wtorek, 31 października 2017

Czytelnicze podsumowanie miesiąca - wrzesień i paździenik

Tak się złożyło, że nie mogłam zrobić podsumowania wrześniowego, więc teraz postanowiłam nadrobić tę zaległość. Miałam dość poważne problemy ze swoim zdrowiem, stąd takie kiepskie efekty mojego czytelnictwa w ciągu tych dwóch miesięcy. Mam nadzieję, że może teraz będzie już tylko lepiej.

Przed nami listopad. To miesiąc, którego chyba najbardziej nie lubię. Szaro, pochmurno, wieje, pada... brrr. Nie chce się wychodzić z domu. Najlepiej zawinąć się w koc i z kubkiem herbatki pod ręką oddać się lekturze.


Przeczytałam we wrześniu:

  

  

 Podobny obraz 

Przeczytałam w październiku:

  

Prawdziwa Ginny Moon   Dżender domowy i inne historie

Przeczytanych przez dwa miesiące:
- książek - 15
- stron - 6732 strony

Wyzwaniowo:
Zapraszam Was także tutaj na kartki, zakładki, bransoletki...
Zajrzyjcie również na wywiad ze mną o słoniowej pasji > tutaj


poniedziałek, 30 października 2017

Umami - Laia Jufresa

Autor – Laia Jufresa
Tytuł – Umami
Przekład – Katarzyna Górska
Grupa Wydawnicza Foksal/Wydawnictwo W.A.B.
ISBN 978-83-280-4588-0



Laia Jufresa, młoda meksykańska pisarka, dorastała w Veracruz, a młodość spędziła w Paryżu. Studiowała na Sorbonie. Później przeniosła się do Meksyku. Umami jest debiutem powieściowym, wybranym najlepszą powieścią w języku hiszpańskim na Festiwalu w Chambéry w 2016 roku.

Niektórzy z was pewnie będą się zastanawiać czym jest tytułowe umami. Sama też musiałam to sprawdzić, zanim zatopiłam się w lekturze. Umami czyli piąty smak odkryty przez profesora chemii Kilkunae Ikeda w 1908 roku. Słodki, słony, gorzki, kwaśny – każdy z nas zna te smaki i może podać przykłady. Umami, z japońskiego „pyszne” określany jako pełny, mięsisty, tłusty. Ale czy faktycznie chodzi w tej książce o jedzenie?
Czy życie może być „pyszne” mimo poniesionej straty: śmierci lub odejścia bliskiej osoby? Okazuje się, że bolesne doświadczenie może być początkiem smakowania życia na nowo, dostrzeżenia tego, czego przedtem się nie dostrzegało.
Laia Jufresa przenosi nas do pewnego niewielkiego osiedla w Meksyku, które składa się z pięciu domów. Osiedle Dzwonnica powstało dzięki projektowi pewnego antropologa i zarazem jednego z bohaterów powieści, Alfonso. Tylko pięć domów o nazwach pięciu smaków: Dom Słodki, Dom Słony, Dom Gorzki, Dom Kwaśny i Dom Umami, w którym mieszka od niedawna owdowiały projektant osiedla.

Akcja książki rozgrywa się w latach 2001-2004, a jej bohaterami są mieszkańcy domów osiedla Dzwonnica. Każdy z nich nacechowany jest cierpieniem i tęsknotą, każdy stracił kogoś bliskiego. Wspomnianemu wcześniej Alfonso zmarła na raka żona. Trzynastolatce Anie utonęła siostra, a od koleżanki Any, Piny odeszła matka. Malarka Marina „uśmierciła” swojego ojca, despotę i tyrana. I choć każdy bohater Umami boryka się z problemami i stratą, książka napisana jest lekko, a nawet z humorem.

Laia Jufresa zastosowała w swojej historii narrację polifoniczną, oddając głos po kolei wszystkim postaciom i ukazując różne punkty widzenia. Akcja w Umami nie gna na łeb, na szyję. Posuwa się wolno, niemal leniwie, ale zdecydowanie nie nużąco. Jufresa urzeka prostotą i bez zbędnej ckliwości pisze o rzeczach ważnych. Autorka tchnęła w stworzone postaci dużo życia, dzięki czemu czułam jakbym sama również zamieszkała wśród nich na osiedlu Dzwonnica. Ciekawa jestem jaki dom byłby do mnie przypisany?

