sobota, 24 września 2016

Wzburzenie - Philip Roth

Autor – Philip Roth
Tytuł – Wzburzenie
Tytuł oryginału – Indignation
Przekład – Jolanta Kozak
Wydawnictwo Literackie
ISBN 978-83-08-06188-6

 Wzburzenie

Philipa Rotha już poznałam przy okazji czytania powieści Konające zwierzę i wiedziałam, że z chęcią jeszcze wrócę do jego twórczości.  Portret psychologiczny starego człowieka trawionego przez pożądanie był niezwykle udany, dlatego też z zainteresowaniem sięgnęłam po Wzburzenie, historię życia blisko dwudziestoletniego chłopaka, syna koszernego rzeźnika z New Jersey.
Jesienią, gdy podjąłem studia na pierwszym roku w Robert Treat, a ojciec zaczął ryglować na dwa zamki od frontu i tylne drzwi, tak że swoimi kluczami żadnych nie mogłem otworzyć i musiałem walić pięściami w jedne lub drugie, żeby wpuścił mnie do środka, bo wracałem akurat z zajęć dwadzieścia minut później, niż on to sobie wyliczył, doszedłem do wniosku, że mój ojciec zwariował.
Narracja rozpoczyna się w roku 1950, tym samym, w którym rozpoczęła się wojna koreańska. Marcus Messner, główny bohater i narrator jednocześnie, snuje swoją opowieść o dorastaniu w żydowskiej dzielnicy, pomocy w sklepie ojca i własnych osiągnięciach szkolnych. Wraz z upływającym czasem i dojrzewaniem Marcusa jego ojciec, z którym chłopak miał zawsze świetny kontakt, zaczyna coraz bardziej martwić się o syna. Stary Messner wszędzie dostrzega zagrożenia, czyhające na Marcusa i popada niemal w szaleństwo ze strachu, że jego syn się stoczy lub zginie. 

Marcus nie może wytrzymać atmosfery w domu, więc na drugi rok przenosi się do oddalonej o kilka stanów szkoły w Wineburg, bardzo skostniałej, purytańskiej i  głównie chrześcijańskiej placówki. Od samego początku nasz bohater ma problemy z zaaklimatyzowaniem się, starając się trzymać z dala od imprez, członkostwa w bractwie itp. Marcusowi zależało jedynie, by móc się w spokoju uczyć. Jednak uporządkowany świat Messnera zburzyło pojawienie się na horyzoncie płci przeciwnej.
Była pewna dziewczyna, może jeszcze nie całkiem na horyzoncie, ale w każdym razie wpadła mi w oko. Przeniesiona z innej uczelni na drugim roku, tak jak ja, blada i szczupła, z ciemnorudymi włosami i onieśmielającą mnie, ostentacyjnie wyniosłą manierą. Też chodziła na historię Ameryki i siadała czasem obok mnie, ponieważ jednak bałem się ryzykować, że każe mi się odczepić, nie zdobyłem się dotąd na odwagę choćby skinienia jej głową na dzień dobry, nie mówiąc nawet o zagadywaniu.
Olivia zmienia życie Marcusa, w jego sztywnym światopoglądzie pojawiają się luki, a on sam zaczyna się miotać coraz bardziej, nie wiedząc co powinien zrobić. Dziewczyna jest zupełnie inna od tych, z którymi bohater miał do czynienia w żydowskim światku Newark. Ona stanie się już niedługo źródłem jego kłopotów.

Warto przyjrzeć się bliżej Marcusowi. Moim zdaniem, jest on dość wstrętnym człowieczkiem, myślącym jedynie o sobie, nieprzyjmującym niczyich poglądów, w pewnym sensie zakochany w sobie i w tym, do czego przyzwyczaiło go domowe środowisko. W każdej sytuacji, która może nieść jakieś negatywne konsekwencje, boi się jedynie o swoją skórę. Nawet dosłownie, bo prawdziwym lękiem napawa go myśl o relegowaniu ze szkoły i włączenia do armii, równoznacznego z wysłaniem na wojnę w Korei.

