niedziela, 30 września 2018

Czytelnicze podsumowanie miesiąca - wrzesień

Jutro zaczyna się październik, dziesiąty miesiąc roku. Dopiero witaliśmy 2018 a za moment będziemy go żegnać. Nie wiem gdzie się podziały te wszystkie dni, tygodnie, miesiące.
No, ale skoro kończy się wrzesień, to trzeba go podsumować. "Pochwalić się" ile książek przeczytałam i ile wyzwań udało mi się zaliczyć.
Zapraszam więc na podsumowanie czytelnicze września.


Moje półki wzbogaciły się o te tytuły:

  
 
 
 

Przeczytałam: 
- książek - 9
- stron - 3451, czyli dziennie - 115

A w wyzwaniach:
A jak Wam upłynął wrzesień? Czy jakieś ciekawe książki wpadły w Wasze ręce?

czwartek, 27 września 2018

Fizyka smutku - Georgi Gospodinow


Autor – Georgi Gospodinow
Tytuł – Fizyka smutku
Tytuł oryginału – Fizika na tagata
Przekład – Magdalena Pytlak
Wydawnictwo Literackie
ISBN 978-83-08-06544-0


Najpierw zaintrygowała mnie okładka (nie oceniaj!), czarna, wydawałoby się bardzo prosta, ale na pewno nie zwyczajna. Na tym czarnym tle białymi literami wypisane imię i nazwisko autora oraz tytuł powieści, żadnych ozdobników, klasyczny font; na środku okładki logo wydawnictwa, także białe (Wydawnictwo Literackie). Tę monochromatyczność dizajnu przełamują kolorowe krople; to deszcz, a może łzy? Przy niektórych kroplach znajdują się liczby, nie wiem co mogą oznaczać. Chcę wziąć już tę książkę w ręce, żeby się dowiedzieć. Z opisu dowiaduję się, powieść opowiada o chłopcu, który wybiera się sam na jarmark w mieście, a w ręce ściska piątaka od ojca. Całe pieniądze wydaje na to, by wejść do namiotu i zobaczyć pradawnego stwora. Lubię historie o inicjacji, a ta na taką właśnie mi wyglądała. Fizyka smutku Georgiego Gospodinowa okazała się czymś dużo więcej niż przypuszczałam.

Gospodinow jest jednym z najbardziej znanych i cenionych na świecie bułgarskich pisarzy. Słynie ze swej literackiej wszechstronności, dając się poznać jako poeta, powieściopisarz, scenarzysta, dramaturg, a także współtwórca tragikomiksu. Wydana w 1999 roku Powieść naturalna zapewniła mu uznanie na świecie, o książce pisano na łamach największych magazynów, „The New Yorkera”, „Times’a”, „Guardiana”. Fizyka smutku, wydana w 2012 roku, stała się bestsellerem w Bułgarii, a jej pierwszy nakład rozszedł się w przeciągu trzech tygodni. Za tę powieść Gospodinow otrzymał prestiżową Nagrodę Literacką im. Jana Michalskiego, a amerykański Pen Club uznał ją za jedną z pięciu najlepszych książek obcojęzycznych w roku 2016. Teraz trafia do rąk polskiego czytelnika i nie powinna przejść (przez te ręce?) bez echa.

Odchylam okładkę, żeby dobrać się do fabuły, chcę wciągnąć tę powieść od razu, jednak zamiast zwartego tekstu, który poniesie mnie dalej moim oczom ukazują się motta, cytaty Wielkich literatury: Pessoi, Borgesa, Fluberta; pojawia się także postać tajemniczego Gaustyna, którego myśli pojawiają się między słowami znanych myślicieli i literatów. Tej postaci, obecnej w twórczości Gospodinowa, poświęcono już kilka prac, w tym artykuł autorki wspaniałego polskiego przekładu, Magdaleny Pytlak. Każda z przytoczonych myśli przedstawia kierunek, w którym będzie podążała dalej ta powieść. No właśnie, czy na pewno powieść?

Wraz z narratorem przesuwamy się w przestrzeni i czasie, odwiedzamy wspomnienia bliskich i obcych mu ludzi, żeby uchwycić to, co w świecie najbardziej ulotne, ale przez to najistotniejsze. Czytelnik przed lekturą musi przygotować się na to, że będzie porzucał toczące się historie, by oddać się innym, odległym i na pozór nie wiążących się z poprzednimi. Nie dziwi, że blurb na tylnej części okładki jest autorstwa Olgi Tokarczuk, bo przecież najsłynniejsze jej książki jak Dom dzienny, dom nocny czy obsypani nagrodami Bieguni także nie miały linearnej fabuły. Tokarczuk pisze, że książka Gospodinowa to „przejmujące studium mitu, który dzieje się zawsze i wszędzie”. Mitem, który przeszywa Fizykę smutku od pierwszych do ostatnich stron niczym róg byka nieszczęsnego torreadora jest opowieść o labiryncie i czającym się wewnątrz (uwięzionym?) Minotaurem.

Dla tych, którzy są odważni, przeczytajcie tę książkę, poddajcie się erudycyjnemu wywodowi Gospodinowa, doceńcie lekkość prowadzenia tej wielkiej opowieści i patrzcie w twarz potwora znajdując w sobie tyle empatii co autor, by go potworem nie nazwać, a zobaczyć w nim człowieka. Fizyka smutku jest powieścią piękną, pełną meandrów i starorzeczy, których zwiedzanie stanowi doświadczenie dla czytelnika oczyszczające. Ja już szukam wcześniejszych dzieł bułgarskiego autora i sądzę, że po lekturze tej książki zrobicie podobnie. Tym razem nie polecam, tylko nalegam, czytajcie.