Umami charakteryzuje się ładnym językiem, niebanalną historią oraz specyficznym klimatem. Polecam tę powieść o przeżywaniu straty wszystkim zapracowanym i zbieganym, aby czytając znaleźli się w innym świecie, gdzie czas płynie swoim rytmem, gdzie serce jest ważniejsze od rozumu i w końcu, gdzie ważny staje się drugi człowiek.

Dziękuję



Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytam nie tylko Amerykanów!, Czytamy powieści obyczajowe, Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Łów słów, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 142/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,7 = 16,4 cm, W 200 książek dookoła świata – Meksyk, Wyzwanie Czytamy nowości

czwartek, 26 października 2017

Dżender domowy i inne historie - Hubert Klimko-Dobrzaniecki

Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Dżender domowy i inne historie
Oficyna Literacka Noir sur Blanc
ISBN 978-83-65613-43-1

 Dżender domowy i inne historie

O Hubercie Klimko-Dobrzanieckim usłyszałam po raz pierwszy, o ile dobrze pamiętam, za sprawą nominowanej do Nagrody Literackiej Nike powieści (z przedrostkiem mikro- lub quasi-) Dom Róży. Krýsuvík, lecz to nie wtedy sięgnęłam po książkę. Stało się to dość niedawno, dzięki powieści Preparator, wydanej z serii „Na F/aktach”, która stoi obecnie na półce „do przeczytania”. Wtedy dowiedziałam się o autorze paru ciekawych informacji, choćby tego, że dziesięć lat spędził w Islandii, po islandzku oraz po angielsku wydał trzy tomiki poezji. Dżender domowy i inne historie to najnowsza propozycja autorstwa Dobrzanieckiego.

Książka stanowi zbiór zabawnych, często absurdalnych opowiadań. W każdym z nich odnajdziemy pewną dozę nieprawdopodobieństwa. W każdym z nich Dobrzaniecki stara się zwodzić czytelnika, zaskakując go w końcówce. Dlatego też czytając kolejne opowiadania stajemy się coraz czujniejsi, próbując odgadnąć, co wydarzy się za chwilę, jaka będzie pointa historii. Bohaterowie tekstów, choć zupełnie różni, mają coś, co ich łączy. Dobrzaniecki wykreował takie postaci, które znajdują się w sytuacji problematycznej; sytuacja ta wynika albo z przeszłości bohatera, albo też zostaje spowodowana serią zdarzeń. Stąd pojawiają się Piłat, który próbuje uciszyć swoje wyrzuty sumienia; pisarz w średnim wieku z nieoczekiwaną erotyczną przygodą; szef kuchni uwielbiający muzykę New romantic. Mamy także pracownika domu wariatów, którego historię można skwitować stwierdzeniem „uważaj o co prosisz”.

Otwieram oczy i zaraz chcę je zamknąć. Białe ściany, pustka, echo… Muszę wstać, muszę zacząć żyć. Muszę coś zjeść. Biała lodówka, pusta, echo… Wszystko już wyjadłem, nawet dżem rabarbarowy i resztkę krakersów. […] Jestem gruby, kulawy, stary, rozwiedziony, płacę kupę alimentów, nie mam tradycyjnego wykształcenia, a przecież byłem tak blisko.

Dobrzaniecki sprawnie buduje swoje opowiadania, akcja w nich płynie wartko, czytelnik na pewno nie zdąży się znudzić - wręcz przeciwnie, może odczuwać niedosyt po szybkim zakończeniu. Na plus zasługuje język, którego autor nie skomplikował, dzięki czemu Dżender domowy i inne historie trafią bez problemu do każdego. Jedyne, co mnie trochę denerwowało podczas lektury, to dialogi – nie zawsze było wiadomo, kto w danym momencie się wypowiada, a przynajmniej nie wynikało to z zapisu; tu jednak większe pretensje należałoby mieć do redaktora niż pisarza. Całość jednak prezentuje się dobrze, a lektura sprawia przyjemność. Szkoda tylko, że książka jest tak krótka; gdyby historii było drugie tyle,  moglibyśmy więcej czasu spędzić z bohaterami pana Dobrzanieckiego.

