piątek, 31 marca 2017

Czytelnicze podsumowanie miesiąca - marzec


Marzec, trzeci miesiąc roku, ma trzydzieści jeden dni, które właśnie się skończyły. W marcu na półkuli północnej następuje równonoc wiosenna, a meteorologicznie jest to miesiąc wiosenny, choć pogoda potrafi spłatać niezłego figla. Dla mnie marce  nie są zbyt łaskawe, bo dopada mnie przesilenie wiosenne [inaczej nazywane syndromem zmęczenia wiosennego]. Nie mam na nic siły, jestem ciągle zmęczona, mogłabym przespać ten okres, zawinięta szczelnie w jakiś mięciutki koc. A tu trzeba otworzyć oczy i czytać, choć w głowie panuje sztorm. Czy Was też dopada ta wiosenna przypadłość? Czy też macie problemy z koncentracją i chwilami odczuwacie brak chęci do życia?

Teraz to, co udało mi się przeczytać w marcu:

Zdjęcie użytkownika Księgarnia Bagatela na Pięterku.  Jak podróżować z łososiem  


  Załatw pogodę, ja zajmę sie resztą - Frydrych Renata 
   Okładka książki Rok szczura. Świeca 

 Mroczny zaułek Okładka książki Dziennik pokładowy, czyli wielodzietnik codzienny 

i

Znalezione obrazy dla zapytania co-dziennik

Mimo przesilenia jakoś mi poszło. 

Przeczytanych:
- książek - 15
- stron ogółem - 5040
- stron dziennie - 163

Marzec był tym z miesięcy, w którym nie przeczytałam złej książki. Każda z tej piętnastki warta jest uwagi i każdą z czystym sumieniem polecam.

Wyzwaniowo:
Nawet nie najgorszy ten miesiąc.

"Uruchomiłam" w poprzednim miesiącu drugi blog, w którym będę publikowała wytwory moich rąk. Nie jest może tego za wiele, ale wprowadzały niepotrzebny bałagan na blogu o książkach. Zapraszam więc Was także tutaj na kartki, zakładki, bransoletki...

czwartek, 30 marca 2017

Dziennik pokładowy czyli wielodzietnik codzienny - Anna Ignatowska


Autor – Anna Ignatowska
Tytuł – Dziennik pokładowy czyli wielodzietnik codzienny
Warszawska Grupa Wydawnicza
ISBN 978-83-6535-693-2


Dziennik pokładowy, czyli wielodzietnik codzienny to debiut Anny Ignatowskiej, który powstawał najpierw jako dziennik, a później jako blog. Cieszy mnie fakt, że także blogi mogą stać się literackimi perełkami, bo taką perełką niewątpliwie jest ta książka.

Rodzina Ignatowskich to osiem osób. Dwie dorosłe, Anna i Miłosz oraz szóstka dzieciaków: Wiktoria, Antoni, Zuzanna, Franciszek i bliźniaczki Misia i Maja. Anna, która stanowi ważny człon tej rodziny zaprasza nas, czytelników na pokład rodzinny. To ona staje się narratorem tej książki, bo to ona w pewnym momencie swojego życia wpadła na pomysł prowadzenia pamiętnika.

Obwieszczę światu… Nie mam już siły być z tym sama… Nie ma się czego wstydzić! Moja/nasza wielodzietność nie jest zła, jest dobra! Jest darem, jest niezwykła! Uwielbiam nasze dzieci. Kocham już ponad życie to życie, które wciąż jest jeszcze we mnie tajemnicą. Wielodzietność jest zadaniem… nasze dzieci są zadbane!
Czy każdy mógłby napisać taki dziennik? Może i tak, ale nie u każdego z nas będzie on tak interesujący. Dla przykładu ja – miałabym pisać ciągle i ciągle o jedynym dziecku, które posiadam. To by było dopiero nudne, jak flaki z olejem. A w przypadku rodziny Ignatowskich sprawa jest inna. Możemy obserwować, że wielodzietność może być ciekawa, może być fajna. W trakcie czytania szybko dojdziemy do wniosku, że wielodzietność to nie jest patologia, to rodzaj wielkiego szczęścia pomnożonego przez ilość dzieci w rodzinie.

Dziennik pokładowy do zapis życia rodziny od maja 2010 do stycznia 2015 roku. Rozpoczyna się pamiętnikiem, ewoluuje na dziennik internetowy. Początkowa rodzina Ignatowskich liczy sześć osób. Anna zachodzi w ciążę i rodzą się wcześniaki Misia i Maja. Tak oto towarzyszymy tej wyjątkowej, ośmioosobowej rodzinie w życiu codziennym.

