wtorek, 17 lipca 2018

Mój mąż i ja - Ingrid Seward


Autor – Ingrid Seward
Tytuł – Mój mąż i ja
Tytuł oryginału – My Husband and I
Przekład – Joanna Lipińska
Wydawnictwo Feeria
ISBN 978-83-7229-755-6


Ingrid Seward jest redaktorem naczelnym Majestywiodącego miesięcznika obejmującego wszystkie aspekty brytyjskich, europejskich i innych rodzin królewskich na całym świecie. Uznawana jest za jednego z najwybitniejszych pisarzy, komentatorów i biografów specjalizujących się w rodzinie królewskiej i cieszy się szczególnym związkiem z Królewskim Domem. Wydała ponad 20 książek. Obecnie jest królewskim komentatorem Good Morning America w sieci ABC.
Ona – młoda i z królewskiego rodu. On – przystojny, ale dużo uboższy młodzieniec w marynarskim mundurze z monarszej rodziny z dalekiego, małego kraju. Brzmi bajkowo? Ta książka to prawdziwa opowieść o związku wbrew wszystkim, nawet wbrew samemu sobie. O szczerym uczuciu, które musi iść w parze z dyktatem konwenansów. O rozczarowaniu, kiedy już wiadomo, że nawet życie prawdziwej księżniczki nie jest bajką.

A owa nie-bajka zaczyna się w 1947 roku, kiedy to Elżbieta i Filip powiedzieli sobie sakramentalne tak. Czytając, można się poczuć jakby się brało udział w tej podniosłej uroczystości. Dziennikarze rozstawieni w strategicznych punktach, z których mieli najlepszy widok komentowali ten wyjątkowy ślub.

Jak we wstępie napisała autorka, siedemdziesiąta rocznica ślubu to szczególnie dobry moment na przedstawienie historii królewskiej pary, zwłaszcza w kontekście zmian, które dzieją się na świecie.

Na początku wszyscy zadawali sobie pytanie, czy grecki książę prawie bez grosza przy duszy i królewna będąca najlepszą partią na świecie to dobry pomysł na związek? Jednak niepotrzebnie się martwiono. Królowa i książę Filip dopasowali się niedługo po wejściu w związek małżeńskim i dzięki temu ich małżeństwo okazało się niezwykle udane. Cały czas są sobie bardzo bliscy, nawet po tak długim czasie. Ale nie myślcie, że zawsze była tylko sielanka.

Podczas trwania małżeństwa Elżbieta i Filip byli świadkami różnych burzliwych momentów w historii Wielkiej Brytanii, począwszy od okresu po wojnie, do równie mrocznych dni czasów terroryzmu, w których teraz przyszło nam wszystkim żyć. Obserwowali jak ich dzieci dorastają, zakładają własne rodziny, rozwodzą się oraz jak znajdują szczęście u boku nowych partnerów. A teraz stali się obserwatorami życia swoich wnuków i prawnuków.

Obecnie na świecie żyje 12 rodzin królewskich i książęcych (Hiszpania, Andora, Belgia, Niderlandy, Luksemburg, Monako, Liechtenstein, Norwegia , Dania, Szwecja). Jednak wydaje mi się, że najbliższe nam jest Królestwo Wielkiej Brytanii. To stamtąd odbieramy najwięcej doniesień. A bywają też takie osoby, które żyją życiem pary królewskiej i jej rodziny. Śledzą śluby i narodziny kolejnych potomków. Nie dziwi więc, że z chęcią czytamy o możnych tego świata. Bo czyż to nie jest jednak jak w bajce. Współczesnej bajce.

Powinniśmy pamiętać, że Polska też kiedyś miała królów, królowe, książąt. I trochę szkoda, że to już minęło. Dzisiaj pozostały nam filmy kostiumowe, historyczne i oglądanie relacji z dworu brytyjskiego i oczywiście czytanie takich publikacji, jak Mój mąż i ja.

Ingrid Seward dołożyła starań by książkę czytało się dobrze. Nie są to tylko suche fakty, a każda opisana sytuacja została bardzo obrazowo przedstawiona, dzięki czemu ma się wrażenie uczestnictwa w większości zdarzeń. Jednak uważam, że jeśli są wśród was osoby, które śledzą życie brytyjskiej rodziny królewskiej, to nie dowiedzą się z tej biografii dużo więcej, niż już wiedzą. Wydaje mi się, że jest to publikacja dla osób, które nie znają za bardzo realiów i zwyczajów panujących w tych kręgach.

