czwartek, 31 sierpnia 2017

Czytelnicze podsumowanie miesiąca - sierpień

Dzisiaj ostatni dzień sierpnia. Czas więc na podsumowanie ósmego miesiąca roku. Jutro zaczyna się wrzesień, za chwilę dzieci i młodzież pójdą do szkoły. Skończyły się wakacje. Niedługo czytanie na łonie natury będzie niemożliwe. Trzeba łapać ostatnie promienie słońca i naładować "akumulatory" do wiosny.


We wrześniu ma miejsce akcja Sprzątanie Świata, obchodzić będziemy również równonoc jesienną. Czeka na nas także Dzień Dobrej Wiadomości, Dzień Bluesa oraz Europejski Dzień bez Samochodu.
A co na blogu? - okaże się :)


Przeczytałam w sierpniu:

  

  

  

  

 




Przeczytanych:
- książek - 15
- stron ogółem - 5807
- stron dziennie - 187

Wyzwaniowo:
 Zapraszam Was także tutaj na kartki, zakładki, bransoletki...
 Zajrzyjcie również na wywiad ze mną o słoniowej pasji > tutaj

wtorek, 29 sierpnia 2017

Popiół za popiół - Jenny Han&Siobhan Vivian

Autorki – Jenny Han, Siobhan Vivian
Tytuł – Popiół za popiół
Tytuł oryginału – Ashes to Ashes
Cykl – Ból za ból
Przekład – Andrzej Goździkowski
Wydawnictwo Feeria Young
ISBN 978-83- 7229-674-0

Chciały tylko naprawić krzywdy, które im wyrządzono. Odpowiedzieć ogniem za ogień. Ale raz wzniecone płomienie szaleją niepowstrzymanie. Sieją zniszczenie, a nawet śmierć. Wszystko zamieni się w popiół, jeśli dziewczyny nie zakończą tego, co rozpoczęły. Ale czy Mary, która w końcu poznała prawdę o sobie, będzie tego chciała?
Połączyły je tajemnice. Prawda może rozdzielić je na zawsze.
Popiół za popiół jest powieścią dla młodzieży, która kończy trylogię Ból za ból amerykańskich pisarek Jenny Han i Siobhan Vivian. Czas więc na podsumowanie całego cyklu.

Pocztówkowa wyspa Jar. Trzy nastolatki, które z pozoru nie mają wiele ze sobą wspólnego. Pochodząca z bogatej rodziny, bardzo popularna i ładna cheerleaderka Lillia; Nie licząca się ze zdaniem innych, outsiderka Kat; Mary, samotniczka, która powróciła na wyspę, aby zacząć wszystko od początku. Wszystko je różni, a łączy jedno. Zostały kiedyś zranione i teraz pragną zemścić się na osobach, które są za to odpowiedzialne. W pojedynkę byłoby to trudne, ale w grupie siła. Tylko czy zemsta może przynieść ukojenie?

Wydawać by się mogło, że sprawa zemsty w tej odsłonie schodzi na dalszy plan, ale czy tak jest faktycznie? Mary zaczyna rozumieć kim tak naprawdę jest, ale nie sądzę żeby wyszło jej to na dobre. Po burzliwych dwóch wcześniejszych tomach Lillia i Kat próbują jakoś ułożyć sobie życie. Lillia się zakochuje, ale uczucia lokuje nie tam, gdzie powinna. Mary na pewno nie będzie zachwycona. Czy prawda o Mary nadwątli tę dziwną przyjaźń, która zrodziła się z nienawiści i chęci zemsty?

Popiół za popiół, tak jak cała trylogia otulona jest specyficzną, mroczną, trochę duszną atmosferą. Historię poznajemy [jak wcześniej] w narracji pierwszoosobowej podzielonej na trzy główne bohaterki. Każda z dziewcząt zabiera głos i prowadzi nas przez swoją opowieść w krótkich, niemęczących rozdziałach. Dzięki temu czytelnik ma niebywałą łatwość „wejścia w głowę” każdej z bohaterek i poznania ich przemyśleń, wątpliwości, żali.

Opowieść Jenny Han i Siobhan Vivian jest spójna i lekko napisana, a mimo to wzbudza szereg silnych emocji. Krótki rozdziały i duża czytelna czcionka sprawia, że kartki same się przewracają, czyli jak słusznie się domyślacie książka jest zajmująca i ciężko się z nią rozstać. Chociaż jest to powieść młodzieżowa, to nie jest błaha i na pewno trafiłaby też do starszych czytelników.