Choć postawa bohatera Konającego zwierzęcia była mi obca, to jednak byłam w stanie zrozumieć jego rozterki i mu współczuć. We Wzburzeniu tego elementu zrozumienia mi brakuje. Nie starcza mi empatii, by przejąć się losem Marcusa Messnera, ani tym bardziej się z nim utożsamiać. Z coraz większą niechęcią poznawałam dalsze losy tego chłopaka, tak zdolnego, inteligentnego i uprzejmego przecież. Wzburzałam się tym, jakie zasady panują w Winesburg, jak zakłamany jest to światek, ale nie wzburzałam się z Messnerem.

Nie chcę nikogo zniechęcać do przeczytania tej niewielkiej powieści Rotha, bo warto ją poznać i w dodatku jej przeczytanie nie zajmie wiele czasu. Ciekawa jestem, czy ktoś z was znajdzie w sobie fragment Marcusa?
Czy po to właśnie istnieje wieczność, żeby się głowić nad chwilami życia? Kto by pomyślał, że trzeba będzie wiecznie pamiętać każdy moment życia, we wszystkich jego najdrobniejszych składnikach? A może tak wygląda tylko moje życie po życiu, może, skoro każde życie jest niepowtarzalne, niepowtarzalne jest też każde życie po życiu, może każdy ma swój nieusuwalny odcisk daktyloskopijny życia po życiu, niepodobny do niczego innego? (...) Człowiek nie jest wprzęgnięty w swoje życie na czas przeżywania go, człowiek jest na nie skazany, także kiedy go już nie ma.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:


52/2016 – 136/52, Czytamy klasyków, Czytamy nowości, Historia z trupem, Kiedyś przeczytam 2016, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 100 książek w 2016 roku – 136/100, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 1,6 = 22,6 cm, Reading Challenge 2016, W 200 książek dookoła świata – Stany Zjednoczone

piątek, 23 września 2016

Bezbronna kreska - Tadeusz Dąbrowski

Autor – Tadeusz Dąbrowski
Tytuł – Bezbronna kreska
Biuro Literackie
ISBN 978-83-65125-34-7

Pusta ulica, wilgotny świt. Miasto jest bezwietrzne, ale wyje ciszą, jakbym je oglądał z wyłączoną fonią, może zapadło w bezdech, a może zaciska zęby w oczekiwaniu na kolejny detoks. Z tosterów wyskakują tosty, maluchy zrzucają piżamy, odpływ zabiera lęki i wymienia je na nowe, (…) w metrze bezdomny wygrywa swoje życie na wiadrze, na harmonijkach wieżowców gra wiatr, ale nic nie słychać. Są tylko światła i wycie miasta, któremu młodość pierdoli się ze starością.
Nowy Jork przemierzamy wraz z Tadeuszem Dąbrowskim, jeżdżąc metrem, taksówką czy przemierzając miasto piechotą. W Bezbronnej kresce nie brakuje opisów metropolii, ale nie ona odgrywa w tej mikropowieści, momentami bardzo poetyckiej, główną rolę. Dobra, ale po kolei.

Tadeusz Dąbrowski do tej pory dał się poznać czytelnikom przede wszystkim jako poeta i krytyk literacki. Lista czasopism krajowych i zagranicznych, z którymi współpracował, jest tak długa, że sam autor chyba nie pamięta wszystkich tytułów; wymienić warto chociażby „Tygodnik Powszechny”, „Politykę”, „Zeszyty Literackie”, a także „Harvard Review”, „American Poetry Review” czy „The New Yorker”. Od 2001 roku stale zostaje stypendystą organizacji i fundacji z całego świata, a liczba nagród też do skromnych nie należy. Warto przy tym dodać, że Dąbrowski jest jeszcze przed czterdziestką, czyli uchodzi za twórcę młodego.

W tym roku nakładem Biura Literackiego ukazała się pierwsza powieść Tadeusza Dąbrowskiego, której fragmenty można było znaleźć w kilku numerach „Chimery”. Powieść to niedługa, ale zdecydowanie warta uwagi czytelników.