Książka Mój mąż i ja jest rzetelnie napisana, przystępnym językiem, więc nikt nie powinien mieć problemu z przyswojeniem jej treści. Zainteresowanych życiem królowej Elżbiety, księcia Filipa i ich rodziny zapraszam do lektury.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:
ABC czytania – wariant 2, Akcja 100 książek w 2018 roku – 66/100, Czytelnicze igrzyska, Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza – 320 stron, Przeczytam 52 książki w 2018 roku – 66/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,5 = 21 cm, W 200 książek dookoła świata -Wielka Brytania, Wielkobukowe wyzwanie – lista czarna – giganci, Wyzwanie Czytamy nowości, Zatytułuj się 2 - S

piątek, 13 lipca 2018

Sekret listu - Lucinda Riley


 Autor – Lucinda Riley
Tytuł – Sekret listu
Tytuł oryginału – The Love Letter
Przekład – Paweł Lipszyc, Anna Esden-Tempska
Wydawnictwo Literackie
ISBN 978-83-8125-276-8


Lucinda Riley, irlandzka pisarka, autorka powieści obyczajowych, spośród których największą popularnością wśród czytelniczek na całym świecie cieszą się Dom orchidei oraz cykl Siedem Sióstr. Od 1982 roku Lucinda próbowała swoich sił jako aktorka, występując w teatrze i grając w produkcjach telewizyjnych. Pod swoim prawdziwym nazwiskiem Lucinda Edmonds napisała osiem książek. Postanowiła zrobić sobie krótką przerwę, po której powstała powieść Dom orchidei. To była pierwsza książka, z której Riley była zadowolona. Każda kolejna od tego momentu trafiała na światowe listy bestsellerów.
Śmierć wielkiego aktora Jamesa Harrisona wywołuje poruszenie nie tylko w Wielkiej Brytanii. Dziennikarka Joanna Haslam, idąc na nabożeństwo żałobne, w którym ma uczestniczyć wiele słynnych osób, liczy na smakowite kąski mogące poprawić jej pozycję w redakcji. Tymczasem uwagę dziennikarki odciąga pewna staruszka, uniemożliwiając jej polowanie na sensację.
Rozczarowana Joanna nie ma pojęcia, że dzięki nieznajomej otwiera się przed nią szansa na odsłonięcie długo skrywanej tajemnicy, która może wstrząsnąć monarchią. I nie wie, że są ludzie, którzy nie cofną się przed niczym, żeby tylko nie dopuścić, aby pewien napisany przed laty list miłosny wpadł w niepowołane ręce.

James Harrison był przez całe życie w posiadaniu pewnego listu, którego strzegł jak oka w głowie. Po jego śmierci rozpętuje się prawdziwe piekło, bo każdy, dosłownie każdy chciałby ten list dostać w swoje ręce. Joanna Hastam staje przed możliwością rozwikłania jednej z najpilniej strzeżonych tajemnic ubiegłego wieku, z którą związek ma... monarcha brytyjski.

Powieści Lucindy Riley charakteryzują się lekkością pióra, dużą wyobraźnią uzupełnioną o wiedzę historyczną oraz precyzyjność i drobiazgowość opisów. Nie wiem, jak jest z innymi czytelnikami, ale w moim przypadku kartki same się przewracają, a lektura książki nie zajmuje wiele czasu – prawdę mówiąc czyta się błyskawicznie. Poza tym każdą książkę Riley biorę w ciemno i jeszcze się nie zawiodłam.

Bardzo dobrze wykreowani bohaterowie, robią wrażenie jakby za moment mieli wyjść z kart książki i wpaść do mnie na herbatkę (przynajmniej takie jest moje wrażenie). Nie sposób nie polubić, choć trochę, Joanny z tym jej dziennikarskim nosem, który lubi wtykać tam, gdzie nie powinna.

We wcześniejszych książkach (Dziewczyna na klifie oraz trzy części Siedmiu Sióstr) Riley ubarwiała powieść obyczajową, bardziej lub mniej rozbudowanym wątkiem romantycznym. W Sekrecie listu dochodzi nam jeszcze wątek kryminalny, po którym irlandzka pisarka porusza się równie sprawnie.