Zbiór czyta się naprawdę szybko, nadaje się idealnie w podróż, ponieważ dzięki książce nie zauważymy nawet, jak nam minął przejazd z punktu A do punktu B. Istnieje jednak zagrożenie, mianowicie może się przydarzyć, że przez zaczytanie przeoczymy nasz przystanek. No i współpasażerowie mogą rzucać w naszą stronę karcące spojrzenia, gdy będziemy mimowolnie chichotać podczas lektury. Dżender domowy i inne historie polecam tym wszystkim, którzy szukają literackiego odpoczynku w dobrym wydaniu. Przecież każdemu przyda się odrobina relaksu i spora dawka humoru, prawda?

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytam, bo polskie, Czytam nie tylko Amerykanów!, Czytelnicze igrzyska 2017, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 141/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,2 = 13,7 cm, W 200 książek dookoła świata – Polska, Wyzwanie Czytamy nowości

środa, 25 października 2017

Srebrne oczy. Five Nights at Freddy's - Scott Cawthon, Kira Breed-Wrisley

Autor – Scott Cawthon, Kira Breed-Wrisley
Tytuł – Srebrne oczy. Five Nights at Freddy’s
Tytuł oryginału – Five Nights at Freddy’s: The Silver Eyes
Przekład – Joanna Lipińska
Wydawnictwo Feeria Young
ISBN 978-83-722-9684-9



Five Nights at Freddy’s to jedna z najpopularniejszych gier niezależnych ostatnich lat, stworzona przez Scotta Cawthona i będąca połączeniem gatunków gier przygodowych typu „wskaż i kliknij” oraz survival horroru. W grze wcielasz się w nowo zatrudnionego ochroniarza, który pilnuje nocą pizzerii misia Freddy’ego. Szybko okazuje się, że restauracja skrywa pewną tajemnicę…

Przyznaję, że nie znam tej gry, ale starałam się odrobić pracę domową i sprawdziłam odrobinę. Niestety gra mi się nie spodobała i nie rozumiem w jaki sposób stała się tak bardzo popularna. Jednak opis na blurbie wydał mi się ogromnie zachęcający i w tym momencie moja ciekawość, co do książki wzrosła.
Dziesięć lat temu w pizzerii Freddy’s Fazbear’s Pizza w miasteczku Hurricane miały miejsce okrutne morderstwa. Siedemnastoletnia dziś Charlie od tamtego czasu usiłowała zapomnieć o tym, co się wydarzyło; bezskutecznie, bo to jej ojciec był właścicielem lokalu i twórcą czterech animatronów – olbrzymich pluszowych maskotek, ulubieńców dzieci. W dziesiątą rocznicę tragedii Charlie spotyka się z przyjaciółmi, pragnąc uczcić pamięć zmarłego wtedy kolegi. Razem udają się do zamkniętej pizzerii, gdzie wszystko wygląda zupełnie inaczej niż kiedyś, a pozostawione maskotki okazują się być krwiożerczymi bestiami…
Miejscowość Hurricane jest sceną dla wydarzeń rozgrywających się w pierwszym tomie cyklu Five Nights at Freddy’s. Właśnie mija dziesięć lat od okrutnych morderstw, które wstrząsnęły miastem. Pięć ofiar, trzech chłopców i dwie dziewczynki. Akcja powieści rozgrywa się dwutorowo, w roku 1985 i dziesięć lat później w 1995 i koncentruje się wokół lokalu Freddy Fazbear’s Pizza, należącym do ojca głównej bohaterki.

Towarzyszymy Charlotcie (Charlie) i jej przyjaciołom Jessice, Marli, Carltonowi, Johnowi i Lamarowi oraz Jonasowi, bratu dziewczyny. Okazuje się, że jedną z ofiar był ich kolega Michael Brooks. Po latach, gdy rozjechali się po świecie, wracają do Hurricane, by w okrągłą rocznicę wziąć udział w uroczystości zorganizowanej przez rodziców Michaela, którzy z tej okazji ufundowali stypendium dla zdolnego ucznia.

Historię poznajemy z punktu widzenia Charlotty. Odwiedzając miejsca swojego dzieciństwa dziewczyna czuje jak podążają za nią duchy przeszłości. A prawie wszystkie wspomnienia prowadzą do pizzerii jej ojca i skonstruowanych przez niego animatronicznych zabawek (?), które miały być atrakcją dla dzieci, a w efekcie stały się… Czym? – musicie sami się tego dowiedzieć.