Dziękuję

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Akcja 100 książek w 2018 roku – 90/100, Czytelnicze igrzyska, Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza – 330 stron, Przeczytam 52 książki w 2018 roku – 90/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,4 = 24,8 cm, W 200 książek dookoła świata – Bułgaria, Wyzwanie Czytamy nowości

wtorek, 25 września 2018

Woda na sicie. Apokryf czarownicy - Anna Brzezińska


Autor – Anna Brzezińska
Tytuł – Woda na sicie. Apokryf czarownicy
Wydawnictwo Literackie
ISBN 978-83-08-06549-5


Anna Brzezińska, ceniona pisarka i historyczka; trzykrotna laureatka Nagrody im. Janusza A. Zajdla, prestiżowego polskiego wyróżnienia w dziedzinie fantastyki; autorka powieści i opowiadań; współpracowniczka Polityki i felietonistka Wysokich Obcasów Extra. Gdy nie pisze, pielęgnuje ogród, w którym hoduje historyczne odmiany róż i jabłoni.

Philippa Gregory, Michelle Moran, Elżbieta Cherezińska, Ewa Stachniak – oto tylko niektóre z gorących nazwisk pisarek, które przybliżają nam to, co zdarzyło się przed wiekami. To moja druga książka Anny Brzezińskiej i spokojnie mogę stwierdzić, że dopisuję jej nazwisko do tej listy. Bardzo cieszy mnie, że dzięki tym autorkom po książki historyczne sięgają również kobiety; że nie jest to zamknięty rozdział tylko dla mężczyzn (a wydaje mi się, że do niedawna właśnie tak było).

W Europie najwięcej procesów o czary miało miejsce pomiędzy XV a XVII wiekiem. W tym czasie podczas polowań na czarownice padło ofiarą około 60 tysięcy kobiet i mężczyzn (oczywiście kobiety stanowią prawie 90 procent tej liczby). Czarownicą lub czarownikiem mógł zostać każdy: młody czy stary; biedny czy bogaty; społecznie akceptowany czy wyróżniający się na tle społeczności. Jednak to kobiety były ogólnie uważane za te złe: znachorki, zielarki, mądre i doświadczone wiejskie baby, które udzielały pomocy każdemu, kto się do nich zgłosił. Wierzono, że uwiedzione przez samego czarta kobiety były zdolne do strasznych zbrodni.

Anna Brzezińska nie zabiera nas tym razem do zamkowych komnat. Już od pierwszych zdań przenosimy się do miejsca i czasu, który przypomina wczesnorenesansową Italię. Lochy inkwizycji – to stąd opowieść snuje oskarżona o praktykowanie magii La Vecchia, wyrzucona poza nawias społeczeństwa niemłoda już bękarcica...

Co wiemy o bohaterce? Tylko tyle, ile sama zechciała nam wyjawić. Jej dzieciństwo dalekie było od ideału. Matka była ladacznicą, a ojca nie znała. Wytykana palcami, wyszydzana, nigdzie nie pasująca. Ofiara zbiorowego gwałtu. W końcu aresztowana przez inkwizycję zostaje oskarżona o morderstwo mnicha, herezję i uprawianie czarów.

Woda na sicie. Apokryf czarownicy to nie jest powieść historyczna, to nie jest powieść w ogóle (choć najbardziej pasuje do szeroko rozumianej fantastyki). Najnowsza książka Brzezińskiej to w pewnym sensie monolog oskarżonej kobiety, który może być porównywany do akt rozprawy sądowej. Nie poznajemy zdania strony przeciwnej. La Vecchia sama snuje opowieść i przedstawia swoje życie. Nie znajdziecie w tej książce dialogów – czytanie więc jest trudne, tak jak losy bohaterki. Przesłuchiwana i torturowana, traktowana z brutalnością używa przeciw oprawcom jedynej broni, nad którą ma władzę absolutną – języka. A przyznać trzeba, że La Vecchia opowiadać potrafi, jak mało kto. Jednak poddając jej historię ocenie, trudno stwierdzić co jest prawdą a co tylko wymysłem jej umysłu. A może kobieta miesza się w zeznaniach celowo? Kto wie?

Książka grubasem nie jest, ale jej lektura zajmuje więcej czasu, niż się może wydawać. Jednak wnikliwy i cierpliwy czytelnik po kilku stronach zgra się z rytmem opowieści, by ostatecznie dojść do wniosku, że nie czytał dotąd czegoś tak wyjątkowego i nietuzinkowego.

Podsumowując, uważam że Anna Brzezińska wykonała kawał dobrej roboty, co zaowocowało książką, od której nie mogłam się oderwać. I choć zdaję sobie sprawę, że powinno się ją dozować, to nie umiałam się powstrzymać. Już w tej chwili obiecuję sobie, że kolejnym razem przeczytam ją wolno, ważąc i analizując każde wypowiadane przez La Vecchię zdanie.

Dla kogo Woda na sicie? Dla każdego, kto się chce zetknąć z czymś więcej niż tylko powieść historyczna czy fantastyczna – bo ani jednego, ani drugiego w niej nie brakuje. Książka z pewnością zadowoli wielbicieli Brzezińskiej, a nade wszystko tych, których interesują czasy inkwizycji i polowań na czarownice.