Trylogia Ból za ból jest serią ważną i traktującą o prawdziwych problemach, nie tylko młodych ludzi. Cykl dla tych, którzy szukają czegoś więcej, niż zwyczajnej letniej historyjki czy taniej rozrywki. Polecam gorąco
Zemsta obciążona jest pewną wadą: spełnia się w oczekiwaniu. Sam akt zemsty natomiast, zamiast wzbudzać przyjemność, rodzi tylko ból, a w każdym razie ból jest uczuciem dominującym. Mark Twain
Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytamy powieści obyczajowe, Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Grunt to okładka, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 127/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,8 = 42,5 cm, W 200 książek dookoła świata – Stany Zjednoczone, Wyzwanie Czytamy nowości

niedziela, 27 sierpnia 2017

Nostalgia - Mircea Cărtărescu

Autor – Mircea Cărtărescu
Tytuł – Nostalgia
Przekład – Joanna Kornaś-Warwas, Ireneusz Kania
Wydawnictwo Książkowe Klimaty
ISBN 978-83-64887-37-6


Mircea Cărtărescu jest jednym z najwybitniejszych i najciekawszych współczesnych rumuńskich autorów. Studiował literaturę, przez dziesięć lat uczył w szkołach, był redaktorem Caiete critice. Debiutował w 1978 roku. Opublikował wiele tomików poetyckich, esejów i powieści. Jego dzieła zostały przetłumaczone na jedenaście języków.

Nostalgia to wczesne dzieło Cărtărescu i pierwsza powieść. Składa się z pięciu obszernych opowiadań. Pierwotnie ukazała się pod tytułem Sen. Tęsknota wszak była w komunistycznej Rumunii zakazana.

Jak wspomniałam Nostalgia to pięć opowiadań: Ruletkarz, Słabołebski, Bliźnięta, REM, Architekt. Sceną dla wszystkich jest Bukareszt, tematem rumuńskie społeczeństwo, które jest podobne, a jednak całkiem różne od społeczności Nicolae Ceausescu. Zaczyna się mocno. Mamy oto bezdomnego, którego nie opuszcza szczęście w grze, choć w życiu raczej mu nie wychodzi. Gra ta to nie ruletka w kasynie, a rosyjska ruletka. I chociaż czy to z głupoty, czy z szaleństwa dokłada naboje, to wciąż wygrywa. Główną bohaterką czwartego opowiadania jest dziewczynka. Nie taka znów zwykła dziewczynka, gdyż potrafi w czasie snu, a dokładnie w fazie REM rozpłynąć się, zniknąć, unieść się nad miastem czy natychmiast się zestarzeć. Jest też Emil Popescu, który projektuje fabryki. Nie jest to jednak to w czym jest najlepszy. Można powiedzieć, że osiągnął mistrzostwo świata w grze na ustnych organkach. Chłopiec czarujący swoimi opowieściami oraz zakochany młody człowiek, którego można porównać do bohatera Kafki, Gregora Samsy. Pięć niby zwykłych, ale całkiem niezwyczajnych opowiadań do pokochania… do zakochania.

Ramowe opowiadania dotyczą osób dorosłych. Trzy środkowe przenoszą nas w świat ludzi młodych. I powiem wam, że nie są to takie zwykłe historie. Wraz z rumuńskim poetą i pisarzem odwiedzamy rzeczywistość, która została przedstawiona na wzór marzeń sennych, zaburzonych zmienną, niejednorodną przestrzenią.

Opowieści zawarte w Nostalgii zatrącają zagadkowością i bardzo tajemniczą atmosferą. Oniryzm w opowiadaniach Cărtărescu doprowadza do przenikania się światów realnego i transcendentnego, budując atmosferę napięcia. To wszystko sprawia, że książki rumuńskiego pisarza nie da się czytać bez odpoczynku. Konieczne są przerwy na zebranie myśli, uspokojenie, przewietrzenie głowy i nabranie drugiego oddechu.

Książka Cărtărescu jest trochę jak jazda pod górkę. Nie jest łatwo i przyjemnie, jak w przypadku literatury popularnej czy czysto rozrywkowej. Nostalgia jest inna, nierzeczywista, magiczna. Szczerze mówiąc choć bardzo lubię czytać otulona muzyką klasyczną lub filmową, tym razem musiałam z niej zrezygnować. Nostalgia potrzebuje spokoju i absolutnej ciszy, dobrze też nie rozpraszać się za dużym światłem. Mała lampka z punktowym oświetleniem będzie w sam raz. Może te zabiegi wydadzą wam się śmieszne, albo przesadzone, ale dajcie mi znać, czy nie miałam racji, jak już przeczytacie te wyjątkowe opowiadania.

Pięć opowiadań – pięć historii finezyjnie łączy się ze sobą. Wszystkie pokazują realistyczny rewers i fantastyczny awers życia. Nic tu nie jest oczywiste, a wszystko może być magiczne i feeryczne. Nie na darmo jeden z amerykańskich krytyków nazwał  rumuńskiego pisarza „Georgem Lucasem sowieckiego romantyzmu”, który zbudował piękny schron dla swoich wizji: fantazji i nostalgii.