Dostajemy do rąk książkę, która jest opowieścią słodko-gorzką, bo wiadomo, że nie zawsze jest cudownie i nie codziennie chce nam się śmiać. Bywają chwile słabości, tak wielkiej, że chce się wyć. Jednak przy tak dużej rodzinie trzeba szybko podnieść się i żyć, bo ma się dla kogo.

Trzeba przyznać, że Anna i Miłosz zasługują na miano bohaterów, bo bardzo trudno przeżywać kolejne dni bez odpowiedniej pomocy socjalnej. Zarobienie na taką gromadę graniczy z cudem. Chciałoby się powiedzieć: brawo Miłosz! Ale tak naprawdę na największe brawa zasługuje Anna, przykład matki Polki, która porzuciła karierę zawodową i „poświęciła” się wychowaniu wspaniałej szóstki.

Nie wiem czy sobie wyobrażacie, jak to jest nie chodzić do pracy i zmuszoną przez zaistniała sytuację zamienić się w kurę domową? Ja to wiem. Ja jestem kurą domową. Nie wstydzę się tego. Anna Ignatowska nie jest kurą z wyboru. Kolejne ciąże i kolejne dzieci nie pozwoliły jej piąć się po szczeblach kariery [a takie to teraz modne]. Postanowiła zostać w domu i nie korzystając z pomocy babysitter czy innych nianiek sama zająć się swoja trzódką. I dobrze się stało, bo gdyby była w pracy ominęłoby ją mnóstwo z tego, o czym napisała w Dzienniku pokładowym. A przecież mając taką gromadkę, co chwilę, codziennie dzieją się rzeczy, które warto uwiecznić.

Dziennik pokładowy można czytać jak najciekawszą powieść. Można „pożreć” tę książkę na jeden chaps lub tak jak ja dawkować sobie po małym kawałku, ubarwiając sobie własną codzienność. Dziennik pokładowy to ten rodzaj publikacji, która dostarcza czytelnikowi wiele radości, ale również wiele wzruszenia. Niewątpliwym plusem są umieszczone w niej rysunki dzieci Anny i Miłosza. Książka o macierzyństwie, książka o rodzinie razy osiem, książka dla każdego i właśnie wszystkim ją gorąco polecam.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

ABC czytania – wariant 2, Czytam, bo polskie, Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 41/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,6 = 38,3 cm, W 200 książek dookoła świata - Polska

środa, 29 marca 2017

Mroczny zaułek - Louise Doughty

Autor – Louise Doughty
Tytuł – Mroczny zaułek
Tytuł oryginału – Apple Tree Yard
Przekład – Ewa Kleszcz
Wydawnictwo Burda Książki
ISBN 978-83-8053-188-8

Mroczny zaułek

Mroczny zaułek to thriller psychologiczny, z naciskiem na psychologiczny, który zasłużył sobie na miano megabestsellera. Na pewno część z was się ze mną nie zgodzi, ale tak właśnie uważam. Rzadko mi się zdarza czytać książkę, której akcja snuje się bardzo wolno, wręcz leniwie, a wywołuje takie emocje, że nie można wysiedzieć spokojnie w miejscu. Niepokojąca – to jest słowo, które jako pierwsze przychodzi mi do głowy.

Główną bohaterką i narratorką jest Yvonne Carmichael, pięćdziesięciodwuletnia kobieta, żona, matka, doktor genetyki. Yvonne ma szczęśliwe życie, udane małżeństwo, dwójkę dorosłych dzieci, piękny dom i jest uznanym naukowcem, odcinającym kupony od wcześniejszych osiągnięć. Wszystko diametralnie się zmienia, gdy kobieta poznaje fascynującego mężczyznę w Pałacu Westminsterskim. Chociaż zmienia, to mało powiedziane. Jej życie od tego momentu staje na głowie. Yvonne po wielu latach małżeństwa, zapomniała już jak to jest być hołubioną przez mężczyznę. Szybko ulega niewątpliwemu urokowi nowo poznanego nieznajomego i wdaje się w namiętny i bardzo gwałtowny romans, który nie omija mrocznych zaułków Londynu. Czy to „szczęście” może bezkarnie trwać? Co się stało, że bohaterów tej książki "oglądamy" przez szybę pancerną na sali rozpraw?

Louise Doughty nie postawiła w swej opowieści na pięknych młodych. Bohaterowie jej książki są sile wieku [jak miło to napisać, gdy wiem, że jestem prawie w tym samym wieku co Yvonne] i mają już kawał życia za sobą. Jednak w każdym wieku jesteśmy zdolni do miłości i do tego by się móc na chwilę zapomnieć. Bardzo łatwo przyszło mi „wejście w skórę” głównej bohaterki. Nie, nie jestem rozwiązła i nie zdradzam swojego męża, ale nigdy nie mówię nigdy. Kto wie, co może się zdarzyć. Yvonne na pewno też nie rozpatrywała takiego scenariusza. Stało się. Po prostu.