Każda kolejna książka Lucindy Riley to przepiękna okładka, tak jest i w tym przypadku. Jestem pewna, że tak zwane okładkowe sroki rzucą się na tę powieść. Wydawnictwo Albatros dołożyło wiele starań, żeby publikacje książek Riley były idealne. Sami stwierdźcie, czyż nie ta okładka nie cieszy oczu. A wydawnictwo po raz kolejny mnie zaskoczyło, bo oprócz książki w paczce znajdowała się puszka z herbatką Earl Grey i przepis na ciasteczka.

 
 
 

Ale co ja tam o okładce. Najważniejsze jest to co czai się między okładkami. A zawartość jest doprawdy zacna. Na ponad pięciuset stronach jesteśmy świadkami nieprzewidywalnej, wciągającej, pełnej intryg i tajemnic historii. Lektura absorbuje od pierwszych stron i tak już zostaje do samego końca. Irlandka tym razem daje nam wielowątkową, zajmującą, bardzo klimatyczną opowieść, z trudnymi wyborami, zakazanymi romansami i zagmatwanymi tropami, które autorka co jakiś czas nam podrzuca..

I choć klimat, do którego Riley nas przyzwyczaiła jest troszkę odmienny od tego, co do tej pory miałam okazję poznać, to przez książkę płynie się z nurtem i możliwe jest zarwanie nocy. Troszeczkę brakowało mi tutaj magii Siedmiu Sióstr, ale za to Riley pokazała nam nową twarz. Czy lepszą? To musicie ocenić i rozważyć sami. Ja tę Riley kupuję w całości i oczywiście Sekret listu gorąco polecam.

Dziękuję

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Akcja 100 książek w 2018 roku – 65/100, Czytelnicze igrzyska, Dziecięce poczytania, Łów słów – kret, list, Olimpiada czytelnicza – 512 stron, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2018 roku – 65/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 3,5 = 18,5 cm, W 200 książek dookoła świata – Irlandia, Wyzwanie Czytamy nowości, Zatytułuj się 2 - R


środa, 11 lipca 2018

Niespłacone długi - Petros Markaris


Autor – Petros Markaris
Tytuł – Niespłacone długi
Tytuł oryginału – Lixiprothesma Dania
Cykl – Trylogia kryzysu
Seria – Zbrodnia w cieniu Akropolu
Przekład – Przemysław Kordos
Oficyna Literacka Noir sur Blanc
ISBN 978-83-6561-370-7

Ateny, lato 2010 roku. Mieszkańcy z wypiekami na twarzy śledzą kolejne mecze Mundialu, ale miasto dusi fala upałów oraz przeciągający się kryzys finansowy. Mimo to opowieść rozpoczyna się od szczęśliwego wydarzenia: ateński policjant, inspektor Charitos, wydaje za mąż swoją jedynaczkę. Ale radość nie trwa długo, ponieważ pojawia się morderca, który na celownik bierze bankowców. Najgorsze, że zabójcą może być praktycznie każdy – połowa ateńczyków ma pożyczki, zaś wielu z nich spóźnia się ze spłacaniem kolejnych rat. Charitos i jego ludzie próbują uspokoić sytuację, zanim runie system bankowy.

Petros Markaris jest scenopisarzem, prozaikiem i tłumaczem. Od 1964 roku na stełe mieszka w Atenach. Jest autorem scenariuszy do filmów Teodorosa Angelopulosa, m.in. Aleksander Wielki, Spojrzenie Odyseusza, a przede wszystkim wielu poczytnych kryminałów, które zostały przetłumaczone na wiele języków. Jego ulubionym bohaterem jest ateński policjant Kostas Charitos, który wystąpił już w dziesięciu powieściach.

Po powieść Petrosa Markarisa sięgnęłam w idealnym momencie. Akcja akurat dzieje się w trakcie trwania Mundialu i teraz po ośmiu latach też mamy Mundial, a aura również jest gorąca i duszna. Dla nas Polaków dodatkowo temat wszelkich kryzysów gospodarczych jest dość bliski, więc poruszanie się po powieści greckiego pisarza powinno być łatwe.

Mundial Mundialem, ale właśnie ktoś, z niezbyt wyszukanym poczuciem humoru postanawia zabawić się w Boga i przez dekapitacje pozbawia życia bankowców. Autor jednak nie wdaje się zbytnio w szczegóły, więc nie mamy podanych na tacy widoków z miejsc zbrodni. Sprawą tych morderstw zajmuje się Kostas Charitos, inspektor ateńskiej policji, o którym mogę powiedzieć tylko tyle, że go polubiłam.
Dziwny to kryminał. Przypominał mi niezmiennie przewodnik po Grecji, po Atenach, nawet z czasem potrzebnym na przebycie jakiejś drogi. Może kiedyś odwiedzę kraj Sokratesa i właśnie jako podręczne itinerarium użyję Niespłaconych długów.