Nostalgia obchodzi właśnie dwadzieścia lat istnienia na rynku wydawniczym. Zanim została wydana po raz pierwszy odleżała cztery długie lata w szufladzie rumuńskiego wydawcy, by finalnie zostać poranioną przez cenzurę (skąd my to znamy?) i brutalnie okrojoną o pięćdziesiąt stron. Jak dobrze się stało, że postanowiono ją wydać, ku uciesze jej odbiorców, których z latami powinno przybywać. Ja się cieszę i mniemam, że ucieszą się jeszcze inni czytelnicy poszukujący książki niebanalnej i oryginalnej, zwyczajnej i magicznej zarazem. Zdecydowanie polecam.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Grunt to okładka, Kitty’s Reading Challenge – opowiadania, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 126/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 3,6 = 39,7 cm, W 200 książek dookoła świata - Rumunia


sobota, 26 sierpnia 2017

List w butelce - Nicholas Sparks

Autor – Nicholas Sparks
Tytuł – List w butelce
Tytuł oryginału – Message in the Bottle
Przekład – Małgorzata Samborska
Wydawnictwo Albatros
ISBN 978-83-7985-677-0


Zastanawiam się czy komuś trzeba przedstawiać Nicholasa Sparksa. Na pewno nie kobiecej części czytelników. Ale nie zaszkodzi kilka słów. Nicholas Charles Sparks jest amerykańskim pisarzem specjalizującym się w pisaniu powieści obyczajowych i romansów. Jego książki ukazują się w trzydziestu trzech językach. Na swoim koncie ma ponad trzydzieści książek, z których prawie każda okazała się bestsellerem a dotychczas sześć z nich doczekało się ekranizacji.

List w butelce to po Pamiętniku moja druga ulubiona powieść Sparksa. Pamiętnik mnie porwał, opisana historia oczarowała i to odczucie trwa nadal dzięki kolejnej książce. Niektórym będzie się wydawać, że opowieść zawarta w Liście w butelce jest banalna, ale palce w górę jeśli nigdy nie marzyliście o tym aby taką butelkę wyłowić lub znaleźć na brzegu. Wiem, że niekoniecznie myśleliście o liście miłosnym, a najpewniej chcieliście trafić na mapę skarbów. Jednak list znaleziony pewnego dnia na plaży w Zatoce Cape Cod jest na tyle wyjątkowy, że Theresa Osborne, która tę butelkę znalazła postanawia odszukać autora słów, które ją oczarowały.
Moja najdroższa Catherine, tęsknię za Tobą, ukochana, tak jak zawsze, ale dzisiaj było mi bardzo ciężko, bo ocean śpiewał o naszym wspólnym życiu. Niemal czuję Twą obecność obok siebie i zapach dzikich kwiatów, które zawsze przypominały mi Ciebie.
Niby wiedziałam czego mogę się spodziewać, bo oglądałam już wcześniej film, który powstał na podstawie powieści Sparksa. Jednak nie sądziłam, że będę tak mocno znów przeżywać tę wyjątkową historię. List w butelce okazał się tym czego w tym momencie potrzebowałam. Jest koniec sierpnia, niedługo skończy się też lato i romantyczna opowieść stała się idealna na ten czas. Muszę wspomnieć tutaj o filmie w reżyserii Luisa Mandokiego, w którym w rolach głównych wystąpili Robin Wright, Kevin Costner i Paul Newman. Adaptacja książki piękna i wzruszająca z końcówką, która wyciska z oczu łzy.
Czuję pustkę w duszy, nie mogąc trzymać Cię w ramionach. Wśród tłumu szukam Twojej twarzy – wiem, że to niemożliwe, ale nie mogę nic na to poradzić. Moje poszukiwanie Ciebie jest niekończącą się pogonią skazaną na przegraną.
List w butelce to przepiękna i wzruszająca historia miłosna. Smutna, ale jednak niosąca nadzieję i tak jak w przypadku filmu doprowadza do łez. Tak więc chusteczki będą mile widziane. Opowieść o stracie ukochanej osoby i o budzącym się uczuciu do nowo poznanej kobiety.

Sparks powołał do życia dwójkę bohaterów, których polubiłam od pierwszych stron. Choć może w moim przypadku przyczynił się do tego również film. Theresa i Garret to nie nastolatki, a ich uczucie jest pełniejsze i bardziej dojrzałe. Każdemu życzyłabym takiego uczucia, ale z innym finałem.

Książka wzbudza ogromne emocje i jestem przekonana, że nie muszę do jej lektury namawiać licznych wielbicieli Nicholasa Sparksa. Przyznaję, że romanse to nie jest do końca moja bajka, ale raz na jakiś czas można zgrzeszyć i przeczytać coś innego. Do tego List w butelce nadaje się znakomicie. Szczerze polecam, nie ustając w poszukiwaniach wyrzuconej przez morze butelki, która może tym razem trafi w moje ręce.

Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytamy powieści obyczajowe, Czytam zekranizowane książki, Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Gra w kolory, Kitty’s Reading Challenge – otrzymana w prezencie, Łów słów, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 125/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 3 = 36,1 cm, W 200 książek dookoła świata – Stany Zjednoczone, Wyzwanie biblioteczne – wariant 2, Z półki

piątek, 25 sierpnia 2017

Dan-sha-ri. Jak posprzątać by oczyścić swoje serce i umysł - Hideko Yamashita

Autor – Hideko Yamashita
Tytuł – Dan-sha-ri. Jak posprzątać by oczyścić swoje serce i umysł
Przekład – Paweł Łapiński
Wydawnictwo Literackie
ISBN 978-83-08-06383-5

Rewolucja w domu i moje nowe ja.Nie chodzi tu o zwykłe układanie czy sprzątanie. Przenoszenie rzeczy z jednego miejsca w drugie, ustawianie w stosiki, czyszczenie. Chodzi o nasz stosunek do nich. Czy nie jesteśmy aby uzależnieni od przedmiotów, które nas otaczają? Czy nie mamy ich za dużo? Czy naprawdę potrzebujemy tych wszystkich obiektów, które zagracają nasze mieszkania, i których chcemy coraz więcej i więcej?
Ekspertka od nieładu Hideko Yamashita zaprasza do zapoznania się z metodą Dan-sha-ri. Hideko pragnie abyśmy „odgruzowali” nasze domy z wszystkiego, co w nich zalega. Pomaga w rozstaniu się zarówno z widocznym bałaganem w domu, jak i tym niedostrzegalnym, w sercu.

Hideko twierdzi, że uporządkowany świat widzialny wywiera bezpośredni wpływ na świat niewidzialny. Zasada minimalizmu to trzy filary: Dan – czyli odmowa. Musimy nauczyć się mówić stanowcze „nie” kolejnym nowym i często bezużytecznym rzeczom. Sha – czyli wyrzucanie. Jak słusznie się domyślacie, czeka nas pozbycie się wszystkich przedmiotów, które zagracają naszą przestrzeń. Ri – czyli uwolnienie się. Musimy się nauczyć rezygnacji z przywiązywania do zbędnych rzeczy.

Zdaję sobie sprawę jaką ciężką pracę musiałabym wykonać, aby zastosować te filary – zasady w swoim życiu. Jestem kolekcjonerką, zbieraczką i nie znoszę się rozstawać z rzeczami, które posiadam. Oczywiście nie chodzi tu o buty czy o bluzkę, w których już nie chodzę (z tym nie mam problemu). Mam bardzo pokaźną biblioteczkę, czyli jestem kolekcjonerką książek. I niestety, jak to często bywa, zaczyna się to wymykać spod kontroli. Ale jak się pozbyć książek, skoro wiem, że nie poprzestanę na ilości, którą posiadam obecnie. Książki książkami – kolekcjonuję również słonie od wielu lat. Rozpanoszyły się choroby po całym mieszkaniu i również nie potrafiłabym zrezygnować choćby z kilku sztuk. Jak widzicie minimalizm, a co za tym idzie metoda Hideko Yamashita, nie jest stworzona dla mnie. Ale może dla Was tak.

Nie przepadam za poradnikami, ale zapewne jak każdemu molowi książkowemu zdarza się zgrzeszyć i zapoznać się z tym, co radzą inni. Sztuka porządkowania według Yamashita nie jest rewolucyjna, bo powstało już kilka innych poradników na ten temat [Magia sprzątania – Marie Kondo; Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce – Katarzyna Kędzierska; Książeczka minimalisty – Leo Babauta], a minimalizm zaczyna się wkradać również do literatury popularnej [Lokatorka].

Uważam jednak, że jeżeli ktoś poszukuje rozwiązań dotyczących przestrzeni w której żyje i nie jest mu z tym dobrze, to książka Dan-sha-ri nada się na zrobienie pierwszych kroków w tej dziedzinie. Piszę „na początek”, gdyż mniej tutaj przykładów, jak sobie radzić z realizacją tej metody, a więcej przytoczeń historii osób, którym podobno pomogła.

Jeżeli jesteście przytłoczeni zalegającymi po kątach różnymi niepotrzebnymi przedmiotami, to możecie zapoznać się z metodą Dan-sha-ri. Być może to właśnie ona okaże się dla was na tyle rewolucyjna i pomoże w rozstaniu [na początek] z kilkoma zbędnymi rzeczami. Jeśli chcecie, aby wasze mieszkanie wyglądało jak z reklamy lub folderu, to śmiało – książka w ręce. Ja jednak lubię to swoje nieuporządkowane lokum, uwielbiam jak wszędzie coś gdzieś leży. Wtedy mieszkanie żyje. Ale to tylko moje skromne zdanie.

Dan-sha-ri okazało się dla mnie ciekawostką, którą warto było poznać. Mimo, że jest to poradnik, nie uważam, że straciłam przy nim czas. Zawsze interesujące jest zapoznanie się ze zdaniem innych, którzy mają coś do powiedzenia. Twórczy nieład czy minimalizm? Wybierajcie sami.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytelnicze igrzyska 2017, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 124/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2 = 33,1 cm, W 200 książek dookoła świata – Japonia, Wyzwanie Czytamy nowości

środa, 23 sierpnia 2017

Gra pozorów - Donna Leon

Autor – Donna Leon
Tytuł – Gra pozorów
Tytuł oryginału – By its Cover
Cykl – Komisarz Brunetti
Przekład – Małgorzata Kaczarowska
Oficyna Literacka Noir sur Blanc
ISBN 978-83-65613-26-4


Donna Leon, amerykańska pisarka, autorka cyklu kryminałów z weneckim komisarzem policji Guido Brunettim. Pierwszą powieść napisała podobno dla żartu w 1991 roku i dalej już poszło. Książki Donny Leon cieszą się dużą popularnością w Niemczech i Hiszpanii. Mimo, że mieszka we Włoszech nie zezwala na wydawanie swoich książek w języku włoskim. Może to dziwne, ale woli być anonimowa.

