dobra córka. Postaram się skupić na ogólnej ocenie tej książki. Naczytałam się wiele pochlebnych opinii na temat amerykańskiej pisarki i po przesianiu ich przez sito miałam dosyć duże oczekiwania. Jednak najnowsza powieść Slaughter mnie nie porwała i przeczytałam ją trochę na siłę.

Alfred Hitchcock powiedział, że film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć. To zdanie można zastosować również do gatunku literackiego, który sławę przyniósł Amerykance. Zaczyna się co prawda morderstwem, ale później napięcie spada i zaczyna wiać nudą. Później zaciekawienie czytanym tekstem wraca, ale nie jest to powieść, bez której nie można żyć i na pewno za miesiąc będę musiała się sporo napocić, żeby sobie przypomnieć o co w niej chodziło.

A miało być tak pięknie. Szwedzka autorka powieści kryminalnych Camilla Läckberg napisała rekomendację na okładce Dobrej córki: Mrożący do szpiku kości thriller o mrokach przeszłości. Talent i serce Karin Slaughter trzymają przy lekturze od pierwszej do ostatniej strony. No cóż, można się było spodziewać naprawdę wiele po takich słowach. Niestety to tylko słowa – opinia pozytywna dla koleżanki po fachu. Mam całkiem odmienne odczucia.

Cała książka jest przegadana, a filozoficzny i medyczny bełkot działał na mnie jak płachta na byka. Zdecydowanie za dużo tego. Co prawda powieść ratuje zakończenie, ale to chyba za mało, jak na książkę liczącą ponad pięćset pięćdziesiąt stron. No i są jeszcze liczne retrospekcje, które dodają historii realizmu i rozwiewają na chwilę przedłużającą się nudę.

Podsumowując, uważam że wielbicielom talentu Karin Slaughter Dobra córka może się podobać. Jednak ja od thrillera oczekuję znacznie więcej. Nie miałam dreszczy z wrażenia ani nie wbiło mnie w fotel. Sądzę, że gdyby książka została odchudzona o jakieś dwieście stron, wyszłoby to z korzyścią dla niej. Nie byłoby rozwlekłej opowieści o niczym. Jestem pewna, że nie prędko wezmę do ręki kolejną książkę Slaughter. 

Dziękuję



Książka bierze udział w wyzwaniach:

Cztery pory roku, Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Gra w kolory, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 148/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 3,6 = 17,7 cm, W 200 książek dookoła świata – Stany Zjednoczone, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie Wiedźmy - osoba

czwartek, 16 listopada 2017

Szczęście w miłości - Kasie West

Autor – Kasie West
Tytuł – Szczęście w miłości
Tytuł oryginału – Lucky in Love
Przekład – Jarosław Irzykowski
Wydawnictwo Feeria Young
ISBN 978-83-7229-690-0


O wygranej, przegranej i… miłości
Od września w Polsce można wygrać naprawdę duże pieniądze w loterii EuroJackpot. Na pewno zastanawiacie się teraz po co o tym piszę. Jest powód. Bohaterka najnowszej powieści Kasie West całkiem spontanicznie, nie wierząc w możliwość wygranej, kupuje los na loterię. Olbrzymie jest zaskoczenie dziewczyny, gdy okazuje się, że to właśnie ona trafia najwyższą wygraną – pięćdziesiąt milionów. No dobra, nie pięćdziesiąt, a trzydzieści z hakiem (po odliczeniu podatków). Przyznacie, że to góra kasy. Co zrobi osiemnastolatka z tak wielkimi pieniędzmi? Czy ten nieprawdopodobny majątek ją zmieni?

Główną bohaterką i narratorką książki Szczęście w miłości jest Madeleine, w skrócie Maddie. Dziewczyna  jest w ostatniej klasie liceum i przed nią jedna z najważniejszych decyzji w życiu – wybór uczelni. Maddie jest zdolna i jak sama mówi, całe życie pracowała na to, aby dostać się do najlepszej szkoły. Niestety jej rodzice nie mogą łożyć na utrzymanie i czesne. Wygrana na loterii spada więc jak z nieba, a przecież łatwiej być trafionym przez piorun w czasie burzy…

Czy pieniądze dają szczęście? Kasie West próbuje odpowiedzieć na to pytanie. I przypuszczam, że nie każdemu spodoba się scenariusz napisany przez Amerykankę. Chociaż wiadomo powszechnie, że duże pieniądze to mnóstwo nowych znajomych, którzy nie zauważali nas do tej pory. Czy Maddie będzie umiała przesiać starych dobrych przyjaciół od tych nowych?