Powieść duetu Cawthon/Breed-Wrisley jest horrorem dla młodzieży i sądzę, że ci którzy mieli okazję poznać grę z chęcią po nią sięgną. Nie wiedziałam na co się porywam, a horrory lubię od czasu do czasu. Jedna trzecia książki jednak horrorem nie jest, a raczej średniej jakości obyczajówką. Później zaczyna się dziać, a czytelnikowi udziela się specyficzny, trochę klaustrofobiczny klimat opowiadanej historii. Nie bałam się, ale myślę że niektórym z was ścierpnie skóra i ciarki będą przebiegały po plecach. Książka prezentuje się nawet ciekawie i jestem pewna, że fanom gier komputerowych się spodoba. Mnie jednak nie porwała tak jakbym tego chciała i nie wiem czy przeczytam kolejną część.

Jesteście gotowi sprawdzić czy warto bać się zabawek? Polecam.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 140/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,7 = 11,5 cm, W 200 książek dookoła świata – Stany Zjednoczone, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie Wiedźmy – kolor, liczba, osoba, Zmierz się z tytułami – noc, Kitty’s Reading Challenge – powieść na podstawie gry

piątek, 20 października 2017

Prawdziwa Ginny Moon - Benjamin Ludwig

Autor – Benjamin Ludwig
Tytuł – Prawdziwa Ginny Moon
Tytuł oryginału – The Original Ginny Moon
Przekład – Małgorzata Borkowska
Wydawnictwo HarperCollins Polska
ISBN 978-83-276-2616-5

Prawdziwa Ginny Moon
Nazywam się Ginny Moon. Podobno postrzegam świat inaczej niż większość z was.
Ginny Moon czternastoletnia autystyczna dziewczynka jest bohaterką i narratorką debiutanckiej powieści Benjamina Ludwiga. Ginny mieszka w Niebieskim Domu z Na Zawsze Mamą i Na Zawsze Tatą, ale ciągle nie daje jej spokoju tęsknota za Lalką, która została u biologicznej matki. Sytuację komplikuje fakt, że Na Zawsze Mama niedługo spodziewa się dziecka. Czy Ginny stanie na wysokości zadania w roli starszej siostry? Czy adopcyjni rodzice udźwigną ciężar opieki nad niemowlęciem i opóźnioną w rozwoju nastolatką?

Powieść Prawdziwa Ginny Moon zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie. Sądzę, że odważnym krokiem było powierzenie autystycznej dziewczynce prowadzenia narracji. Ale powiem wam, że dobrze się stało i książka dzięki temu jest bardziej autentyczna. Co prawda czytelnik musi przyzwyczaić się do specyficznego sposobu opowiadania, ale gdy już się przywyknie to lektura książki nie zajmuje dużo czasu.
Wiem, że wszystkich doprowadzam do szału. Widzę, jak dziwnie na mnie patrzą, kiedy mówię. Jestem po prostu półgłówkiem, który tu nie pasuje. Nic nie robię dobrze i ledwie pamiętam, żeby zamykać usta. Nie potrafię się nikim opiekować, więc nie pasuję do żadnego miejsca. Może tylko do jakiejś jaskini albo do zoo…
Prawdziwa Ginny Moon nie jest powieścią łatwą, lekką i przyjemną, ale zdecydowanie jest opowieścią bardzo zajmującą. Książka dotyka dwóch ważnych i trudnych tematów: adopcji i autyzmu. To taki rodzaj historii, która wzrusza, wciąga bez reszty, i nie można o niej zapomnieć.

Należałoby napisać kilka słów o głównej bohaterce powieści Benjamina Ludwiga. Ginny. Jaka jest Ginny? Mimo opóźnienia dziewczynka jest sprytna, szczera do bólu i na swój sposób mądra. Uwielbia liczby i listy zadań. Zawsze chodzi spać i wstaje o tych samych godzinach. Jej śniadanie składa się ciągle z tych samych produktów: płatków, szklanki mleka i dziewięciu winogron. Naiwnie wierzy, że prawie wszyscy mówią prawdę. Zdecydowanie można polubić Ginny, choć zdarzają się momenty, że chciałoby się nią potrząsnąć, żeby zaczęła myśleć. Ale wiadomo, że to może być ogromnie trudne, zwłaszcza gdy jest się autystycznym dzieckiem.

Benjamin Ludwig snuje swoją opowieść nieśpiesznie i tak też, bez pośpiechu powinno się czytać tę książkę. Chociaż przyznaję, że wsiąka się w historię nastolatki i nie zauważa się, że kartki same zaczynają się przewracać. Co jakiś czas zdarza mi się czytać książki, które wywołują wielkie emocje. Prawdziwa Ginny Moon jest właśnie taką książką.