Gra pozorów to już dwudziesty trzeci tom o komisarzu Brunettim, ale moje pierwsze spotkanie z Guido i z twórczością Donny Leon. Do tej pory wenecki komisarz musiał się zmierzyć między innymi ze śmiercią jednego z kadetów Akademii Wojskowej, wyłowionym ciałem z kanału nieznanego mężczyzny, brutalnie zamordowaną starszą kobietą czy śmiercią jednego z nielegalnych imigrantów. Tym razem nie zaczyna się morderstwem, ale czymś co dla moli książkowych jest równie ważne, jeśli nie ważniejsze. Ktoś ukradł część stron z kilku bardzo ważnych, rzadkich i cennych woluminów w weneckiej Bibliotece Merula. Wydawać by się mogło, że to jest niezwykle prosta sprawa, gdyż sprawcą okazuje się ostatnia osoba, która rzeczone książki wypożyczała, amerykański profesor z Kansas University. Jednak nie ma możliwości by odnaleźć mężczyznę, gdyż… on po prostu nie istnieje, a na uniwersytecie nikt nigdy nie słyszał o takiej osobie. I co, czy też uważacie, że zaczyna się niezmiernie interesująco? To bierzcie się za lekturę Gry pozorów, bo będzie tylko lepiej.

Komisarz Brunetti kontra mój ukochany Herkules Poirot. Za dużo przeczytałam już kryminałów Agathy Christie a za mało Donny Leon, ale chyba nawet jeśli te wartości się zrównają chyba wybiorę Poirota. To nie to, że Brunettiemu czegoś brakuje. Wszystko jest z nim w porządku, ale nie każdy może mieć tak niesamowite szare komórki jak belgijski detektyw. Sam kryminał też jest nie najgorszy, ale brakowało mi tej tajemniczości i wyjątkowej atmosfery, które towarzyszą powieściom Christie.

W literaturze kryminalnej bardzo często główny bohater jest ciężko doświadczony przez życie, pokiereszowany, po przejściach, miewa też problemy alkoholowe. Guido Brunetti jest inny. To przykładny mąż i ojciec, sympatyczny erudyta i smakosz. Kierujący się intuicją, uparty i dociekliwy, a do tego z poczuciem humoru. Myślicie, że to nudne, ale tak nie jest.

Akcja książki osadzona jest w pięknej Wenecji, mieście jedynym w swoim rodzaju do dziś hipnotyzującym i wabiącym tajemnicami. A sama książka, to nie kryminał z zawrotną akcją, nie będzie wam cierpła skóra, po plecach nie będą biegały ciarki, ale czyta się naprawdę nieźle i z niewątpliwą przyjemnością. Tło powieści i panujący nastrój zasługują na pochwałę. Ciekawie i nieszablonowo skonstruowana powieść, oddająca klimat magicznej Wenecji. Lecz jeśli szukacie rasowego kryminału to nie znajdziecie go u Donny Leon. Gra pozorów nie jest klasyczną powieścią kryminalną. Tutaj warstwa obyczajowa jest równie ważna, jeśli nie ważniejsza niż samo rozwiązanie sprawy.

Jeśli macie ochotę na nieskomplikowaną powieść, to Gra pozorów nada się doskonale, zwłaszcza u schyłku lata. Niestereotypowo prowadzone dochodzenie i lekki styl amerykańskiej pisarki mogą się spodobać. Jestem zdecydowana sięgnąć po inne tomy opowiadające o weneckim komisarzu Giudo Brunettim. A tę część polecam, szczególnie wielbicielom  kryminałów i tym, którzy choć na chwilę chcą się przenieść do Wenecji nie ruszając się z fotela. I oczywiście miłośnikom twórczości Donny Leon.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

ABC czytania – wariant 1, Czytelnicze igrzyska 2017, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 123/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2 = 31,1 cm, W 200 książek dookoła świata – Stany Zjednoczone, Wyzwanie Czytamy nowości, Zatytułuj się! - G

wtorek, 22 sierpnia 2017

Przedpremierowo - Rudowłosa - Orhan Pamuk

Autor – Orhan Pamuk
Tytuł – Rudowłosa
Tytuł oryginału – Kırmızı Saçlı Kadın
Przekład – Piotr Kawulok
Wydawnictwo Literackie
ISBN 978-83-08-06385-9