Jestem pewna, że kolejną książkę Anny Brzezińskiej również przeczytam, a tymczasem Wodę na sicie polecam, bo warto ją poznać.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:
ABC czytania – wariant 3, Akcja 100 książek w 2018 roku – 89/100, Czytam, bo polskie, Czytelnicze igrzyska, Olimpiada czytelnicza – 364 stron, Przeczytam 52 książki w 2018 roku – 89/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 3,4 = 22,4 cm, W 200 książek dookoła świata – Polska, Wyzwanie czytelnicze Tropem fantastycznych postaci – wiedźma, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie czytelnicze Wiedźmy – osoba, Wyzwanie u Magdalenardo 2 w 1 – beż, brąz

sobota, 22 września 2018

Na celowniku #2

Witam w drugiej odsłonie reaktywowanego Celownika. Pojawiam się dzisiaj z "garścią" kolejnych książek, o których już niedługo będziecie mogli poczytać na tym blogu. 


Tym razem przedstawiam aż cztery książki z Wydawnictwa Literackiego. Nie wiem, jak oni to robią, ale prawie każda książka od nich jest dla mnie czymś wyjątkowym.


Najnowsza książka Katarzyny Grocholi - Pocieszki:

Opowieści z życia wzięte i życiu poświęcone – Pocieszki – nowa książka Katarzyny Grocholi!
Chcesz mieć lepszy dzień? A może miesiąc?
A może wystarczy pocieszka na każdy tydzień?
Oto pięćdziesiąt dwie historie, tyle, ile jest tygodni w roku.

Z wdziękiem, lekkością i humorem Katarzyna Grochola wciągnie Cię w swój świat, który może okazać się także Twoim. Świat deszczowych poranków, kiedy nie chce się podnieść z łóżka i wieczorów przynoszących niespodzianki. Niezaplanowanych spotkań, nadziei, dobrych uczynków, ptaków za lodówką, próśb niekaralnych i miłości, za którą wszyscy tęsknimy.

Choć niektóre z pocieszek autorka traktuje z przymrużeniem oka, a niektóre całkiem serio, zapewniamy – wszystkie zdarzyły się naprawdę.

Nikt tak jak Katarzyna Grochola nie doda Ci otuchy!


Francuska pisarka Anna Gavalda i zbiór opowiadań Rozbrojeni:

Życie jest piękne, choć czasem bywa smutne, nijakie i monotonne… 

Bohaterki i bohaterzy siedmiu opowiadań francuskiej mistrzyni prozy psychologicznej czują się samotni, opuszczeni, niekochani, gorsi. Dlatego zamykają się w sobie, topią smutki w barach, rozdrapują rany. Wszystko zmieniają przypadkowe spotkania, spontaniczne rozmowy, uzdrawiająca bliskość drugiego człowieka. Wtedy odsłaniają swoje słabości oraz znajdują siłę, aby zmierzyć się ze swoim życiem. 
Te pełne delikatności i szczerości opowiadania odblokowują także coś w nas samych. Anna Gavalda opanowała do perfekcji efekt katharsis.


Rozstanie Katie Kitamury:

Jeden z najpiękniejszych opisów rozstania w literaturze
Jak to się dzieje, że miłość wygasa w nas tak cicho z dnia na dzień?

Wcale nie zaczęło się od zdrady. Christopher był przystojny, pochodził z bogatej rodziny, robił karierę jako pisarz. Ona była atrakcyjna, choć z „innego świata”. Zaczęło się od drobnych różnic, rozwiewających się z wolna złudzeń, coraz częstszych kłamstw, wielkiego rozczarowania, nieubłaganie narastającej wzajemnej obcości.
Mur między nimi rósł każdego dnia, aż w końcu zdecydowali się na separację. Na razie nie powiedzieli o tym nikomu. To musiało dojrzeć. Poczekać. Kiedy więc teściowa zadzwoniła do niej – nigdy się nie lubiły, mało powiedziane – bez wahania zgodziła się pojechać do Grecji. Tam w rybackiej wiosce Gerolimenas Christopher zbierał materiały do książki o żałobie. Od jakiegoś czasu nie dawał znaku życia i nie można było się z nim skontaktować.

Nie była przygotowana na to, co tam zobaczy.
Nie mogła tego przewidzieć.


Anna Brzezińska - Woda na sicie. Apokryf czarownicy:

Nowa książka autorki monumentalnych, bestsellerowych Córek Wawelu!

Tym razem sceną wydarzeń jest nie dwór ostatnich Jagiellonów, lecz fantastyczna kraina wzorowana na wczesnorenesansowej Italii oraz lochy inkwizycji. To stamtąd swoją opowieść snuje oskarżona o praktykowanie magii, wyrzucona za nawias społeczeństwa bękarcica, La Vecchia...

Jej matką była wiejska dziewczyna, miejscowa ladacznica, a może potajemna kochanka dziedzica tych ziem? La Vecchcia plącze się w zeznaniach… Opowiada o pamiętnej, przeklętej nocy, kiedy straciła matkę, a sama została zgwałcona. Ale jakiego potwora zbiegłego z cyrku zabili wówczas zapijaczeni oprawcy? Podobno był smokiem. A może mężczyzną? Podobno… Bo z jej opowieści nie sposób wyłonić jednej prawdy. La Vecchia lawiruje. Urządza teatr dla inkwizycji, próbując chronić swoje życie? A może powoli popada w obłęd? Jest czarownicą czy samotną kobietą, która w świecie zdominowanym przez mężczyzn chce zachować niezależność? Jaką tajemniczą grę toczy z przebiegłym oficjum?