Jak pisałam wcześniej opowieść o autystycznej dziewczynce jest debiutem brytyjskiego pisarza, mocnym, dramatycznym i bardzo udanym. To świetnie skonstruowana powieść obyczajowa, więc jest dla miłośników tego gatunku literackiego. Prawdziwa Ginny Moon mogłaby być dedykowana dla osób, które na co dzień mają kontakt z osobami autystycznymi. Powieść Ludwiga zmusza do zatrzymania się, do refleksji i na pewno nie da o sobie szybko zapomnieć. Zdecydowanie polecam.
Wzruszająca historia autystycznej czternastolatki, która szuka bliskości w kolejnej rodzinie zastępczej.
Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytam nie tylko Amerykanów!, Czytamy powieści obyczajowe, Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 139/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,5 = 8,8 cm, W 200 książek dookoła świata – Wielka Brytania, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie Wiedźmy - osoba

sobota, 14 października 2017

Obsesja - Katarzyna Berenika Miszczuk

Autor – Katarzyna Berenika Miszczuk
Tytuł – Obsesja
Grupa Wydawnicza Foksal/Wydawnictwo W.A.B.
ISBN 978-83-280-4634-4

Ponure korytarze szpitalnego oddziału psychiatrii i niepokojące listy od tajemniczego wielbiciela…
Katarzyna Berenika Miszczuk jest młodą polską pisarką, która na koncie ma już dwanaście powieści. Niestety z żalem przyznaję, że Obsesja jest moją pierwszą przeczytaną książką autorki. Zamierzam zmienić ten stan rzeczy w najbliższym czasie, a co więcej nawet jedną książkę mam na półce.

Miszczuk, z wykształcenia lekarka, osadziła akcję swojej najnowszej powieści w jednym z warszawskich szpitali i widać, że ten klimat w pełni jej odpowiada. Obsesja nie jest typowym thrillerem i widać w niej wszechstronność pisarki. Zdecydowanie można powiedzieć, że jest to thriller, kryminał i powieść obyczajowa w jednym, a wszystko okraszone sporą dawką humoru [czarnego humoru].

Bohaterką Obsesji jest młoda lekarka Joanna Skoczek, odbywająca rezydenturę na oddziale psychiatrycznym w Szpitalu Wschodnim. Szpital Wschodni, tak jak prawie każda tego typu placówka, został stworzony po to aby można było nakręcać w nim horrory. Ponure szpitalne korytarze z ciągle gasnącym światłem, rozklekotane windy i przyprawiająca o gęsią skórkę szatnia pracownicza. Wystarczy przeczytać kilka kartek Obsesji, by wejść w gęsty, mroczny klimat historii.

Joanna Skoczek, młoda lekarka, której nie za bardzo wyszło w życiu prywatnym. Asia jest rozwódką i jak na razie nie zamierza mieć nic wspólnego z żadnym mężczyzną. Jednak atrakcyjna pani doktor przyciąga do siebie, jak magnes, co i rusz kolejnych adoratorów. Zaczyna się od pracownika pralni Łukasza, który jest przedziwną i bardzo tajemniczą postacią. Drugi w kolejce jest kolega z roku, pracujący w tym samym szpitalu, chirurg Tomek. Ale najciekawszy wydaje mi się kandydat numer trzy, lekarz medycyny sądowej Marek. Jakby tego było mało Joanna odbiera anonimowe listy, które powodują w niej coraz większy niepokój. Ale naprawdę zaczyna się bać wtedy, gdy na terenie szpitala zostaje odnalezione ciało zamordowanej pacjentki. Tym bardziej, że ów trup okazuje się preludium do większego dzieła. Joanna zaś okazuje się łudząco podobna do ofiary.

Nie mam porównania do wcześniejszych dzieł Katarzyny Bereniki Miszczuk i to chyba dobrze. Miałam niczym niezakłócony odbiór lektury. Przyznaję, że książkę czytało mi się z ogromną przyjemnością. Polubiłam główną bohaterkę i powiem wam, że z chęcią bym się z nią zaprzyjaźniła. Sądzę, że więcej kobiet w podobny sposób odbierze przesympatyczną panią doktor. Gdybym była młodsza to wzdychałabym do oryginalnego wielbiciela numer trzy – Marka Zadrożnego. Ale moje serce w całości należy do kocura Joanny o wiele mówiącym imieniu Kołtun.