Szybko okazuje się, że mimo iż otacza ją tłumek wielbicieli, którzy klepią po plecach, robią zdjęcia, chcą pożyczyć kasę, to tak naprawdę nikomu nie może ufać. Chociaż nie. Jest jedna osoba, na której dziewczyna może polegać. Jedna osoba, która nie wie o wygranej. Seth jest przyjacielem Maddie. Razem pracują w miejscowym zoo. Chłopak od dawna jest zauroczony nastolatką i próbuje zwrócić na siebie jej uwagę. Nie wie jeszcze, że też nie jest jej obojętny. Czy związek tych młodych ludzi ma szansę zaistnieć?

Szczęście w miłości jest lekko napisaną i ciekawą historią. Mimo iż to powieść dla młodego odbiorcy jestem pewna, że zainteresuje też starszych czytelników. Mnie się podobała. Każda kolejna powieść Kasie West jest dla mnie miłą odskocznią od monotonii dnia codziennego.

To moje kolejne, już szóste spotkanie z twórczością amerykańskiej pisarki specjalizującej się w powieściach dla młodzieży. Od bardzo dawna nie jestem młodzieżą (nawet mój syn jest już całkiem dorosły), ale niezmiernie lubię czytać książki dla młodych czytelników. Odpoczywam przy nich, odprężam się, uspokajam. Kasie West tworzy interesujące historie, które się pochłania w bardzo krótkim czasie. Nie jest inaczej w przypadku Szczęścia w miłości. Nawet nie wiem, kiedy przewróciłam ostatnią kartkę.

Czekając na kolejną powieść Kasie West polecam gorąco Szczęście w miłości. Książka ta osłodzi paskudny dzień i nada się świetnie na szare, deszczowe listopadowe czy grudniowe wieczory.

Dziękuję



Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytamy powieści obyczajowe, Czytelnicze igrzyska 2017, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 147/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 3,1 = 14,1 cm, W 200 książek dookoła świata – Stany Zjednoczone, Wyzwanie Czytamy nowości

wtorek, 14 listopada 2017

Rozdanie u monweg

Dawno nie było u mnie żadnego konkursu, bo tez nie miałam za bardzo ku temu sposobności. Cały czas nadrabiam powstałe przez chorobę zaległości. Ale do rzeczy.

Dzisiaj zapraszam Was na kolejne na moim blogu rozdanie. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat będziecie mieli szansę wygrać dwa egzemplarze thrillera Kary Thomas Mroczne zakamarki > moja opinia


Co trzeba zrobić?

Zgłosić się pod tym postem. Zostawić adres mailowy [nie jest to warunek konieczny, ale ułatwia poinformowanie ewentualnego zwycięzcy]. 

Polubić stronę wydawnictwa moją. Łatwizna prawda: zgłaszasz się, "polubiasz" i masz szansę na książkę :)

Dodatkową szansę na wygraną będą miały osoby, które biorą udział w wyzwaniach przeze mnie organizowanych [Bibliotecznym i Czytamy nowości]. 

Za każde udostępnienie banera [muszę zobaczyć link] czeka na Was dodatkowy los.

Rozdanie będzie trwać w dniach 15.11.2017 – 24.11.2017 do północy.


Zapraszam i życzę powodzenia :)

Pocałunek żelaza - Patricia Briggs

Autor – Patricia Briggs
Tytuł – Pocałunek żelaza
Tytuł oryginału – Iron Kissed
Cykl – Mercedes Thompson
Przekład – Dominika Schimscheiner
Wydawnictwo Fabryka Słów
ISBN 978-83-7574-734-8