Woda na sicie to oparta na zapisach przesłuchań, wielowarstwowa, porywająca powieść, poruszająca temat procesów czarownic i kontrowersyjnych praktyk inkwizycji. To także studium osoby przesłuchiwanej, a jednocześnie ciąg dalszy opowieści o kobietach uwikłanych w historię kreowaną przez mężczyzn. Literacki majstersztyk. Kolejny popis pisarskiego kunsztu Anny Brzezińskiej, której bohaterki zapadają w pamięć na długo po lekturze, bez względu na to, czy są dworskimi maskotkami, jagiellońskimi królewnami, czy czarownicami… 


Wydawnictwo Wielka Litera postawiło na Trwaj przy mnie Elizabeth Strout:

Jakże kuszące jest życie cudzym życiem, gdy własne jest banalne i porażająco nudne.
Subtelna powieść o ojcowskim poświęceniu, cichej utracie wiary i skaleczonej miłości.
Pastor Tyler Caskey wiedzie życie wypełnione ciężką pracą i miłością Boga. Sam ją gorliwie w sobie pielęgnuje i prowadzi wiernych ku jej źródłom. Przystojny, skromny i wielkoduszny - cieszy się szacunkiem w małym miasteczku w Nowej Anglii. Kiedy umiera jego żona, osieracając dwie córeczki, społeczność wiernych okazuje mu zrozumienie i wsparcie. Z czasem jednak małomiasteczkowa podejrzliwość i żądza sensacji biorą górę nad rozsądkiem czy współczuciem i każą w każdej decyzji pastora doszukiwać się drugiego, brudnego dna. Pojawiają się plotki na temat romansu pastora z gospodynią i jej tajemniczego zniknięcia, a jego córki stają się ofiarą okrucieństwa, którym podszyta jest hipokryzja sąsiadów.


Dziki meksykańskiego pisarza Guillermo Arriagi od Wydawnictwo W.A.B.:

Brawurowa i oryginalna powieść twórcy scenariuszy filmowych przebojów „Amores Perros” i „Babel”.


Siedemnastoletni Juan Guillermo w krótkim czasie traci wszystkich swoich bliskich. By uchronić się przed rozpaczą i szaleństwem, chłopak postanawia przygarnąć wilka, którego udało mu się ocalić przed uśpieniem. W żyłach Kła płynie bowiem krew jego wilczych przodków z historią nie mniej tragiczną i poplątaną niż historia Juana.
Od brudnych zaułków Mexico City, rozdzieranych mafijnymi porachunkami, po bezkresne przestrzenie Jukonu…
Guillermo Arriaga z epickim rozmachem kreśli opowieść o zstępowaniu w głąb siebie i odkrywaniu pokładów dzikości, którą ujarzmić może tylko miłość.

Zwierzę.

Z jakim zwierzęciem powinienem się identyfikować?
Które zwierzę kocha? Które się mści? Które przebacza?
Które walczy aż do śmierci? Które jest niepokonane?
Które jest najdziksze?
(…)
Dziki.
Będę Dzikim. Nie zatrzymają mnie. Jeśli muszę się zemścić,
to się zemszczę. Jeśli muszę przebaczyć, przebaczę.
Jeśli muszę kochać, będę kochał. Jeśli muszę odrzucić,
odrzucę. Jeśli muszę walczyć, będę walczył.



Wydawnictwo Feeria Young po kolejny prezentuje powieść Kasie West:

Kasie West, jakiej nie znacie! Życie Addison Coleman sprowadza się do nieustannego pytania "a co, jeśli..."? Nie byłoby w tym nic nietypowego, gdyby nie fakt, że dziewczyna ma moc Sprawdzania - może wejrzeć w przyszłość i poznać skutki swoich decyzji. Kiedy więc okazuje się, że rodzice Addison postanawiają się rozwieść i stawiają ją przed wyborem, z kim chce zamieszkać, jej niezwykłe zdolności nabierają zupełnie nowego znaczenia... W jednej z wersji przyszłości Addie mieszka z mamą i wiedzie dotychczasowe, dobrze sobie znane życie, które jednak nie jest usłane różami - nęka ją najpopularniejszy chłopak w szkole i sprawa wygląda co najmniej nieciekawie... W drugiej wersji Addison zaczyna nową szkołę i zakochuje się w spokojnym artyście. Uroczo, prawda? Ale i ta rzeczywistość nie jest tak różowa, jak mogłoby się wydawać, bo dziewczyna zostaje wciągnięta w śledztwo w sprawie morderstwa, a sprawy przybierają mroczniejszy obrót. Wiedząc tak wiele i mając równie wiele do stracenia, Addie musi zadecydować, w jakiej rzeczywistości... i bez kogo chce żyć.


Joe Hill i Dziwna pogoda od Wydawnictwa Albatros:

Zbiór czterech mrożących krew w żyłach minipowieści. 


Joe Hill, jeden z najlepszych amerykańskich autorów horrorów, stawiany jest na równi z takimi pisarzami, jak Peter Straub, Neil Gaiman czy Jonathan Lethem. W Dziwnej pogodzie, frapującej kronice niekończącej się wojny między dobrem i złem, sprawnie obnaża mrok kryjący się pod powierzchnią codziennego życia. Swoim mistrzowskim piórem przesuwa granice gatunku na nowe terytoria. Zabierając czytelników w nieznane, Joe Hill, literacki alchemik, skupia się w swoich czterech minipowieściach na najważniejszych elementach ludzkiej egzystencji: pamięci i niepamięci, wyobrażeniach i fantazjach, bestialstwie i bezradności, lęku i brawurze, deszczu i wietrze, śmierci i życiu, marzeniach… i koszmarach.