Przyznaję się bez bicia, że dałam się wmanewrować Miszczuk. Niby szłam za wydarzeniami, obstawiałam podejrzanych, ale pozwoliłam się wodzić za nos. Każdy z moich typów okazał się nie trafiony, a ja czułam się jak dziecko we mgle, zwłaszcza wtedy, gdy nadszedł finał i faktycznie było już wiadomo kto zacz.

Swoje pierwsze spotkanie z twórczością Katarzyny Bereniki Miszczuk uważam za udane na tyle, że mam ochotę na więcej jej książek. Jeżeli poszukujecie historii, która wciąga i nie pozwala o sobie zapomnieć, to sięgnijcie po Obsesję. Przejdźcie się wraz z bohaterką ciemnymi, odrapanymi korytarzami szpitalnymi i poczujcie ten wyjątkowy klimat. Gorąco polecam.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytam, bo polskie, Czytam nie tylko Amerykanów!, Czytelnicze igrzyska 2017, Grunt to okładka, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 138/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,8 = 6,3 cm, W 200 książek dookoła świata – Polska, Wyzwanie Czytamy nowości, Zatytułuj się

środa, 11 października 2017

Dzień przed premierą - Księga nocnych kobiet - Marlon James

Autor – Marlon James
Tytuł – Księga nocnych kobiet
Tytuł oryginału – The Book of Night Women
Przekład – Robert Sodół
Wydawnictwo Literackie
ISBN 978-83-08-06426-9


To moje drugie spotkanie z jamajskim objawieniem świata literackiego. Gdy w 2015 roku Marlon James zdobył Nagrodę Bookera, wielu czytelników dopiero dowiedziało się o istnieniu autora Krótkiej historii siedmiu zabójstw. Powieść ta, będąca dopiero trzecią w dorobku Jamajczyka, wywarła na mnie spore wrażenie swoim językiem, tempem oraz narracją. To, co stanowiło mocną stronę książki o zamachu na Boba Marleya, jest widoczne również w drugiej powieści Jamesa, czyli wydanej w roku 2009 Księdze nocnych kobiet. Zdecydowanie jamajski pisarz lubi szokować czytelników i nie unika tematów trudnych i wstydliwych, o czym świadczy opowieść o niewolniczych koloniach na Jamajce.

Główną bohaterką książki jest Lilit, młoda Mulatka pracująca w majątku Montpelier w kolonii w Indiach Zachodnich. Mamy przełom XVIII i XIX wieku. Na plantacjach trzciny cukrowej czarnoskórzy niewolnicy zaharowują się na śmierć, pilnowani przez białych nadzorców oraz przez „swoich”, czarnych batowych. Nieważne, kobiety czy mężczyźni, starcy czy dzieci, wszyscy muszą być przydatni w majątku. Kto pada ze zmęczenia albo nie chce się podporządkować jest poddawany chłoście oraz innym, wiele gorszym karom. Niewolnicy nie mają praw oprócz słuchania białych panów, czyli massa, oraz śmierci. Przychodzi jednak moment, gdy niewolnicy się buntują. Wokół wielkich powstań niewolniczych krążą myśli zarówno umęczonych robotników polowych, jak i służby domowej.

Lilit jest nietypową niewolnicą, hardą i nieustępliwą. Wychowywała się niemal jak wolna, nie musiała pracować i przebywała wśród białych, lecz nie wiedziała, czemu tak się dzieje. W wyniku pewnych dramatycznych wydarzeń dziewczyna trafia do domu jako pomoc kuchenna, a jako że nie brak jej urody, zostaje służką państwa. Lilit wydaje się całkiem ułożoną „czarnuchą”, ale w środku zamieszkała ciemność, która  nie pozwala jej skupić się na pracy w majątku. To za sprawą dziewczyny poznajemy od kuchni życie kolonii na terenach dzisiejszej Jamajki. Dla czytelników o słabych nerwach albo wrażliwych na ludzkie cierpienie odradzałabym lekturę, gdyż drastycznych opisów w tej powieści nie brakuje.