Książkę czyta się niełatwo (celowo nie użyłam stwierdzenia, że trudno, bo tak nie jest). Jak na kryminał to tempo jest nieśpieszne, a czasami nawet senne. Brakowało mi elementów zaskoczenia, dreszczyku podniecenia przy przewracaniu kolejnych kartek. Do tego cała paleta obcobrzmiących (dla nas) greckich nazwisk – tych wszystkich -tosów, -kasów, -losów... - nie ułatwiała lektury, a osoby (przynajmniej na początku książki) zlewały mi się w jedno.

Zapomnijcie o Grecji jaką znacie z filmów dokumentalnych czy folderów turystycznych. W powieści Petrosa Markarisa to nie zabytki są najważniejsze. Nie odwiedzimy pięknych plaż przy nowoczesnych hotelach. Czas spędzamy z komisarzem Kostasem Charitosem w upale, w zaułkach, w korkach blokujących ulice...

Nie jest to książka rewolucyjna, raczej ciekawostka literacka, bo wcześniej nie miałam okazji by poznawać grecką literaturę zbyt często, a kryminał pochodzący z miejsca narodzin filozofii był dla mnie zagadką.

Mimo wszystko pierwszą część Trylogii kryzysu uważam za dość udany eksperyment i bardzo możliwe, że kiedyś sięgnę po resztę.  Niespłacone długi to książka dla wiernych wielbicieli kryminałów, ale także dla miłośników Grecji (a może przede wszystkim).

Dziękuję

Książka bierze udział w wyzwaniach:
Akcja 100 książek w 2018 roku - 64/100, Czytelnicze igrzyska, Olimpiada czytelnicza – 368 stron, Przeczytam 52 książki w 2018 roku – 64/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,6 = 15 cm, Świat kultury – gospodarka, W 200 książek dookoła świata – Grecja, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie czytelnicze Wiedźmy - przymiotnik

poniedziałek, 9 lipca 2018

99 dni lata - Katie Cotugno

Autor – Katie Cotugno
Tytuł – 99 dni lata
Tytuł oryginału – 99 days
Przekład – Anna Dobrzańska
Wydawnictwo Feeria Young
ISBN 978-83-7229-758-7

Dwaj bracia, jedna dziewczyna i trzy złamane serca...

Patrick był pierwszą miłością Molly i mieli zostać razem na zawsze... ale potem zakochała się w Gabie. Jego starszym bracie. Kiedy wszystko wyszło na jaw, całe miasto ją znienawidziło. Dlatego ostatnią klasę liceum spędziła w szkole z internatem. Teraz wraca do domu na lato. Przed nią długie 99 dni, podczas których będzie musiała zmierzyć się z dawnymi przyjaciółmi i obecnymi wrogami, prawdą i plotkami o sobie, a Gabe i Patrick nie pozwolą jej o sobie zapomnieć...

Zaczęło się lato i na tę okoliczność postanowiłam przeczytać jakąś lekką historię. Mój wybór, po zapoznaniu się z ofertą wydawnictwa, padł na 99 dni lata. Tam lato, tutaj lato... ale czy to wystarczy żeby zachwycić się powieścią amerykańskiej pisarki?

Molly zniszczyła wszystko, co tylko dało się zrujnować. Z Patrickiem związana była od dziecka. Jego bliscy traktowali ją jak członka rodziny. Zdawało się naturalne, że w pewnym momencie Molly i Patrick zostali parą. Byli prawie nierozłączni i szczęśliwi, ale zdarza się, że nie wszystko układa się tak, jak byśmy tego chcieli. W pewnym momencie pojawiły się rysy na tym idealnym związku. W chwili zwątpienia Molly korzysta z ciepłych ramion brata Patricka, Gabe'a. I stało się... Dziewczyna zwierza się jedynej osobie, której w tym momencie może zaufać, mamie. Jednak i w tym przypadku robi błąd. Mama Molly jest pisarką i wykorzystuje życie własnej córki do stworzenia nowej powieści. Chyba nie trzeba być geniuszem, żeby domyślić się jak zareagowali znajomi i przyjaciele nastolatki.