Pocałunek żelaza to trzecia odsłona cyklu o zmiennokształtnej Mercedes Thompson amerykańskiej pisarki, tworzącej powieści urban fantasy. Jest to również moje trzecie spotkanie z twórczością Patricii Briggs – kolejne udane.
Nos na wiatr Mercy! Uroczysko to nie miejsce dla grzecznych dziewczynek.
Można różnie mówić (czy pisać) o Mercedes, ale zdecydowanie nie jest grzeczną dziewczynką. Nie jest dobrym materiałem na kurę domową. Nie dla niej typowe dla płci pięknej prowadzenie domu. Mercedes lubi pobrudzić sobie rączki – dosłownie i w przenośni. Na co dzień naprawia samochody we własnym warsztacie, a od czasu do czasu (no dobra, pewnie znacznie częściej) pakuje się w różne kabały. Taka z niej zadziorna i charakterna kobietka.
Pradawni stronią od ludzi. Wolą swoje rezerwaty, ludzkość nie jest jeszcze gotowa na ich poznanie. Rządzą się własnymi regułami, ich prawo jest twarde i szybkie… ale nie zawsze sprawiedliwe. Mercy spłaca dług zaciągnięty u swojego mentora, Mrocznego Kowala. Pośród istot, które od wieków żyją w cieniu tajemnicy musi wytropić bestialskiego mordercę, ale sekrety Uroczyska i Pradawnych powinna zostawić w spokoju. Dla własnego dobra.
Jedną z moich słabości czytelniczych są książki fantasy, gdzie można spotkać wampiry, wilkołaki, elfy… i inne niezwykłe istoty; gdzie z każdej strony wyziera magia. Seria Patricii Briggs wpasowała się w mój gust wyśmienicie. Bardzo dobrze się stało, że mam okazję poznawać kolejne tomy, wznowionej serii o Mercedes Thompson. Tylko, niestety, okładki nie przypadły mi do gustu.

Nie zamierzam wyjawiać o czym jest ta część, bo boję się, że popłynę i zdradzę zbyt wiele. Trzecia część, a amerykańska pisarka nie zwalnia i nie osiada na laurach. Widać, że nie zamierza odcinać kuponów od swojej sławy. Pocałunek żelaza jest równie dobrą książką, jak wcześniejsze z tej serii. Nadal bardzo lubię Mercedes i mogłabym się z nią zaprzyjaźnić. Z taką przyjaciółką można podbijać świat. To silna, twarda i odważna babka, prawie zawsze radząca sobie sama z różnymi problemami.

Każdy z bohaterów Briggs jest interesującą osobą (?) Nie są to papierowe postaci, które można spotkać na kartach wielu książek. Tutaj każdy z bohaterów jest kolorowy, z własną historią i charakterkiem nie do podrobienia. Nie jest to romans paranormalny, choć akurat w tej części trochę więcej się dzieje w sprawach damsko-męskich.

Przyznaję, że całkiem sporo już napisano książek o wilkołakach, wampirach, innych zmiennokształtnych, ale powieści Patricii Briggs wymykają się schematom. To książki dla dorosłego czytelnika, nie dla niedojrzałych nastolatek i już samo to skłania do sięgnięcia po cykl o Mercedes Thompson.

Trzecia odsłona cyklu jest, jak się zapewne domyślacie, opowieścią świetną, a samej książki się nie czyta – ją się pożera. Uważam, że będzie wprost idealna na długi jesienny wieczór (piszę wieczór, gdyż nie sądzę żeby ktoś czytał ją dłużej). Ostrzegam, że przy historii o wyjątkowej pani mechanik można zarwać nockę, więc przed lekturą naszykujcie sobie okład na spuchnięte i podkrążone oczy.

Pocałunek żelaza, jak i wcześniejsze książki serii uważam za bardzo ciekawe i nie pozostaje mi nic innego jak polecić ją wielbicielom fantasy i niezwykłych istot. W tej chwili nie mogę przestać myśleć o kolejnej części, a tę gorąco polecam.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytam fantastykę, Czytelnicze igrzyska 2017, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 146/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,8 = 11 cm, W 200 książek dookoła świata – Stany Zjednoczone, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie Wiedźmy

sobota, 11 listopada 2017

Mroczne zakamarki - Kara Thomas

Autor – Kara Thomas
Tytuł – Mroczne zakamarki
Tytuł oryginału – Darkest Corners
Przekład – Radosław Madejski
Wydawnictwo Akurat
ISBN 978-83-287-0631-6



Mam ostatnio szczęście do thrillerów i do debiutujących pisarzy. A właśnie debiutem jest powieść Mroczne zakamarki młodej amerykanki. Kara Thomas jest również autorką scenariuszy m. in. dla Warner Brothers Television. Mieszka na Long Island z mężem i… kotem.

Prowincjonalne miasteczko Fayette w Pensylwanii staje się sceną dla wydarzeń opisanych w thrillerze amerykańskiej pisarki. Główna bohaterka, Tessa wraca po dziewięciu latach do miejscowości swojego dzieciństwa. Dziewczyna będzie musiała zmierzyć się z przeszłością, która kładzie się cieniem na teraźniejszości. Właśnie powrócił morderca, okrzyknięty „Potworem znad rzeki Ohio”. Jak to możliwe, skoro Wyatt Scotes odsiaduje wyrok? Czy Tessa i jej przyjaciółka Callie (wówczas ośmiolatki) pomyliły się wskazując Wyatta jako winnego brutalnych zabójstw na młodych dziewczynach?