James wykreował w Księdze nocnych kobiet całą plejadę silnych, wyrazistych kobiecych postaci, które zapadają na długo w pamięć. Wszechwiedząca i znająca się na afrykańskiej magii Homer, jednooka mistrzyni noża Kallisto, karlica Gorgona czy piękna i nieobliczalna Lilit to bohaterki z krwi i kości, pełne emocji, skomplikowane i niepokojąco realne; wydaje się, że wychodzą z kartek. Brakuje tylko mocnych męskich czarnych bohaterów – być może dlatego, gdyż, jak powiedziała Homer, chłopy są silne ale głowy u nich słabe. Trzeba za to przyznać, że Jamajczyk stworzył dwie świetne białe postacie męskie: starego nadzorcy Jacka Wilkinsa oraz Irlandczyka Roberta Quinna. Ciężko rozgryźć tych dwóch, mimo że ich zachowania, zwłaszcza Wilkinsa, powinny stawiać bohaterów w wyraźnym świetle.

James napisał powieść szokującą, pełną brutalnych i krwawych scen. Księga nocnych kobiet nie jest jednak tylko książką o niewoli i okrucieństwie, ale mówi także wiele o poświęceniu w drodze do wolności. A wolność to możliwość robienia, co się chce; to łamanie zakazów; to dobrowolne poddanie się drugiemu człowiekowi. James dotknął w książce także wstydliwego tematu, który potraktowany został dość pobieżnie: jak to możliwe, że cywilizacja Zachodu, która wytworzyła wysoką kulturę i osiągała szczyty etyki, była gotowa dokonać zniewolenia i unicestwienia innych ludzkich istot?

Sporo można by napisać na temat prowadzenia narracji i języka powieści, bo wymykają się one przeciętności. Mimo tylu pozytywów wydaje mi się, że James wpadł w pułapkę brutalności i dość często się powtarzał. Wszystko to wpłynęło na to, że Księga nocnych kobiet  stanowi dla mnie dzieło nie w pełni satysfakcjonujące. Za dużo zwrotów akcji i efektowności, a za mało lekkości w prowadzeniu historii. Ilość fajerwerków i strzałów w głowę sprawiła, że lektura była dla mnie dość męcząca. Trzeba jednak przyznać, że powieść Jamesa niejako zniewala czytelnika od pierwszych stron. Czytajcie, bo warto.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytam nie tylko Amerykanów!, Czytamy powieści obyczajowe, Czytelnicze igrzyska 2017, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 137/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 3,5 cm, W 200 książek dookoła świata – Jamajka, Wyzwanie Czytamy nowości

wtorek, 10 października 2017

Kwartalne podsumowanie wyzwań: Czytamy nowości i Bibliotecznego

Trzeci kwartał roku za nami, więc przedstawiam Wasze wyniki w wyzwaniach przeze mnie prowadzonych.


W wyzwaniu bibliotecznym wzięło udział tym razem tylko 6 osób. Łącznie przeczytaliśmy 45 książek:
  • 1.        Anna – 1
  • 2.       Dominika – 1
  • 3.       Martucha – 20
  • 4.       Monika – 12
  • 5.       Ola – 6
  • 6.       monweg -  5

Wszystkim gratuluję. Nagroda książkowa trafi do rąk Martuchy za najlepszy wynik.


Natomiast w wyzwaniu Czytamy nowości uczestniczyło 10 osób, a przeczytaliśmy… 172 książek:
  • 1.       Aga – 2
  • 2.       Daria – 41
  • 3.       Iwona – 23
  • 4.       Klara – 3
  • 5.       Kornelia – 14
  • 6.       Magdalenardo – 6
  • 7.       Martucha – 21
  • 8.       Monika – 13
  • 9.       Sylwia – 16
  • 10.     monweg – 33

Nagroda za najlepszy wynik trafi do Darii. Wszystkim gratuluję.

Kochane, sprężamy się. Przed nami ostatni kwartał roku, a na koniec wyzwań po dwie nagrody. Jedna za najlepszy kwartalny wynik, druga za najlepszy wynik roczny. Bierzemy się wobec tego do czytania :)


Szczegółowe informacje w odpowiednich zakładkach.

poniedziałek, 9 października 2017

Informacyjnie

Moi drodzy,
witam Was po ponad dwutygodniowej przerwie.

Wróciłam do domu ze szpitala i ogłaszam, że wracam do życia. Postaram się długo na siebie nie czekać. Zaległości rosną...

Tym z Was, którzy trzymali za mnie kciuki serdecznie dziękuję.
Podobny obraz