Niewielu znajdziemy znanych i cenionych na świecie tureckich pisarzy. A jeśli tę listę zawęzić do tureckich laureatów Literackiej Nagrody Nobla, zbiór będzie wynosił jedną osobę. Mowa o autorze m. in. Śniegu, Nazywam się Czerwień czy Białego zamku, który w 2006 roku został uhonorowany najbardziej prestiżowym wyróżnieniem w literackim świecie. Pisarz ten jest także oficerem Orderu Narodowego Legii Honorowej. Wychował się w zamożnej rodzinie tureckich intelektualistów; studiował architekturę oraz dziennikarstwo, chociaż w żadnym z tych zawodów nie pracował. Od kiedy skończył 23 lata, zajmował się tylko pisaniem. Przez wielu jest uznawany za komentatora społeczeństwa, ale sam nie uważa, by specjalnie skupiał się na polityce i przemianach społecznych. Słynie z nieortodoksyjnego podejścia do religii; opowiada się za integracją Turcji z Zachodem i jako pierwszy muzułmański pisarz potępił fatwę nałożoną przez Ajatollaha Chomeiniego na Salmana Rushdiego. Orhan Pamuk urodził się w Stambule i właśnie w tym mieście i w jego dawnych okolicach pisarz umieścił akcję swej najnowszej powieści zatytułowanej Rudowłosa.

Głównym bohaterem opowieści oraz jej narratorem jest Cem Çelik, chłopak pochodzący z inteligenckiej stambulskiej rodziny. Książka rozpoczyna się w połowie lat osiemdziesiątych XX wieku, kiedy to kilkunastoletni Cem decyduje się podjąć podczas wakacji pracę w roli pomocnika mistrza studniarza Mahmuta. Jak się okazuje, kilka tygodni spędzonych w podstambulskiej miejscowości Öngören wpłyną na całe przyszłe życie Cema. Chłopak dorastający bez obecności ojca, który przebywał w więzieniu jako więzień polityczny, a później musiał ukrywać się przed władzami, dostrzega w mistrzu Mahmucie silny męski wzorzec. Studniarz staje się dla młodzieńca, „panicza” z inteligenckiego domu, nie  tylko pracodawcą, ale po trosze nauczycielem i ojcem. Przebywając w miasteczku, Cem przeżywa pierwszą wielką namiętność, zakochując się w dwukrotnie od siebie starszej kobiecie o pięknych rudych włosach. Wszystko zostaje jednak nagle i brutalnie przerwane, a chłopak wraca w pośpiechu do Stambułu i kontynuuje naukę.

Rudowłosa została podzielona przez Pamuka  na dwie części. W pierwszej poznajemy historię z młodości głównego bohatera. Część druga natomiast opowiada o jego dalszych losach i przemyśleniach, dotyczących tamtych paru tygodni. Praca przy budowie studni, więź z mistrzem Mahmutem i silne uczucie do Rudowłosej naznaczyły całe późniejsze życie Cema. Mężczyzna, który odniósł sukces zawodowy i trwa w udanym związku, obsesyjnie wraca do dawnych wydarzeń, rozmyślając nad ich znaczeniem. Pamuk w swej powieści odwołuje się do motywów z tragedii antycznej i starodawnych podań i eposów Wschodu, łącząc te dwie tradycje i konfrontując je ze sobą. Całość historii została misternie wykuta, prowadząc czytelnika powoli, metr po metrze w głąb, aż do samego źródła; przypomina to budowanie studni, mozolne i niełatwe zadanie, które jednocześnie przynosi wiele satysfakcji i wielką nagrodę w przypadku odnalezienia wody. Mistrz Mahmut powtarzał ciągle Cemowi, by ten zaufał swemu mistrzowi i pracował. Tak samo czytelnik powinien zaufać pisarzowi i czytać, by dotrwać do końca opowieści.

Powieść Pamuka przypomina mi książki w starym stylu, pozbawione efektownych zwrotów akcji i akrobacji językowych. Akcja rozwija się w Rudowłosej niespiesznie, a język pozostaje dostojny i piękny, a mimo to nie wydaje się sztuczny. Turecki noblista po mistrzowsku buduje napięcie, dając odbiorcy czas na oddech i rozmyślania. Dodatkowo w tle można dojrzeć zmiany, jakie zaszły na przestrzeni lat w Stambule, mieście na granicy Wschodu i Zachodu, które rozrosło się do niebotycznych rozmiarów, pochłaniając dawne prowincje. Czytanie prozy Pamuka jest erudycyjną przygodą, dzięki której możemy zajrzeć w głąb siebie. Polecam wszystkim bardzo gorąco lekturę Rudowłosej, nie powinniście się czuć zawiedzeni.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytamy powieści obyczajowe, Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 122/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2 = 29,1 cm, W 200 książek dookoła świata – Turcja, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie Wiedźmy – osoba, Zatytułuj się! – R

czwartek, 17 sierpnia 2017

Alchemik z gwiazdy - Sonia Wiśniewska

Autor – Sonia Wiśniewska
Tytuł – Alchemik z gwiazdy
Wydawnictwo Novae Res
ISBN 978-83-8083-535-1



Karol jest nadwornym alchemikiem na królewskim dworze. Monarcha południowego królestwa zimą zapada w sen zimowy. Wtedy Karol ma czas dla siebie, lecz nie potrafi w pełni go wykorzystać. Okrutnie się nudzi i czeka nadejścia wiosny, gdy jego władca przebudzi się i wytyczy kolejne zdania do wykonania. Ale tym razem Karol nie będzie musiał czekać do wiosny, bo oto niepokojony snami monarcha przebudził się w środku zimy, wprawiając w konsternację swoich poddanych. Król powierza alchemikowi wykonanie pewnej, trudnej, a może nawet niemożliwej do wykonania misji.