Brytyjska pisarka napisała powieść dla dorosłych czytelników. Muszę jednak stwierdzić, że nie każdemu ten senny styl pisania przypadnie do gustu. Niektórych może uśpić. Mnie się ta historia spodobała, a opisy z procesu sądowego to majstersztyk. Czytając przenosiłam się na salę rozpraw i uczestniczyłam w rozprawie. I o to chodziło.

Dzięki temu, że Yvonne jest narratorką tej historii mamy możliwość naprawdę dogłębnego poznania jej pragnień, myśli, wątpliwości. Każde zdarzenie przeżywamy z wielką intensywnością. Louise Doughty powołała do życia ciekawych bohaterów [z Yvonne zdecydowanie mogłabym się zaprzyjaźnić], prawdziwych, nie kryształowych i na pewno nie doskonałych. Miałam wrażenie, że postaci z Mrocznego zaułka są zarazem silne i kruche, mają swoje tajemnice i wyobrażenia na temat życia.

Mroczny zaułek to naprawdę dobry thriller psychologiczny, ale także dramat sądowy. Według mnie wprowadza pewien niepokój i trzyma w napięciu do ostatniej strony. To nie jest powieść, którą przeczytacie w jeden dzień. To historia do powolnego poznawania, choć chwilami ciężko mi było się z nią rozstać. Ksiązka dla wielbicieli gatunku. Gorąco polecam .

Bardzo jestem ciekawa miniserialu [Apple Tree Yard], który powstał w ubiegłym roku, na podstawie tej powieści z Emily Watson i Benem Chaplinem w rolach głównych. Nie mogę się doczekać.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:
ABC czytania – wariant 1, Cztery pory roku, Czytelnicze igrzyska 2017, Książkowa podróż, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 40/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 3 = 35,7 cm, W 200 książek dookoła świata – Wielka Brytania, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie czytelnicze 2017 - miejsce

poniedziałek, 27 marca 2017

Prawdziwa krew - Sally Green

Autor – Sally Green
Tytuł – Prawdziwa krew
Tytuł oryginału – The Half Lost
Trylogia – Zła krew
Przekład – Dorota Konowrocka-Sawa
Grupa Wydawnicza Foksal/Wydawnictwo Uroboros
ISBN 978-83-280-3667-3


Trylogia Zła krew stała się sensacją jeszcze przed premierą. Pierwsza część została przetłumaczona na 47 języków, bijąc w ten sposób Rekord Guinnessa za najczęściej tłumaczoną przed premierą książką debiutującego autora.

Powieści wchodzące w skład z tego cyklu [Zła krew, Dzika krew, Prawdziwa krew] są przez wielu porównywane do bestsellerowej serii Joanne Kathleen Rowling o młodym czarodzieju Harrym Potterze. Czy słusznie? Musicie sami ocenić. Przyznaję, że jednym z powodów przez które sięgnęłam po tę trylogię był właśnie fakt owego podobieństwa. Jestem wszak dorosłą i bardzo dojrzałą potteromaniaczką.

Żyjemy na tym świecie i nie dopuszczamy do głowy takiej myśli, że oprócz nas i obok nas żyją inne nacje. Jedni stwierdzą, że zapewne są to wampiry, i może mają rację. Większość, a zwłaszcza ci, którzy chcą wierzyć w magię, wierzą w sąsiedztwo magów. Sally Green stworzyła świat trochę podobny do tego z Harrego. Otóż jesteśmy my, a koło nas czarodzieje i czarodziejki dobrzy czyli biali posługujący się białą magią oraz czarni – źli, którzy korzystają z „dobrodziejstw” magii czarnej. Jedyną anomalią jest chłopiec Natan, urodzony z białej matki i czarnego ojca, czyli dwu zwaśnionych rodów. Naznaczony od urodzenia jak znany wszystkim inny chłopiec z błyskawicą na czole.

Natan szybko orientuje się, że czarodzieje wcale nie są tacy wspaniali, jakby się to mogło wydawać. Osamotniony chłopak nie ma w nikim oparcia i na nikogo nie może liczyć. Natomiast każdy z nich w wielką chęcią wykorzystałby talent Natana do własnych celów, a okazuje się, że chłopak jest obdarzony wyjątkowymi zdolnościami. Dla niego najważniejsze jest bezpieczeństwo ukochanej Annalise oraz „porozumienie” z ojcem, który jest najokrutniejszym czarownikiem na świecie. A teraz, gdy Natan dysponuje mocą potężniejszą niż reszta magów staje się jedyną osobą, która może zakończyć wojnę czarodziejów, a jest to na tyle trudne, że powinien się ukrywać, bo grozi mu niebezpieczeństwo.