Mroczne zakamarki to  niezły wielowątkowy thriller psychologiczny, jednak z żalem przyznaję, że książka mnie nie porwała, choć przeczytałam ją dosyć szybko. Ale gdy usiadłam by napisać o niej kilka słów pojawiła się bariera. Kompletna pustka w mojej chorej głowie. Ta powieść składa się z przeciwieństw – dobrze się czyta, ale wieje nudą. Wszystko jednak rekompensuje zakończenie.

Narrację Kara Thomas oddała głównej bohaterce. To dzięki niej i jej wspomnieniom poznajemy przeszłe wydarzenia. Szkoda tylko, że przez większość książki prawie nic się nie dzieje. I tu widać niedopracowanie opowieści przez debiutantkę. Historia miała niesamowity potencjał, ale nie został on wykorzystany. Nie można przecież bazować tylko na zakończeniu, w którym upchnięte zostało dosłownie wszystko.

Przez całą lekturę miałam nieoparte wrażenie, że czytam książkę dla młodzieży. Nie ma nic złego w takich pozycjach i często czytuję literaturę młodzieżową, ale nie na to się szykowałam – przyznacie, że okładka, tytuł i rekomendacja na okładce nie wskazują na młodych czytelników. Sądzę, że Mroczne zakamarki przemówią właśnie do nich.

Lubię wielowątkowość w fabule. Tutaj jednak brakowało mi zdecydowanego głównego wątku. Chyba, że z rozmysłem autorka postanowiła zastosować układ równoległy. Nie jestem pewna czy to wyszło książce na dobre, bo ciężko się skupić i wybrać, który wątek jest przewodni, najważniejszy: morderstwo; poszukiwania siostry i matki; przeszłość i teraźniejszość.

To co udało się osiągnąć młodej pisarce to mroczny klimat, gęsta atmosfera, tajemnice i zagadki. Powiodło się jej także prawie bezbłędnie nakreślić małą społeczność niewielkiej miejscowości.  Niestety coś za coś. Jak napisałam wcześniej brakuje tu tempa. Według mnie w czasie lektury wychodzi lichość charakterystyki bohaterów i ogólna mierność fabuły. Zemścił się niedopracowany pomysł.

Podsumowując. Jeśli szukacie książki, o której długo nie zapomnicie, a czytanie będzie prawdziwą przyjemnością, to chyba powinniście poszukać innego tytułu. Ale końcowy wybór pozostawiam wam.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Gra w kolory, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 145/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 3 = 8,2 cm, W 200 książek dookoła świata – Stany Zjednoczone, Wyzwanie Czytamy nowości

środa, 8 listopada 2017

Schronienie -Harlan Coben

Autor – Harlan Coben
Tytuł – Schronienie
Tytuł oryginału – Shelter
Cykl – Mickey Bolitar
Przekład – Zbigniew A. Królicki
Wydawnictwo Albatros
ISBN 978-83-6578-170-3

Podejrzany wypadek - Zmowa milczenia - Tajemnicze zaginięcie
Zdaję sobie sprawę, że w swojej opinii nie będę obiektywna, ale ja po prostu ogromnie lubię twórczość Harlana Cobena. Wiem, że niektórzy zarzucają mu nietrzymanie poziomu, schematyczność i pewnego rodzaju kalkę w kolejnych powieściach. Jednak niezmiennie lubię jego pełne dynamiki książki i jak na razie nic nie jest w stanie tego zmienić. Ale przyznaję, że wolałam starszego Bolitara.

Po Myronie przyszedł czas na jego bratanka Mickeya. Mickey jest nastolatkiem, a jego życie nie jest usłane różami. Niedawno stracił ojca, który zmarł na jego oczach, a matka trafiła na odwyk. Chciał nie chciał Mickey zmuszony jest zmienić szkołę i zamieszkać ze swoim wujkiem, za którym oględnie mówiąc nie przepada. Może ta niechęć bierze się stąd, że obaj panowie Bolitar są do siebie podobni; lubią zagadki (zwłaszcza kryminalne) oraz dziewczyny, które nie zawsze są odpowiednie.
Zło pozostaje. Zawsze. Możesz z nim walczyć, ale nigdy do końca go nie pokonasz.
W nowej szkole Mickey poznaje Emę, dziewczynę odrzuconą przez innych młodych ludzi oraz nową (tak jak on) uczennicę Ashley. Gdy Ashley znika bez śladu, chłopak wraz z Emą i z Łyżką (zabawnym kolegą) postanawiają dowiedzieć się co się stało, przez co narażają się na niebezpieczeństwa. Sprawy nie ułatwia fakt, że Ashley nie mówiła o sobie prawdy i okazuje się nie tym za kogo się podawała. Oprócz zagadki zniknięcia szkolnej koleżanki Mickeya zajmuje również (a może przede wszystkim) sprawa śmierci ojca.