Wydawnictwo Uroboros zapewnia mi kolejną dawkę magii w Pierwszym roku Czarnego Maga:

Rudowłosa piętnastolatka Ryiah (zwana Ry) i jej brat bliźniak Alexander mają jedno marzenie: zostać magami. Realizacja tego celu się przybliża, gdy zostają przyjęci do Akademii Magii. Okazuje się jednak, że kandydatów na adeptów jest wielu, zaś rodzeństwo wyróżnia się na tle rówieśników niskim pochodzeniem, brakami w wiedzy i niedostatkiem siły fizycznej. Wywodzący się z arystokratycznego rodu książę Darren i jego przyjaciółka Priscilla szczególnie dają odczuć rodzeństwu, gdzie jest ich miejsce. Ry odstaje od grupy tak wyraźnie, że padają nawet sugestie, iż powinna zrezygnować. Dziewczyna jednak się nie poddaje, potajemnie przesiaduje w bibliotece, ćwiczy walkę wręcz z córką rycerza Ellą. Nieoczekiwanie z pomocą Ry przychodzi jej dotychczasowy wróg, Darren. Chłopak zaczyna okazywać jej swoją sympatię. Czy to podstęp? Czy Ry uda się zdać egzaminy i kontynuować naukę w wymarzonej szkole?

I jak wam się podoba moja dziewiątka? 




piątek, 21 września 2018

Biegając boso - Amy Harmon


Autor – Amy Harmon
Tytuł – Biegając boso
Tytuł oryginału – Running Barefoot
Przekład – Joanna Sugiero
Wydawnictwo EditioRed
ISBN 978-83-283-3778-7

Muzyka dwóch serc. Sonata jednej miłości.

Amy Harmon jest amerykańską powieściopisarką. Jej książki (a wydała ich już kilkanaście) często zajmują miejsca na różnych listach bestsellerów. Najczęściej sięga po stylistykę romansu, literatury fantastycznej oraz obyczajowej, często łącząc je z elementami powieści historycznej. Amy Harmon pochodzi z maleńkiej miejscowości Levan położonej w amerykańskim stanie Utah. Pisarstwo jest dla niej priorytetem, ale bardzo ważną rolę pełni również muzyka. W 2007 roku Harmon wydała własną płytę z muzyką What I Know. Książki Amerykanki wydawane są w wielu państwach świata w przekładach na blisko piętnaście języków. Mimo takiej popularności jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Harmon.

Josie Jensen była nieśmiałą trzynastolatką. Miała niezwykły talent: rozumiała muzykę i kochała ją. Pewnego dnia w szkolnym autobusie poznała Samuela Yazziego, osiemnastoletniego Indianina z plemienia Nawaho. Zaczęli rozmawiać, a wraz z kolejnymi spotkaniami, rozważaniami na temat książek i muzyki narodziła się niezwykła przyjaźń. Sam, który w głębi serca odczuwał złość i pretensje do świata, dzięki młodziutkiej Josie odkrył piękniejsze strony życia. Ona opowiadała mu o swoich ulubionych kompozytorach, on jej – o legendach Indian Nawaho. Stali się bratnimi duszami.


Ona – trzynastoletnia dziewczynka przedwcześnie dojrzała. Po śmierci matki, mimo młodego wieku, przejęła wiele obowiązków domowych. Spokojna i bardzo wrażliwa nastolatka. On – osiemnastoletni pół Indianin z plemienia Nawaho, wśród białych traktowany jak odmieniec. Przylgnęła do nich łatka: dziwak. Josie jak mało kto kocha i czuje muzykę i właśnie z Samem może się z nią dzielić, nie wystawiając się na drwiny. Powoli stają się sobie coraz bliżsi. Nie sądźcie, że jest coś nagannego w ich związku. Prawdziwa przyjaźń nie zna granic, wieku także. Nie dopatrujcie się więc niczego niestosownego. Nie jest to opowieść o kolejnej Lolitce.

Różnica wieku powoduje, że Samuel szybciej kończy szkołę i zaciąga się do Marines. Rozłąka, która nastąpiła trwa dziesięć długich lat. Lecz mimo tego czasu przyjaciele o sobie nie zapomnieli. Choć nie są już dziećmi, ani nastolatkami, to wciąż tkwi w nich tamta dziewczyna i tamten chłopak sprzed lat. Prawdziwa przyjaźń, która ich połączyła przetrwała próbę czasu.

Bardzo dobrze wykreowani bohaterowie, których się lubi od pierwszych stron. A oprócz nich wszechobecna muzyka i kultura Nawaho, która dla normalnego śmiertelnika będzie zapewne nowością. Legendy indiańskie i muzyka klasyczna – to połączenie okazało się strzałem w dziesiątkę.

Harmon jest sprawną pisarką i niezłą obserwatorką. Cudownie przedstawiła małą społeczność (z której i ona się wywodzi), w której wszyscy się znają i gdzie każdy o każdym wie więcej niż powinien wiedzieć. Zadziwiające jest to, że ludzie w Levan potrafią wykrzesać z siebie życzliwość w stosunku do innych i zawsze są skorzy do udzielania pomocy.

Amy Harmon zabiera nas w świat dwójki bohaterów tak różnych od siebie i to chyba ta różność ich do siebie zbliżyła. Mormonka i Indianin trudno o mniej dobraną parę, ale ich dojrzałość pomaga otwierać się na inność drugiego człowieka. Pomaga także kształtować swoją osobowość. Świetnie się dogadują, a towarzyszą im muzyka, legendy oraz literatura. Muszę przyznać, że autorce udało się wykreować wspaniałych i mądrych bohaterów, o których chce się czytać.