Wiem, wiem, wydaje wam się, że po tym co napisałam można spodziewać się świetnej książki. Niestety, jesteście w błędzie. Powieść Katie Cotugno jest słaba; jest przewidywalna; jest mocno denerwująca – mogłabym mnożyć następne jest... ale po co? Jedyną zaletą tej książki jest absolutne nieskomplikowanie, w związku z czym opowieść tę czyta się bardzo szybko. Uważam jednak, że nic nie wnosi i lektura 99 dni lata nic nie zmieni w naszym życiu.

Wiadomo, że bohaterką powieści Cotugno jest Molly i powinnam w tym momencie nic więcej nie pisać. Ale muszę... Molly jest jedną z najbardziej irytujących bohaterek z jakimi miałam do czynienia w ostatnim czasie. Zdecydowanie zbyt często miałam ochotę przełożenia jej przez kolano i przetrzepania czterech liter. Rzadko trafiam na takie postaci, które nawet przez moment nie wzbudzają we mnie ciepłych uczuć. Cotugno się udało w stu procentach wykreować bohaterów, którzy doprowadzali mnie do takiego stanu, że miałam ochotę cisnąć książką w kąt... o ścianę... przez okno...

Dziewięćdziesiąt dni to kawał czasu żeby naprawić to, co się kiedyś rozsypało, albo na to żeby jeszcze bardziej wszystko zagmatwać. Nie napiszę, co się wydarzyło. Jeśli sądzicie, że macie ochotę na tę książkę, to się dowiecie jakie kroki podejmie Molly i co z tego wyniknie.

Wydawało mi się, że opowieść Katie Cotugno miała potencjał, ale niestety coś mi nie zagrało. Może to sama historia, może bohaterowie – sama już nie wiem. Ale po lekturze 99 dni lata wiem jedno – trochę szkoda mi jest tego czasu, który poświęciłam na przeczytanie książki. Denerwujące postaci, a szczególnie wkurzająca mnie co kilka kartek Molly, dopełniły dzieła. Nie potrafiłam wykrzesać w sobie choćby odrobiny współczucia dla głównej bohaterki, a sądzę, że o to właśnie chodziło autorce.

Jeżeli szukacie lekkiej i nieskomplikowanej powieści na lato, to może 99 dni lata wpiszą się w wasz gust. Po sprawdzeniu ocen tej książki byłam w lekkim szoku, jak wielkiej liczbie czytelniczek ta historia się spodobała. Ale jest to książka dla młodzieży, więc ja chyba jestem po prostu na nią za stara. Czy czytać, czy nie – wybór pozostawiam wam.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:
Akcja 100 książek w 2018 roku – 63/100, Czytelnicze igrzyska, Olimpiada czytelnicza – 360 stron, Przeczytam 52 książki w 2018 roku – 63/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,7 = 12,4 cm, W 200 książek dookoła świata – Stany Zjednoczone, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie czytelnicze Wiedźmy – liczb, czas, Zatytułuj się 2 - C

sobota, 7 lipca 2018

Z obłędu odsiać słowo, wers, drogę - Charles Bukowski


Autor - Charles Bukowski
Tytuł - Z obłędu odsiać słowo, wers, drogę
Tytuł oryginału – Sifting through the Madness for the Word, the Line, the Way: New Poems
Przekład - Michał Kłobukowski
Oficyna Literacka Noir sur Blanc
ISBN 978-83-7392-623-3


Moje kolejne spotkanie z, prawdopodobnie, największym literackim autsajderem w Stanach Zjednoczonych w czasach, gdy bycie autsajderem było w modzie. Postać Charlesa Bukowskiego przybliżałam już kilkakrotnie przy okazji wcześniejszych recenzji, więc tym razem sobie i wam tego odpuszczę. Skupmy się zatem na wierszach, występujących w zbiorze Z obłędu odsiać słowo, wers, drogę w olbrzymiej liczbie stu pięćdziesięciu i jeden. Niektórzy poeci napisali tyle przez całe życie, a w przypadku Bukowskiego są to jedynie utwory niepublikowane za życia poety, a i to pewnie nie wszystkie; co więcej, jak pisze Marcin Baran w posłowiu, Bukowski sam „przeznaczył do publikacji po swojej śmierci”. Mamy zatem do czynienia po raz kolejny z aktem autokreacji poety, który wybiera wiersze, mające znaleźć się w jego pośmiertnej antologii. Czytelnik otrzymuje opasły (czterysta pięćdziesiąt stron!) tom poetycki, będący niejako esencją twórczości Bukowskiego. Nie znajdziemy tu więc nowych słów, wersów i dróg; zamiast tego kroczymy dobrze znanymi ścieżkami, czytamy słowa i wersy brzmiące podobnie do innych tomów poetyckich i zbiorów opowiadań autora Listonosza. W niczym to jednak nie powinno przeszkadzać fanom (wyznawcom?) starego świntucha, a nawet wręcz przeciwnie.