W ten oto sposób Karol wyrusza na poszukiwania kamienia filozoficznego, legendarnej substancji od wieków poszukiwanej przez alchemików, zmieniającej metale nieszlachetne w szlachetne, a legenda głosi, że można z niego wytwarzać również eliksir życia, który zapewnia nieśmiertelność każdemu, kto go wypije. Tylko gdzie szukać, kiedy nawet nie wiadomo od czego zacząć?
Słowa zatrzymują, rujnują, wyrażają ukrytą myśl, budują, radują i wzruszają. Uparte „nie” może zrobić krzywdę, a lekkomyślne „tak” może stać się niepewnym fundamentem przyszłości. Połączenie ich z uczuciami sprawia, że mają silniejszy wpływ na otoczenie, są największą bronią i muzyką, melodią wiedzy.
Ponieważ ów alchemik jest dość nieprzeciętny, z góry wiadomo, że jego podróż też będzie niezwykła. I tak też się stało. Na swej drodze najpierw spotyka młodego człowieka, który przedstawia się jako Incognito. W sumie ciekawe imię, gdyż chyba wiecie, że incognito oznacza ni mniej, ni więcej, a zatajenie swojej tożsamości. Tak więc mamy tajemniczego, nie wiadomo kogo, który dołącza do Karola w jego eskapadzie.

Po drodze do odnalezienia kamienia filozofów przyjdzie im zmierzyć się z wieloma przygodami, a nawet niebezpieczeństwami. Można powiedzieć, że Karol otrze się o śmierć, i to dosłownie. Przemierzając w latającym ptaku trasę, trafiają do innego królestwa, odwiedzają pewnego wampira, poznają inne interesujące postaci oraz słodką Sophie, bardzo mądrą ośmiolatkę.
Radosne chwile przemijają jak sekunda na zegarze, której nie da się cofnąć. Te chwile zmieniają się we wspomnienia, do których na szczęście zawsze możemy wrócić i tak… do nich z szerokim uśmiechem i tęsknotą powracamy. Bo tym chcemy żyć, bo chcemy mieć pewność, że nasze życie nie zostało zmarnowane.
Alchemik z gwiazdy jest prawdziwą kopalnią cytatów i życiowych mądrości, które będzie można kiedyś w życiu wykorzystać. Może nie jest ich tyle, co w Małym Księciu, ale jednak. Wydawało mi się to zadziwiające, bo Soni Wiśniewskiej nie znam, nic o  niej nie słyszałam, i nawet w Internecie nie można uzyskać żadnych konkretnych informacji. Śmiem więc sądzić, że jest to debiut literacki. Jeśli tak jest faktycznie, to ja sobie życzę tylko tak udanych debiutantów. 

Dawno nie czytałam tak dobrego, intrygującego rozpoczęcia kariery, początkującego pisarza. Piszę kariera, bo rzeczywiście wróżę ją Soni Wiśniewskiej, o ile utrzyma ten poziom w kolejnych powieściach.
Znajdując odpowiedź, odpowiadając sobie sami na życiowe pytania, jesteśmy dumni, że cel został zrealizowany i dorośliśmy, mogąc odkrywać prawdę. Czujemy się wykształceni, pełni wiedzy… mądrzy. Jednak co się stanie, gdy nasze życiowe pytanie ma zupełnie inną odpowiedź.
Alchemik z gwiazdy jest książeczką niewielkich rozmiarów i niegrubą. Ledwie trochę ponad dwieście stron. Ale to dobrze, bo nie ma w niej pisaniny o niczym, niepotrzebnego rozdmuchiwania fabuły. Za to jest skondensowana opowieść, w której wszystkiego jest tyle, ile powinno być. Odpowiednia ilość opisów, pozwalająca zatopić się w nich i nie zanudzić na śmierć. Dialogi również bez zbędnych dłużyzn czyli wszystkiego w sam raz.

Bohaterowie wykreowani dobrze, choć zdecydowanie całą opowieść skradł moim skromnym zdaniem, ów tajemniczy mężczyzna imieniem Incognito. Książka napisana jest lekko i prosto, dzięki czemu czyta się ją z ogromną łatwością i nie mniejszą przyjemnością. Mimo niewielkiej wielkości książki historia przedstawiona przez Wiśniewską wzbudza niemałe emocje i jeszcze większe zainteresowanie.

Podsumowując polecam Alchemika z gwiazdy wielbicielom fantastyki, miłośnikom rodzimej prozy oraz młodym czytelnikom, bo to do nich przede wszystkim ta powieść jest kierowana. Ja pozostaję z pewnym niedosytem i z ogromną nadzieją, że jeszcze kiedyś spotkam na swej drodze alchemika Karola.