Bohaterowie Schronienia są bystrzy, kreatywni i cechują się prawie nieograniczoną fantazją. Cała trójka jest w pewien sposób wyobcowana: Mickey dlatego, że jest nowy; Ema i Łyżka natomiast nie są za bardzo lubiani (w sumie nie wiem dlaczego). Czy można ich polubić? Chyba tak, choć ja ze względu na wiek miałam z tym problem. Bardzo intrygująca jest postać Nietoperzycy, która skutecznie spowodowała zamęt w głowie młodego bohatera, twierdząc że jego ojciec żyje.
Nic z tego, co robimy nie jest proste. Chcesz usłyszeć „tak” lub „nie”. Jednak nie ma „tak” albo „nie”. Nic nie jest czarne albo białe. Wszystko jest szare. Jest życie albo śmierć.
Pierwszy tom trylogii dla młodzieży czyta się praktycznie sam, a to za sprawą nieskomplikowanej historii, lekkości narracji oraz dużej, czytelnej czcionki. Brawo za wplątanie w fabułę polskiego wątku.
Jeżeli postępujesz dobrze, to często dlatego, że ktoś inny postępuje źle.
Schronienie jest thrillerem, ale tym razem bardziej kierowanym do młodzieży, zważywszy na wiek głównego bohatera i jego przyjaciół. Uważam, że świetnie nada się jako pierwsza książka Cobena, czyli na początek literackiej podróży z amerykańskim pisarzem. Jako, że czytałam wszystkie jego książki dla dorosłych, to czegoś przez cały czas mi w Schronieniu brakowało. Nie mogę powiedzieć, że pierwsza część cyklu o Mickeyu Bolitarze mi się nie podobała, ale trudno mi porównywać ją do wcześniejszych powieści Cobena. Po zakończeniu lektury pozostaję z niedosytem, mając nadzieję na przynajmniej tak samo dobrą kontynuację.

Schronienie polecam wielbicielom twórczości Harlana, miłośnikom thrillerów oraz młodszym czytelnikom, którzy nie powinni się na niej zawieść. 

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytelnicze igrzyska 2017, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 144/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,4 = 5,2 cm, W 200 książek dookoła świata – Stany Zjednoczone, Wyzwanie Czytamy nowości

poniedziałek, 6 listopada 2017

Czasami kłamię - Alice Feeney

Autor – Alice Feeney
Tytuł – Czasami kłamię
Tytuł oryginału – Sometimes I Lie
Przekład – Agnieszka Walulik
Grupa Wydawnicza Foksal/Wydawnictwo W.A.B.
ISBN 978-83-280-4757-0
Nazywam się Amber Reynolds. Powinniście wiedzieć o mnie trzy rzeczy:
  1.      Jestem w śpiączce.
  2.      Mój mąż już mnie nie kocha.
  3.      Czasami kłamię.
Przyznacie, że brzmi to nieźle i nie tylko brzmi. Thriller Czasami kłamię jest naprawdę świetną książką i wspaniałym debiutem, dobrze rokującym na przyszłość.

Brytyjska pisarka w debiutanckiej powieści balansuje między prawdą i kłamstwem. Przedstawia je w taki sposób, że dochodzimy do wniosku, iż granica między nimi jest czasami niezauważalna, ale każdy wie kiedy ją przekracza. Bohaterka książki sama przyznaje się: czasami kłamię. Szczerze mówiąc kto z nas jest tak do końca prawdomówny? Podobno każdy kłamie przynajmniej dwa razy dziennie, bo samo tak wychodzi… przemilczamy, zmieniamy prawdę, coś od siebie dodajemy… Chyba wypadałoby zwrócić uwagę na fakt, że osoby oszukujące mają często zaniżone poczucie własnej wartości, więc przyczyną kłamania jest zwyczajny lęk. Czy tak też jest w tym przypadku?