[…]
i tak nie ma
nic
do wygrania

a zresztą
pamiętaj
tylko jedna rzecz
na świecie
jest lepsza od
smacznie przespanej
nocy

ta
najlepsza to:
łagodna
śmierć.

Wśród stałych motywów spotykamy w wierszach te najbardziej charakterystyczne dla Bukowskiego, czyli picie, kobiety i wyścigi. Nałóg nie opuszczał poety w życiu, więc poeta przelewał go także na papier, wprost do swojej twórczości. Swoją drogą, pisanie samo w sobie także stanowiło nałóg autora Hollywood, od którego nie mógł się uwolnić. Potrzeba pisania, uwieczniania w słowach własnych historii i histerii, frustracji i iluminacji, a przede wszystkim codziennego doświadczania szaleństwa w najczystszej postaci. Z tego otaczającego go zewsząd obłędu Bukowski odsiał słowa i wersy, by stworzyć z nich drogę dla tych, którzy go czytają. Nie chodzi mi wcale, by wrzucać na siłę wiersze Bukowskiego do jednego worka razem z kazaniami kaznodziejów, nawet jeśli byliby to wielcy rosyjscy pisarze, jak Fiodor Dostojewski czy Lew Tołstoj. Wiersze stanowiące odsiew szaleństwa odwołują się do poszukiwania jednej z ważniejszych wartości ludzkiego istnienia, czyli prawdy. Autor Szmiry wytyka fałsz, który dostrzega w świecie; robi to w sposób bezlitosny, ironiczny i niemal natchniony. Bukowski ustami Chinaskiego, swego literackiego alter ego, przemawia w niektórych wierszach niczym pijany mistrz do adeptów sztuki najważniejszej.


Marcin Baran zauważa, że Bukowski wchodzi chętnie w skórę białego Amerykanina, mizogina; poeta „pokazuje się jako najprawdziwszy szowinistyczny, męski, stuprocentowy wieprz, i dobrze mu z tym”. Z jednej strony możemy nie lubić autora za tę maskę, którą zakłada, ale nie sposób mu tego nie wybaczyć, gdy z podobną werwą łaja siebie, nie szczędząc sobie ironicznych sztychów, jak i innych samców, kobiety, białych, czarnych i Azjatów, bez wyjątku wszystkich, którzy tylko pozwalają sobie na zakłamanie. Poezja nie może, wg autora Nocy waniliowych myszy, zachodzić w fałszu, dlatego jest w niej wszystko, co dla twórcy prawdziwe i ważne.

jeszcze raz wznoszę więc toast za zdrowie
białego Amerykanina
mieszczucha i samca,
przedmiotu
wszystkich kpin,
błazna,
bydlaka,
telewidza,
psa,
piwosza,
seksisty i świntucha,
[…]

Z obłędu odsiać słowo, wers, drogę stanowi spójny komunikat poetycki dzięki stałości motywów pojawiających się w całej twórczości Bukowskiego. Zbiór ten jest dopełnieniem bogatego dzieła życia starego świntucha, w którym wrażliwość artysty skrywa się w burdelach lub na dnie butelki. Bukowskiemu nie można też zarzucić, cytując słowa jednej z piosenek Kultu, że „sprzedał swoje słowa tym, co nas ogłupiają”; nawet gdy wreszcie zaczął być szerzej rozpoznawalny i honoraria stały się naprawdę przyzwoite, Chinaski nie miał problemu, by autoironicznie z tego powodu sobie dowalić. Dla tych, co Bukowskiego znają, czytajcie poezję; dla tych, co chcą go poznać, zacznijcie od czegoś innego, Listonosza albo Kłopoty to męska specjalność.


Dziękuję

Książka bierze udział w wyzwaniach:
ABC czytania – wariant 1, Akcja 100 książek w 2018 roku – 62/100, Czytelnicze igrzyska, Olimpiada czytelnicza – 458 stron, Przeczytam 52 książki w 2018 roku – 62/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 3,4 = 9,7 cm, W 200 książek dookoła świata – Stany Zjednoczone, Wyzwanie Czytamy nowości