Tak naprawdę w tych książkach nic nie jest takie jakim się wydaje. Ci dobrzy, biali nie są do końca tak wspaniali, jak być powinni. Granica między jednymi a drugimi czarodziejami jest tak niewielka, że prawie nikła. Ma się raczej wrażenie, że źli walczą z jeszcze gorszymi, a pośrodku znajduje się Natan, chłopiec, którego tak naprawdę nikt nie chce, a wszyscy się obawiają.

Prawdziwa krew i cała trylogia Zła krew jest napisana poprawnie. Uważam, że brakuje jej trochę efektywności. Sądzę, że należałoby podnieść poziom opowiadanej historii, która potencjał ma zdecydowanie, choć nie do końca wykorzystany. Jednak czyta się bardzo sprawnie, a lektura całego cyklu nie zajmuje dużo czasu. Co prawda porównywanie do serii Rowling uważam za niewielkie nadużycie, niemniej wspólne cechy istnieją.

Prawdziwa krew i Zła krew w ogóle to powieści mroczne, brutalne, niepokojące. Dużo mroczniejsze od wcześniej przytoczonej przeze mnie serii o młodym czarodzieju. Nie jest to jakieś wiekopomne dzieło, ani szczególnie ambitne, ale na pewno robi wrażenie i nie sposób rozstać się z jej bohaterami nawet po odłożeniu książki/książek na półkę. Wiecie jak to jest, gdy książka siedzi wam w głowie, nawet wtedy, gdy wykonujecie inne czynności. Taka jest Prawdziwa krew. Towarzyszyła mi nie tylko w momencie czytania. Budziłam się i miałam ją w głowie, robiłam obiad czy zmywałam – była ze mną, szłam spać i cały czas dotrzymywała mi towarzystwa. Wypełniała mi czas, którego nie miałam już dla niczego innego. A najdziwniejsze okazało się to, że gdy już skończyłam czytać i zasiadłam do pisania recenzji, to tak naprawdę nie miałam pojęcia od czego zacząć. Jak opisać swoje odczucia, żeby nikogo za bardzo nie zniechęcić. Bo mimo wszystko powieści z cyklu Zła krew warto przeczytać.

Pozostało mi już tylko jedno. I cóż mam zrobić. Polecić, czy też nie? Wybór zostawiam wam, ale uważam, że zaznajomienie się z trylogia pióra Sally Green nie będzie czasem straconym, zwłaszcza dla tych z was, którzy podobną tematykę lubią oraz wielbicielom fantastyki [nawet fanom Harry’ego Pottera].

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytam fantastykę, Czytelnicze igrzyska 2017, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 39/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,6 = 32,7 cm, W 200 książek dookoła świata – Wielka Brytania

piątek, 24 marca 2017

Rok szczura. Świeca - Olga Gromyko

Autor – Olga Gromyko
Tytuł – Rok szczura. Świeca
Tytuł oryginału – Год крысы. Путница
Cykl – Rok szczura, tom 3
Przekład – Marina Makarevskaya
Wydawnictwo Papierowy Księżyc
ISBN 978-83-65568-18-2

Okładka książki Rok szczura. Świeca

Rok szczura to trylogia bestsellerowej autorki Wiernych wrogów i serii o przygodach wiedźmy Wolhy. Świeca to trzecia i ostatnia część cyklu.

We wcześniejszych częściach [Widząca i Wędrowniczkamamy okazję poznać główną bohaterkę trylogii Ryskę. Poznajemy, gdyż towarzyszymy Rysce, wiejskiej dziewczynce od momentu, gdy ma dziewięć lat. Obserwujemy jej dorastanie z dala od rodzinnego domu. Później zaczynamy podróż z dziewczyną w poszukiwaniu przyjaciela i męża. W wędrówce towarzyszą naiwnej Rysce przyjaciel z dzieciństwa Żar oraz szczur Alk, który tak naprawdę szczurem nie jest.

Pełnej przygód wędrówki ciąg dalszy. Wędrówki na… krowach, które służą naszym bohaterom za wierzchowce. Ryska okazuje się być Widzącą, "czarodziejką" z całkowicie nierozwiniętym talentem, a pomaga jej Alk pełniący rolę Świecy i wspomagający dziewczynę w darze przewidywania przyszłości. Co z tego wyniknie? 