Dziękuję



Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytam, bo polskie, Czytam fantastykę, Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Gra w kolory, Grunt to okładka, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 121/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2 = 27,1 cm, W 200 książek dookoła świata – Polska, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie Wiedźmy – osoba, Zatytułuj się! – A, Zmierz się z tytułami z Olą K. – gwiazda 

środa, 16 sierpnia 2017

Urok Grace'ów - Laure Eve

Autor – Laure Eve
Tytuł – Urok Grace’ów
Tytuł oryginału – The Graces
Przekład – Marek Cieślik
Wydawnictwo Feeria Young
ISBN 978-83-7229-673-3


Lauren Eve jest dzieckiem dwóch kultur, taką francusko-brytyjską hybrydą. Dorastała w Kornwalii, miejscu przesyconym magią. Lubi Jeana-Claude Van Damme’a, Terry’ego Pratchetta i ciasto czekoladowe.

Pamiętacie Zmierzch Stephenie Meyer? Od początku opowieści Lauren Eve miałam nieodparte wrażenie, że gdzieś już to było. Może nie dosłownie, ale jednak. I w przypadku Zmierzchu i Uroku Grace’ów znaczącą rolę dla fabuły ma rodzina, do której chyba każdy chciałby się zbliżyć, ogrzać się w ich blasku, jednocześnie się ich bojąc. Cullenowie i Grace’owie trochę podobni, a jednak całkiem różni. Jedni są wampirami, drugich posądza się o czary. Obie rodziny są wpływowe, bajecznie bogate, a ich członkowie są piękni. Ale dość porównań, choć znalazły by się i inne.

Główną bohaterką i jednocześnie narratorką książki jest piętnastoletnia River. Dziewczynę, jak wielu przed nią fascynuje rodzeństwo Grace’ów: Summer, Thalia i Fenrin, które nieoficjalnie trzęsie całą szkołą. River jest w szkole nowa i samotna i chciałaby móc się do nich zbliżyć, szczególnie do Fenrina, do którego wzdychają (nie tylko po cichu) również inne uczennice. Czy to się jej uda? I co z tego wyniknie?

Lauren Eve miała nawet niezły pomysł na powieść, ale gorzej jej poszło z jego realizacją. Bardzo nie lubię zmarnowanego potencjału, a właśnie tutaj się z tym zetknęłam. Zdecydowanie coś w tej książce nie gra. Na pewno jest to postać River, która od samego początku mocno mnie irytowała. Chwilami naprawdę nie wiedziałam o co chodzi dziewczynie.

Pierwsza połowa opowieści ciągnie się jak przysłowiowe flaki z olejem. Gdyby nie to, że zawsze staram się z całych sił żeby nie rzucić książką w kąt, nigdy nie dowiedziałabym się jak ta historia się kończy. Druga połowa ratuje powieść, ale jednak niesmak pozostaje. I dopiero tak naprawdę w drugiej połowie coś drga i zaczyna się dziać. Na pochwałę może zasługiwać tylko zbudowanie bardzo ciekawej, dusznej, mrocznej i nasyconej magią atmosfery.

Powiem wam, że ciężko czyta się książkę, gdy od początku nie lubi się jej bohaterów. Tak miałam w przypadku Uroku Gace’ów. Nie potrafiłam się zmusić, żeby darzyć kogokolwiek sympatią. Wyniosła i chłodna Thalia; niejednoznaczny Fenrin; Summer, której postępowanie wydaje się dziwne. I główna bohaterka, która powinna zespajać historię, ale chyba udaje jej się tylko wszystko psuć.

Lauren Eve wyszła jedna rzecz. Otóż mam na myśli pewną tajemniczość i niedopowiedzenia. Lubię takie klimaty w książkach. Ale nie można budować opinii na podstawie tak niewielkiego lubienia. Pozostaje mi mieć nadzieję, że drugi tom– tak jest drugi i być może również zostanie przetłumaczony – będzie lepszy, choć z doświadczenia wiem, że drugie spotkania z tymi samymi bohaterami bardzo rzadko wypadają dobrze. Ale trzeba mieć nadzieję.

Urok Grace’ów jest taką książką, która powinna otrzymać dwie oceny. Wyraźny podział na dwie części ułatwiłby ich wystawienie. Gdyby można było przeczytać tylko drugą część, to doradzałabym pominięcie pierwszej, ale niestety tak się nie da. Coś tam jednak zostało przemycone na początku opowieści, bez czego nie da się przebrnąć przez resztę książki. 

Niektórzy z was wiedzą, że jestem książkowym masochistą, więc zapewne sięgnę po drugi tom opowiadający o River i rodzinie Grace’ów. Żywię nadzieję, że coś się zmieni i bardziej polubię główną bohaterkę. I w tym momencie mam problem, bo z reguły polecam przeczytaną powieść innym. W tym przypadku nie wiem co zrobić i najlepiej będzie jeśli decyzję czytać czy nie pozostawię wam.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytam fantastykę, Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 120/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 3 = 25,1 cm, W 300 książek dookoła świata – Wielka Brytania, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie Wiedźmy - osoba