Biegając boso to przepiękna historia o przyjaźni, stracie, muzyce i miłości. Fabuła budowana jest powoli, tak jak i uczucie między głównymi bohaterami. Bardzo emocjonalna opowieść, która nie powinna nikogo pozostawić obojętnym. Bardzo możliwe, że chusteczki się przydadzą. Zdecydowanie jest to ten rodzaj książki, do której się wraca wiele razy i nigdy nie ma się jej dosyć.

Jestem pewna, że jeszcze sięgnę po twórczość amerykańskiej pisarki. A wam z czystym sumieniem tę powieść polecam.

Dziękuję



Książka bierze udział w wyzwaniach:
Akcja 100 książek w 2018 roku – 88/100, Czytelnicze igrzyska, Dziecięce poczytania, Grunt to okładka, Olimpiada czytelnicza – 344 stron, Przeczytam 52 książki w 2018 roku – 88/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,2 = 19 cm, W 200 książek dookoła świata – Stany Zjednoczone, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie u Magdalenardo 2 w 1 – beże, brązy


poniedziałek, 17 września 2018

Złodziejka opowieści - Joanna Maria Chmielewska


Autor – Joanna Maria Chmielewska
Tytuł – Złodziejka opowieści
Wydawnictwo MG
ISBN 978-83-777-9456-2
Złodziejka opowieści” to książka o zaborczej pasji, ukrytej sile tajemnicy, mocy opowieści i poszukiwania własnej tożsamości.


Joanna Maria Chmielewska – polska pedagog i pisarka. Jest autorką książek dla dzieci (powieść Historia srebrnego talizmanu, seria poetycka Zaczarowane rymowanki) i dla dorosłych (Poduszka w różowe słonie, Sukienka z mgieł). Prowadzi także warsztaty twórczego pisania dla dzieci, młodzieży i dorosłych.

Jaki układ wiąże Tamar – żywiołową autorkę bestsellerów ze spokojną Martą? Dlaczego Marta podporządkowuje się ustalonym przez Tamar zasadom, które komplikują jej relacje z ludźmi, rujnują związek z Filipem, a wreszcie zmuszają do zmierzenia się z odpowiedzialnością za ludzkie życie? Co się stanie, gdy Marta zakwestionuje przyjęte wiele lat temu reguły?

Lubię słuchać ciekawych opowieści. Jestem pewna, że nie jestem w tym odosobniona. Od dziecka często słuchamy różnych opowiadań czy baśni. Rozbudzają wyobraźnię i fascynują. Można powiedzieć, że bohaterki tej powieści "kolekcjonują" zasłyszane opowieści i wykorzystują je do własnych celów.

Tamar jest pisarką, Marta tłumaczką. Pierwsza dla usłyszenia opowieści jest w stanie zrobić wiele. Nie widzi problemu by przespać się z nowo poznanym mężczyzną czy zatrudnieniem się w hospicjum. Nawet Marta uważa jej postępowanie za wysoce naganne. Porównuje Tamar do hieny czy prostytutki. Kurwa daje za pieniądze, ty za opowieść. (…) Wysysasz opowieści z umierających! Czyhasz na czyjąś śmierć, żeby ją opisać! Wampirzyca! Hiena cmentarna! Trudno jednak poważnie traktować ocenę zachowania Tamar, gdyż Marta też nie jest bez winy. Szukając tematów na kolejne książki Tamar, potrafiła zrazić do siebie niektóre osoby czy doprowadzić do rozstania z mężczyzną swojego życia.

Dziwna i do końca niejasna jest relacja tych dwóch kobiet. Marta wydaje się bezwolną marionetką w rękach zręcznej lalkarki. Prawdę mówiąc nie rozumiałam tego zagadkowego układu (do czasu) i może dlatego nie byłam w stanie wykrzesać choć odrobiny sympatii. Nie dlatego, że mnie nie przekonały, bo sądzę że zostały wykreowane całkiem dobrze, ale tak czasami bywa, że brak chemii między czytelnikiem i bohaterem. I to właśnie taki przypadek.

Uważam, że najmocniejszą stroną Złodziejki opowieści są z całą pewnością zamieszczone opowieści. Poza tym bardzo ciekawie nakreślone są osoby, które raczą swoimi przeżyciami Martę i Tamar. Miałam wrażenie, że te postaci, które pojawiają się na kartach książki tylko na chwilę są bardziej interesujące i potrafią przykuć uwagę. Nie mogę jednak nie wspomnieć o dwóch kobietach bardzo, które okazują się bardzo ważne dla fabuły. Kobiety te są mistrzyniami drugiego planu i jestem zdania, że bardzo często właśnie takie osoby kradną całą sztukę. Antonia – wiedźma, szeptucha, której opowieść również znajduje się w tej książce i Donata – świetna młoda kobieta, właścicielka zakładu pogrzebowego. Takich dwóch przyjaciółek życzyłabym każdej z nas.

Złodziejka opowieści to przykład powieści napisanej przez kobietę, dla kobiet i o kobietach. Babska literatura – wiem jak to brzmi, ale tak. Nie sądzę żeby panowie sięgnęli po tę książkę i jest to dla mnie całkowicie zrozumiałe. Książka napisana jest lekko i przystępnie, dzięki czemu czas poświęcony lekturze jest dość krótki. Niestety muszę zarzucić jej pewną przewidywalność, a co za tym idzie brak zaskoczenia. 

Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Joanny M. Chmielewskiej. Czy będą kolejne tego nie wiem. Prawdę mówiąc to padłam ofiarą pomyłki. A wszystko przez szybkość i nieuwagę. Byłam pewna, że zamawiam powieść Chmielewskiej bez „M”. Ale stało się, jak się stało. Nie twierdzę, że to była strata czasu, ale na pewno nie to, czego się początkowo spodziewałam.

Dla kogo ta książka? Dla wielbicielek twórczości Joanny M. Chmielewskiej i powieści obyczajowych. A nade wszystko dla tych z was, którzy chcą „wysłuchać” całkiem niezłych, często bardzo smutnych opowieści.

Nie odpowiem tym razem na pytanie: czy przeczytać Złodziejkę opowieści? Każdy sam musi podjąć tę decyzję, bez mojej pomocy.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:
Akcja 100 książek w 2018 roku – 87/100, Czytam, bo polskie, Czytelnicze igrzyska, Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza – 263 stron, Przeczytam 52 książki w 2018 roku – 52/87, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 1,8 = 16,8 cm, W 200 książek dookoła świata – Polska, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie czytelnicze Wiedźmy – osoba

piątek, 14 września 2018

Do zobaczenia w zaświatach - Pierre Lemaitre


Autor – Pierre Lemaitre
Tytuł – Do zobaczenia w zaświatach
Tytuł oryginału – Au revoir là-haut
Przekład – Joanna Polachowska, Oskar Hedemann
Wydawnictwo Albatros
ISBN 978-83-8125-358-1

Wojna to świetny interes, który nie kończy się wraz z zawarciem pokoju...

Francja po Wielkiej Wojnie. Kraj gloryfikujący poległych i zapominający o żywych. Cyniczny portret czasów po I wojnie światowej. Historia przyjaźni i spektakularnego oszustwa.

Pierre Lemaitre – francuski pisarz i scenarzysta. Popularność zdobył jako autor powieści kryminalnych, z których kilka ukazało się w Polsce. Rok 2013 okazał się szczególny dla kariery pisarza. Jego powieść kryminalną Alex nagrodzono CWA International Dagger, a Do zobaczenia w zaświatach, wykraczającej poza ramy gatunku uprawianego dotychczas przez Lemaitre'a, przyznano najważniejsze Francuskie wyróżnienie literackie – Nagrodę Goncourtów, określanej mianem „małego Nobla”.

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Lemaitre'a. Kilka lat temu czytałam jego serię kryminalną z Camillem Verhoevenem w roli głównej: Koronkowa robota, Alex, Ofiara. Wiedziałam więc, że mogę liczyć na kawał dobrej literatury. Co prawda Do zobaczenia w zaświatach kryminałem nie jest, ale ja lubię, gdy pisarz próbuje nowych dróg.

Zdemobilizowani żołnierze zwycięskiej francuskiej armii powracają do domów jako wielcy przegrani. Rząd nie kwapi się do udzielania pomocy weteranom, takim jak skazany na życie z dala od ludzkiego wzroku Édouard Péricourt czy bojący się własnego cienia Albert Maillard. Ci dwaj połączeni trudną przyjaźnią, zepchnięci na margines życia mężczyźni wegetują bez jakichkolwiek widoków na przyszłość.
Niektórym jednak – tym, co wiedzą, jak zrobić na wojnie interes – wiedzie się świetnie, na przykład znienawidzonemu byłemu dowódcy Édouarda i Alberta. Dwaj przyjaciele przygotowują więc misterny przekręt, który pozwoli im jednocześnie się zemścić i zrobić interes życia.

Do zobaczenia w zaświatach jest, jak dotąd, najlepszą powieścią Lemaitre'a, którą miałam okazję czytać. Nie jest łatwo ją sklasyfikować, bo wszystkiego jest w niej po trochu: historii, przygody, kryminału..., ale najbardziej pasuje do niej określenie powieść łotrzykowska, mocno ironiczna. Tematem jest nie tyle I wojna światowa, lecz to co następuje po niej. Przyznam szczerze, że miałam obawy co do tej pozycji. Jak widać całkiem nieuzasadnione.

Bohaterami powieści Lemaitre'a są Albert Maillard i Édouard Péricourt – księgowy i artysta. Wydawać by się mogło, że trudno o mniej dobranych przyjaciół, ale wojna zbliża. Zbliża także niebezpieczeństwo, wspólne przeżycia ocierające się często o śmierć. Wojna zmienia ludzi. Nasi bohaterowie nie wyszli z tego bez szwanku. Obydwaj są okaleczeni psychicznie, a Édouard dodatkowo trwale zeszpecony. Przeciwieństwem tej dwójki jest porucznik Pradelle, ich brutalny dowódca. Cała historia została zbudowana przede wszystkim na tych trzech mężczyznach, z których każdy inaczej radzi sobie w powojennej zawierusze.

Niesamowita intryga, inteligentna ironia, rewelacyjna historia i ciekawa fabuła. Bardzo dobrze wykreowani bohaterowie, wyraziści, prawdziwi, ludzcy, nie kryształowi. Wspaniała wielowątkowa powieść, która nikogo nie pozostawi obojętnym. Ogromna niesprawiedliwość i wspaniała męska przyjaźń. To i jeszcze więcej w powieści Do zobaczenia w zaświatach francuskiego pisarza. Nic tylko czytać – bo naprawdę warto.