Spokojnie nie będzie, gdyż ktoś ewidentnie poluje na trójkę naszych bohaterów. A źródłem niepokojów jest list, który wpadł im przypadkowo w ręce, a który to może zdecydować o losach dwóch krajów. Na horyzoncie zbierają się czarne chmury… być może zapowiadające wojnę…

Akcja tak tej części, jak i całej trylogii rozgrywa się w świecie równoległym, przeniesionym do okresu podobnego do średniowiecza. Jest to zdecydowanie fantastyka, choć nie przypomina tej trochę baśniowej, znanej z twórczości J.R.R. Tolkiena. Tematem jest dar jasnowidzenia, potraktowany całkiem inaczej niż do tej pory czytałam.

Olga Gromyko wykreowała interesujących bohaterów, nie kryształowych i nie czarno-białych, a takich lubię najbardziej. Ryska, wioskowa dziewczyna, totalnie naiwna i niedojrzała, szczerze mówiąc po prostu głupia, która marzy o szczęściu, rodzinnym domu, mężu i dzieciach. Żar, cwaniaczek, dla którego ważne jest tylko jego własne dobro, wygoda i pieniądze. Alk, szlachcic w ciele raz szczura, raz człowieka, pożądający władzy i bogactwa. Dialogi między nimi mnie rozwalały, nic dodać, nic ująć.

Ci z was, którzy znają choć trochę twórczość Olgi Gromyko nie zdziwi, że jest to bardzo ciekawie i sprawnie napisana seria [nie pierwsza w końcu]. Ukraińska pisarka znana jest z ciętego humoru, który towarzyszy bohaterom jej książek. W Roku szczura oczywiście tegoż humoru nie zabrakło, a wielu z was będzie musiało przykładać termofor do bolących [ze śmiechu] brzuchów.

Rok szczura i Świeca w ogóle to pozycja lekka, zabawna i przyjemna, ale jednocześnie wywołująca wiele emocji. Fabuła nieskomplikowana, spójna i klarowna pozwala na ekspresową wręcz lekturę.

Trylogię Rok szczura polecam wielbicielom szeroko rozumianej fantastyki i każdemu, kto lubi powieści przygodowe – bo w końcu przygoda jest jednym z bohaterów. Powieść również dla tych, którzy mają nieprawdopodobne poczucie humoru, bo wiele tutaj elementów humorystycznych. Polecam gorąco.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

ABC czytania – wariant 1, Czytam fantastykę, Czytelnicze igrzyska 2017, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 38/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,6 = 30,1 cm, W 200 książek dookoła świata – Ukraina, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie czytelnicze 2017 - zwierzę

czwartek, 23 marca 2017

Dzielnica występku - Mario Vargas Llosa

Autor – Mario Vargas Llosa
Tytuł – Dzielnica występku
Tytuł oryginału – Cinco esquinas
Przekład – Marzena Chrobak
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
ISBN 978-83-240-4344-6

Druga książka, po Fioletowym hibiskusie, po którą sięgnęłam przez [a może dzięki] wyzwanie czytelnicze Książkowa podróż.

Mario Vargas Llosa, peruwiański pisarz, dziennikarz, myśliciel, polityk, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 2010 roku za odwzorowanie struktur władzy i stanowcze, wyraziste obrazy indywidualnego oporu, buntu i porażek jednostki.
Media – seks – polityka – mroczny trójkąt, w który uwikłany może zostać każdy. 
Jedno zdjęcie wystarczy, by wywołać burzę.
Dzielnica występku to najnowsza powieść ponad osiemdziesięcioletniego już peruwiańskiego pisarza pełna tego, za co tak bardzo cenimy twórczość Vargasa Llosy: skandale, rozgrywki polityczne, zderzenie bogactwa z nędzą oraz trochę [no, może trochę więcej niż trochę] erotyki. Jak zwykle widać zainteresowanie i zaangażowanie Llosy obecnymi sprawami świata, a Peru przede wszystkim.

Quique jest bogatym człowiekiem interesu i prowadzi idealne, wydawałoby się, życie w Limie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Ma wszystko, co do szczęścia potrzebne, wspaniałą i piękną żonę, grono zaufanych przyjaciół, kwitnący biznes. Czy możliwe jest, że w jednej chwili wszystko może się skończyć?