Amber Reynolds jest główną bohaterką książki Alice Feeney. Amber ma trzydzieści pięć lat, męża Paula i pracę w stacji radiowej. Kobietę poznajemy, gdy leży w szpitalu po wypadku samochodowym, którego w obecnej chwili nie pamięta. Jest Boże Narodzenie, a Amber znajduje się w śpiączce. Nie może się ruszać, mówić, otworzyć oczu, ale jej umysł zdecydowanie nie śpi i galopuje, analizując wydarzenia ostatnich tygodni, a wizyty jej męża i siostry zaczynają porządkować zbiór powracających wspomnień.

Trzy ramy czasowe: teraz – szpital, wtedy – okres bezpośrednio przed wypadkiem, przedtem – wspomnienia dziesięcioletniej Amber spisane w formie pamiętnika. Dzięki zastosowaniu takiego zapisu mamy sposobność dogłębnego poznania głównej bohaterki powieści. I szczerze mówiąc nie wiem czy polubiłam Amber. Miotałam się od współczucia jej do całkowitego znielubienia. Dawno żadna postać literacka nie wprowadziła mnie w taki rollercoaster odczuć w trakcie lektury.

O powieści Alice Feeney powinniście wiedzieć trzy rzeczy:

1. frapuje, zniewala i nie można w nic wierzyć do końca
2. sprawi, że poczujecie się jak dziecko we mgle
3. robi wrażenie i trudno będzie o niej zapomnieć

Czasami kłamię jest zdecydowanie thrillerem psychologicznym, choć momentami odnosi się wrażenie, że czyta się kryminał, a w niektórych fragmentach powieść obyczajową. Świetnie opisany został sam stan śpiączki i świadomości chorej. Na pewno nie chciałabym przeżyć czegoś takiego, jak Amber. Być więźniem we własnej głowy i nie móc się kontaktować z otoczeniem.
Stąpam ostrożnie po dywanie z kłamstw, starając się ich nie zbudzić.
Czasami kłamię to debiut literacki brytyjskiej pisarki i dziennikarki Alice Feeney. Szesnaście lat pracowała w BBC, będąc reporterką i redaktorem prasowym. Feeney na co dzień mieszka w Londynie i Sydney, choć teraz osiadła w okolicach Surrey, gdzie mieszka ze swoim psem – czarnym labradorem. 

Czasami kłamię nie jest może książką wybitną, ale na tyle dobrą, że bardzo mocno angażuje czytelnika. Mroczna, intrygująca i elektryzująca powieść, oddziaływująca na wyobraźnię. Wzbudza wiele, często całkiem sprzecznych emocji i trzyma w napięciu do ostatniej strony. Książka przykuwa uwagę na kilka godzin, momentami wbijając czytelnika w fotel. Feeney zabiera nas na podróż kolejką górską napędzaną licznymi tajemnicami i kłamstwami. Jeśli szukacie mocnych wrażeń i jesteście  gotowi zarwać noc to nie czekajcie, sięgnijcie po debiutancką powieść brytyjskiej pisarki. Zdecydowanie polecam.

Dziękuję




Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytam nie tylko Amerykanów!, Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Gra w kolory, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 143/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,8 cm, W 200 książek dookoła świata – Wielka Brytania, Wyzwanie Czytamy nowości

wtorek, 31 października 2017

Czytelnicze podsumowanie miesiąca - wrzesień i paździenik

Tak się złożyło, że nie mogłam zrobić podsumowania wrześniowego, więc teraz postanowiłam nadrobić tę zaległość. Miałam dość poważne problemy ze swoim zdrowiem, stąd takie kiepskie efekty mojego czytelnictwa w ciągu tych dwóch miesięcy. Mam nadzieję, że może teraz będzie już tylko lepiej.

Przed nami listopad. To miesiąc, którego chyba najbardziej nie lubię. Szaro, pochmurno, wieje, pada... brrr. Nie chce się wychodzić z domu. Najlepiej zawinąć się w koc i z kubkiem herbatki pod ręką oddać się lekturze.


Przeczytałam we wrześniu:

  

  

 Podobny obraz 

Przeczytałam w październiku:

  

Prawdziwa Ginny Moon   Dżender domowy i inne historie

Przeczytanych przez dwa miesiące:
- książek - 15
- stron - 6732 strony

Wyzwaniowo:
Zapraszam Was także tutaj na kartki, zakładki, bransoletki...
Zajrzyjcie również na wywiad ze mną o słoniowej pasji > tutaj