Najnowsza powieść Lemaitre'a daje mi nadzieję i napawa zadowoleniem. Cieszę się, że wśród tak wielu pozycji ukazujących się na naszym rynku wydawniczym pojawiają się takie brylanty jak Do zobaczenia w zaświatach. I jeszcze dwa słowa – gorąco polecam.

Dziękuję



Książka bierze udział w wyzwaniach:
Akcja 100 książek w 2018 roku – 86/100, Czytelnicze igrzyska, Grunt to okładka, Olimpiada czytelnicza – 544 stron, Przeczytam 52 książki w 2018 roku – 86/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 3,6 = 15 cm, Świat kultury 2018, W 200 książek dookoła świata – Francja, Wielkobukowe wyzwanie – lista czarna, Wyzwanie Czytamy nowości

poniedziałek, 10 września 2018

Wredne igraszki - Sally Thorne


Autor – Sally Thorne
Tytuł – Wredne igraszki
Tytuł oryginału – The Hating Game
Przekład – Katarzyna Karłowska
Dom Wydawniczy Rebis
ISBN 978-83-8062-172-5


Nieprawdopodobnie zabawny i seksowny romans biurowy, który opowiada o tej cienkiej, subtelnej linii, która dzieli nienawiść od miłości.

Chyba poznaliście mnie już na tyle, żeby wiedzieć, że niezmiernie (a nawet prawie wcale) rzadko sięgam po romanse. Jakoś się za bardzo nie lubimy. Ale opis powieści Sally Thorne przypominał mi filmy z gatunku komedia romantyczna. Prawdę mówiąc nie miałam żadnych oczekiwań, bo ani tytuł, ani autorka nie była mi znane. I chyba tak jest dobrze, bo byłam przygotowana na wszystko.

Sally Thorne mieszka w Australii. Po godzinach pracy zamyka się w swoim barwnym, fikcyjnym świecie. Wierzy, że miłośniczki romansów w każdej książce szukają uczuć jeszcze bardziej intensywnych niż je znalazły w poprzedniej, a nie jest to łatwe...

Bohaterami powieści Wredne igraszki są Lucy Hutton i Joshua Templeman. Pracują razem i są asystentami prezesa, przez co spotykają się codziennie i często muszą ze sobą współpracować. Wraz z pojawieniem się szansy na awans, dla jednego z nich, zaczyna się walka o "stołek". I musicie mi uwierzyć na słowo – miło nie będzie, tym bardziej, że Lucy i Joshua się zwyczajnie nie lubią. Nie, nie lubią, oni się nienawidzą. Ale jak powszechnie wiadomo między nienawiścią a miłością jest maleńka, często prawie niezauważalna granica.


Lucy i Joshua. Trudno o bardziej różne osoby i charaktery. On jest formalny, chłodny, sztywny. Ona słodka, ujmująca, sympatyczna, lubiana. On duży, a ona malutka jak Smerfetka (bo Lucy bardzo lubi maleńkie niebieskie Smerfy). Z nią każdy by się zaprzyjaźnił, a jego najchętniej kopnął w kostkę. Ale jak wszyscy wiedzą przeciwieństwa się przyciągają.

I do tej pory było nawet w porządku, już zaczynała mi się podobać ta książka. Ale... Zawsze musi być jakieś ale. Zwłaszcza wtedy, gdy za romans bierze się osoba, która z gruntu romansów czytać nie lubi. Na całe szczęście nie jest to kolejny tani i powtarzalny harlequin, bo tego bym po prostu nie zniosła. Autorka zaserwowała nam kilka zabawnych sytuacji i trochę humorystycznych dialogów, lecz gdy zaczyna dochodzić do głosu uczucie robi się słodko (jak dla mnie za słodko). Zdecydowanie byłoby bardziej interesująco, gdyby dłużej ze sobą „walczyli” i pokazywali pazurki, ale w końcu to jednak romans.

Wredne igraszki to książka napisana poprawnie i wierzę w to, że wielu czytelniczkom przypadnie do gustu. Mnie oczywiście nie do końca przekonała i teraz mam już pewność, że jest to taki gatunek literacki, po który nie powinnam wyciągać ręki. Jak to bywa w tego typu literaturze bohaterowie nie są najbardziej błyskotliwi, a niekiedy ma się wrażenie, że czyta się o uczniach szkoły podstawowej (pierwsze klasy) nie o dorosłych i odnoszących sukcesy w pracy. No, ale może się niepotrzebnie czepiam – w końcu co ja tam wiem o romansach. Co tu dużo pisać, taki sobie romans biurowy, bez zbytniego polotu.

Wredne igraszki to lektura dla mniej wymagających czytelniczek (celowo piszę czytelniczek, bo nie sądzę, żeby książka znalazła odbiorców u płci przeciwnej). Plusem jest to, że powieść jest lekko i zabawnie napisana, więc czyta się ją szybko. Ale to za mało, żeby miało to książkę uratować przed krytyką. Uważam, że historia jest trochę naciągana i ogólnie dość słaba. Absolutnie nie wnosi nic nowego i nie pozostawia po sobie żadnego śladu. Jestem pewna, że po odłożeniu na półkę od razu o niej zapomnę. Nie polecam osobom, które szukają czegoś więcej niż taniej rozrywki.

Dziękuję



Książka bierze udział w wyzwaniach:
Akcja 100 książek w 2018 roku – 85/100, Czytelnicze igrzyska, Grunt to okładka, Olimpiada czytelnicza – 424 stron, Przeczytam 52 książki w 2018 roku – 85/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,8 = 11,4 cm, W 200 książek dookoła świata – Australia, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie czytelnicze Wiedźmy – przymiotnik, Zatytułuj się 2 - T