Rolando Garro jest szefem największego brukowca w mieście i to on odwiedza biznesmena. Garro przynosi ze sobą kopertę, w której znajdują się zdjęcia mogące zniszczyć wszystko, na co pracował do tej pory Quique. Rozmowa nie przynosi zadowalającego efektu, wskutek czego kompromitujące zdjęcia zostają opublikowane, a mężczyźni znikają w nieodgadnionych okolicznościach.
Chorobliwa ciekawość jest najpowszechniejszą przywarą, jaka istnieje (…) We wszystkich narodach i we wszystkich kulturach. Ale szczególnie tu, w Peru (…) Jesteśmy krajem plotkarzy. Chcemy znać sekrety innych ludzi, a najchętniej te łóżkowe (…) Wtykać nos w intymne sprawy znanych osób. Możnych, słynnych, ważnych. Polityków, przedsiębiorców, sportowców, śpiewaków i tak dalej.
Mówi wam to coś. Ten cytat daje do myślenia. Wszyscy bez względu na kolor skóry, narodowość, wiek czy płeć jesteśmy w rzeczy samej tacy sami. Jesteśmy wścibskimi istotami, które [niestety] potrafią cieszyć się cudzym nieszczęściem. Jesteśmy chorobliwie ciekawscy i w taki sposób nakręcamy tę wielką machinę zwaną mediami.

Mario Vargas Llosa przedstawia w Dzielnicy występku walkę o władzę, politykę i skandale, elity i żebraków, dziennikarzy bulwarówek całkowicie pozbawionych skrupułów i żerujących na ludzkim nieszczęściu, korupcję i bezduszność. A wszystko to okraszone namiętnością, demoralizacją i wyuzdanym seksem.

Wielowątkowa powieść peruwiańskiego noblisty, noblisty który ciągle zachwyca lekkością pióra. Dzielnica występku intryguje i wciąga, a lektura jej zajmuje naprawdę niewiele czasu, ale przecież nie jest to jakieś obszerne dzieło. Dwieście osiemdziesiąt stron – po prostu bierzesz, czytasz i odkładasz, ale nie zapominasz.

Zdecydowanie polecam Dzielnicę występku wszystkim czytelnikom [bo Llosę warto czytać, warto poznawać], choć z góry wiem, że nie każdemu ta powieść przypadnie do gustu. Ja jednak czuję się w pełni usatysfakcjonowana.

Książka bierze udział w wyzwaniach:
ABC czytania – wariant 1, Czytelnicze igrzyska 2017, Książkowa podróż, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 37/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,5 = 27,5 cm, W 200 książek dookoła świata – Peru, Wielkobukowe wyzwanie, Wyzwanie biblioteczne, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie czytelnicze 2017 - miejsce


wtorek, 21 marca 2017

Kolejny rozdział - Agata Kołakowska

Autor – Agata Kołakowska
Tytuł – Kolejny rozdział
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
ISBN 978-83-8097-069-4


Jak byś się czuł, dostając maile z powieścią w odcinkach, która z rozdziału na rozdział coraz bardziej przypomina twoje życie?
Agata Kołakowska ma na swoim koncie już dziesięć książek. Kolejny rozdział to jej jedenaste literackie dziecko. Aż dziw bierze, że wcześniej nasze drogi się rozmijały. Przyznaję, że cieszę się z tego niespodziewanego spotkania. Niespodziewanego, gdyż tę powieść otrzymałam od wydawnictwa jako niespodziankę [bardzo miłą niespodziankę].

Kolejny rozdział ma dwójkę głównych bohaterów, redaktora w poczytnym wydawnictwie Macieja Tarskiego i popularną autorkę thrillerów Kalinę Milewską. I to wokół tej dwójki rozgrywa się akcja książki. Kalina od niedawna cierpi na kryzys twórczy. Zamierza nawet zmienić gatunek literacki, gdyż jej ostatnia powieść zawiodła. Maciej zajmuje się wydawaniem książek, współpracuje z Kaliną i cały czas trzyma rękę na pulsie, bo zbliża się termin oddania przez nią kolejnej książki.

Maciej przeżywa w pracy dzień jak co dzień, do momentu gdy otwiera pewnego maila pozornie nie różniącego się od innych listów. Mail [podpisany XYZ] zawiera pierwszy rozdział książki, który jako żywo przypomina jego własne życie. Początkowo stwierdza, że to z pewnością Kalina jest autorką przysłanego tekstu, gdy jednak okazuje się, że to nie ona, razem postanawiają znaleźć tajemniczego twórcę. A tymczasem zaczynają napływać kolejne listy, w których w roli głównej pojawia się także Kalina. Kto jest tak skutecznym podglądaczem, że zna lepiej niż powinien życie tej dwójki.

Kolejny rozdział to bardzo sprawnie napisana powieść. I choć z początku trochę mi się dłużyła, to z kartki na kartkę było coraz lepiej, a później cała historię napędzały kolejne listy [nie mogłam się doczekać następnego maila i odkrywania dalszych sekretów z życia bohaterów].
Relacje międzyludzkie nigdy nie są takimi, na jakie wyglądają. Wszystko to teatr. Skoro ledwie znamy samych siebie, czy możemy sądzić, że znamy innych? Po raz kolejny w swoim życiu przekonała się, że tak naprawdę żyje na pustyni i tego, czego szuka, najprawdopodobniej tutaj nie znajdzie. Wszystko to tylko fatamorgana…
Trudno powieść Agaty Kołakowskiej włożyć do jednego worka. Zdecydowanie jest to powieść obyczajowa [niekoniecznie dla kobiet], ale zawiera również zalążek kryminału. Poszukiwanie tajemniczego nadawcy nakręca akcję i dzięki temu książkę czyta się niemal błyskawicznie.

Kolejny rozdział to wciągająca opowieść z ciekawą fabułą i bardzo interesującymi bohaterami. Powieść pełna sekretów, a jednocześnie ukazująca w jaki sposób radzić sobie ze swoimi demonami i dramatami. Świetnie budowane napięcie i zaskakujące zakończenie [jestem ciekawa kto zgadł w trakcie lektury kim jest autor maili].

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Agaty Kołakowskiej uważam za bardzo udane i mam ochotę na więcej. Zanim jednak sięgnę po inne książki pisarki Kolejny rozdział wszystkim gorąco polecam.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

ABC czytania – wariant 1, Czytam, bo polskie, Czytamy powieści obyczajowe, Czytelnicze igrzyska 2017, Łów słów, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 36/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,5 = 25 cm, W 200 książek dookoła świata – Polska, Wyzwanie Czytamy nowości

czwartek, 16 marca 2017

Siedem pierwszych przygód Rozalii Grozy - Justyna Bargielska

Autor – Justyna Bargielska
Tytuł – Siedem pierwszych przygód Rozalii Grozy
Biuro Literackie
ISBN 978-83-65125-29-3



Z Justyną Bargielską, polską poetką i pisarką miałam już przyjemność i to trzy razy, przy okazji tomików poetyckich Nudelman, China shipping i Selfie na tle rzepaku. Siedem pierwszych przygód Rozalii Grozy to moje czwarte randez-vous z Bargielską, ale inną niż do tej pory znałam. Teraz jest to książka dla dzieci, choć śmiem przypuszczać, że nie tylko dzieci będą się świetnie bawić przy lekturze tejże.

Siedem pierwszych przygód Rozalii Grozy to zbiór siedmiu cudownych opowiadań dla naszych milusińskich. Przepięknie zilustrowana książka przez graficzkę związaną z Akademią Sztuk Pięknych w Krakowie, Patrycję Ochman.

Justyna Bargielska dała mi się poznać jako bardzo sprawna poetka, taka którą po przeczytaniu się pamięta. Teraz kolejny raz udowadnia swoją literacką klasę. Poetka zabiera nas do świata dziewięcioletniej dziewczynki Rozalii. Niech jednak nie zmyli was wiek bohaterki, bo książka zdecydowanie nie jest dla małych dzieci – mimo wielu pięknych ilustracji.
Kocham cię nie od dziś, Rozalio – powiedziała mama – ale dziś dam temu pełny wyraz (…) 
Przecież właśnie dałaś – odpowiedziała Rozalia. – Nawet pięć wyrazów. „Kocham”, „cię”, „nie”, „od” i „dziś”. Pięć pełnych wyrazów. Super, dzięki. Też cię kocham.
Bargielska stworzyła mądry zbiór opowiadań, które łączy tytułowa bohaterka. Nie brak tu ważnych tematów, po które często obawiają się sięgać autorzy literatury dziecięcej, takich jak śmierć, tożsamość czy absurdy codzienności. Przy okazji książka zachwyca swoją drugą, fantastyczną stroną, która z powodzeniem przeplata się z rzeczywistością. W taki sposób, razem z Rozalią, poznajemy syrenkę mieszkającą w szkole, pająka z autobusu, który opowiada jej pewną historię oraz obrazy i figurki, z którymi dziewczynka rozmawia.

W Siedmiu pierwszych przygodach Rozalii Grozy świat dziecka przenika się ze światem dorosłych. Stapia się w jedno tworząc ciekawą rzeczywistość, gdzie zostały bardzo dobrze nakreślone stosunki międzyludzkie. Bargielska jak widać jest świetnym obserwatorem życia w ogóle i to widać w jej wierszach, a także w tej książce dla dzieci starszych.

Autorka Nudelmana nie boi się słów i to widać. Pisze z rozmachem, stworzyła opowiadania pełne zwrotów akcji, świeże, bez ograniczeń. Dziecięca bohaterka jest bardzo rezolutna, choć zdarza jej się brać zbyt dosłownie to co mówi do niej mama. Jej codzienność jest niby zwyczajna, ale też niezwykle interesująca.
ograniczenie jest w słowie „jest”, w „nie ma” nie ma ograniczeń…
Te słowa zaczerpnięte z tomiku Nudelman mogą ilustrować to, co dzieje się w życiu dziewięciolatki. Rozalia wszak nie odczuwa ograniczeń.

Zbiór opowiadań Siedem pierwszych przygód Rozalii Grozy zdecydowanie polecam starszym dzieciom i ich rodzicom. Rewelacyjny zbiór świetnych przygód do przeczytania i do przeżycia.

Dziękuję

Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytam, bo polskie, Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 35/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 1,5 = 22,5 cm, W 200 książek dookoła świata – Polska, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie czytelnicze 2017 – liczba i osoba

środa, 15 marca 2017

Co-dziennik - Lucyna Klimczak

Autor – Lucyna Klimczak
Tytuł – Co-dziennik
Wydawnictwo Helion
ISBN 978-83-283-2696-5


Znalezione obrazy dla zapytania co-dziennik
Codzienność potrafi przytłoczyć? Bywa nieprzyjemna, monotonna, zabiegana? Ile w Twoim życiu jest miejsca na refleksję, zaskoczenie, wzruszenie i okazywanie ciepłych uczuć? Chcesz oderwać się na chwilę od własnych problemów, zmienić perspektywę, a w konsekwencji poczuć się lepiej?
Co-dziennik Lucyny Klimczak to kolejna książka z wskazówkami na każdy dzień roku. Nie ma na całe szczęście jeszcze mowy o wysypie, ale rynek wydawniczy otworzył się na kreatywną rozrywkę dla dorosłych: połącz linie, kolorowanki, a teraz nadszedł czas na rozrywkę… zabawę… przygodę… w jednym.

Po tę publikację powinnam sięgnąć z początkiem roku, ale przecież mogę zacząć teraz siedemdziesiątego czwartego dnia roku. Co oferuje nam dziennik? Lepsze zrozumienie siebie, wysłuchanie, stwierdzenie własnych zdolności. Poza tym przypomina i uczy jak być.

Oprócz tego, że można w nim pisać odpowiadając na zadane pytania, czy wykonywać z góry ustalone zadania, można także notować ważne dla nas daty i sprawy, szkicować lub po prostu gryzmolić.

Książka bardziej przypomina połączenie terminarza z notatnikiem i prawdę mówiąc spełnia po części taką rolę. Jest jednak czymś więcej. Wykracza poza obie nazwy. Pytania w niej zawarte potrafią wkraść się w najgłębsze zakamarki naszych serc i zakorzenić się tam. Rozwaliło mnie pytanie z numerem czternastym Po co jesteś tu, skoro możesz być wszędzie? I co mądrego tutaj napisać? Chyba będę musiała się trochę wysilić. „Pogrzebać” sobie w głowie i wyciągnąć jakąś błyskotliwą odpowiedź.

Na wykonanie każdego z zadań autorka daje nam dwadzieścia cztery godziny, ale nic na siłę. Jak sobie nie poradzisz, to przecież nic się nie stanie. W końcu rozliczasz się sam ze sobą. Na zaliczenie „misji” przewidziana jest jedna strona, a wykorzystać ją można w dowolny sposób: pisać, rysować, wyklejać – jak chcemy i jak nam się w danym momencie podoba. Zadania można wykonywać w kolejności, w jakiej zostały ustalone lub po prostu drogą losowania. I ja chyba właśnie tę drugą metodę będę preferować.

Niespodzianką są zadania, które nie mają określonego tematu. Są to autozadania, gdzie sami ustalamy na jakie pytanie będziemy odpowiadać. Możemy sami sobie rzucić wyzwanie lub… nie robić nic. Druga niespodzianka to wyobraź sobie. I tu mamy naprawdę pole do popisu, bo puszczamy wodze fantazji.

Należy pamiętać, że nie ma dobrych, ani złych odpowiedzi. Przecież każdy inaczej odpowie na pytanie czy wykona zadanie. Wszystkie odpowiedzi są najlepsze, bo są Twoje. Co-dziennik można przeżywać na wiele sposobów i niejednokrotnie, gdyż możemy wracać do zadań ponownie i sprawdzać czy nasze poglądy się zmieniają.

Co zrobić, gdy już wykonasz wszystko, co ma do zaproponowania dziennik? No cóż, można rozpocząć przygodę z nim jeszcze raz. Można też, jak sugeruje autorka dać go komuś w prezencie, opublikować, wykonać rytualne spalenie, ale również możesz przechować jak cenną pamiątkę i za kilka lat przeczytać swoim dzieciom lub wnukom. Decyzja należy do ciebie.

Co-dziennik Lucyny Klimczak jest dla każdego, więc polecam go wszystkim bez wyjątku i bez względu na wiek. Przeżyjcie swoją własną przygodę z dziennikiem i poznajcie siebie lepiej.


Dziękuję