Główny bohater, Tadeusz, polski poeta przebywający na stypendium w Stanach Zjednoczonych, jadąc na swoje spotkanie autorskie, spotyka na stacji metra dziewczynę, która go niesamowicie intryguje i od pierwszego spojrzenia staje się jego podnietą; wpada po prostu jak śliwka w kompot.
A tak naprawdę to byłem podjadany jak dziecko, które dostało wymarzony prezent, i mimo że zabawa urodzinowa trwa, ono uczestniczy w niej tylko fizycznie, bo wszystkie jego myśli i uczucia są w drugim pokoju, przy prezencie, cała jego energia wkładana w kolejne gry i konkursy bierze się z oddalenia. Z masochizmu kontrolowanej rozłąki.
Wieczór jest pełen dramatycznych zwrotów akcji, a dla głównego bohatera liczy się tylko ta dziewczyna, która skończyła architekturę, Megan. Każdy kolejny krok w stronę Megan powoduje odejście od racjonalnego myślenia, stanowi zwrot w kierunku samczego pożądania, zdobycia tylko dla siebie upragnionego ciała. Dziewczyna jest z jednej strony irytująca, a z drugiej pociągająca, ba!, podniecająca. Dalej akcja toczy się trochę jak w piosence Korteza: Niby nic takiego, jedna noc,| Niby nic takiego, niby nic, a jednak… Wspólnie spędzona noc staje się dla Tadeusza czymś znacznie więcej, ale nie chodzi tu raczej o szczenięce zachowanie, lecz o fascynację.

Właśnie fascynacja zdaje się kluczem do odczytania tej książki. To zjawisko, kiedy mówimy, że zachodzi chemia między ludźmi, to coś tak niezwykłego, że nie jesteśmy w stanie tego wyjaśnić. Emocje wahają się od bólu do ekstazy, od radości do złości. Spotkanie Megan zmienia życie Tadeusza, jego postrzeganie przestrzeni, czasu, siebie samego. Być może brzmi to wszystko wręcz tandetnie, ale wierzcie mi, nie jest takie. Przy okazji dostajemy sporą dawkę erudycji autora, odwołań popkulturowych oraz do kultury wysokiej.

Tadeusz Dąbrowski stworzył wspaniałe studium fascynacji, z którym mamy do czynienia w pierwszej fazie prawdziwego, burzliwego romansu. Każdy dzień przynosi nowe odkrycia, zmienia spojrzenie na świat. Wszystko za sprawą jednej przypadkowo spotkanej osoby. Cała życiowa energia zwija się, by wybuchnąć właśnie w takiej chwili. Jeśli nie czytaliście jeszcze Bezbronnej kreski, to chyba najwyższa pora nadrobić zaległości.
Tydzień i rok jak tryby zegara, nie sposób stwierdzić, który porusza którym, kręcą się jednocześnie do siebie i od siebie, w tę samą i przeciwną stronę. Tydzień i rok jak sprężyna zegara, która się skręca, aż pęknie, i czas stanie. Od roku mnie nakręca energia tej sprężyny. Energia kinetyczna pożądania, tęsknoty. Milczenia.
A dlaczego w ogóle Bezbronna kreska? Nie powiem wam; musicie sięgnąć do książki i dowiedzieć się sami. Nie będziecie zawiedzeni.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:


52/2016 – 135/52, Czytamy nowości, Kiedyś przeczytam 2016, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 100 książek w 2016 roku – 135/100, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 1,3 = 21 cm, Reading Challenge 2016, W 200 książek dookoła świata - Polska

czwartek, 22 września 2016

Ponad wszystko - Nicola Yoon

Autor – Nicola Yoon
Tytuł – Ponad wszystko
Tytuł oryginału – Everything, Everything
Przekład – Donata Olejnik
Grupa Wydawnicza Publicat/Wydawnictwo Dolnośląskie
ISBN 978-83-271-5531-3


Brak ryzyka to największe niebezpieczeństwo.

Bohaterka książki Ponad wszystko Madeline Whittier ma osiemnaście lat. Jest bardzo dojrzałą, mądrą i zdolną dziewczyną. Niestety niewiele osób może się o tym przekonać, ponieważ Madeline nie opuszcza domu. Nie jest to jej wybór, ale konieczność. Madeline jest chora – SCID, czyli ciężki złożony niedobór odporności. Innymi słowy ma alergię na cały świat. Dosłownie wszystko może wywołać niepożądane objawy: niefiltrowane powietrze, nieznana przyprawa, towarzystwo drugiego człowieka… Nastolatka skazana jest na życie pod kloszem, za jedyne towarzystwo mając swoją matkę, osobistą pielęgniarkę i… rozrastającą się biblioteczkę. I to właśnie książki są jej najlepszymi przyjaciółmi. Do czasu…
Tej nocy śni mi się, że dom oddycha razem ze mną. Wypuszczam powietrze z płuc, a wtedy ściany kurczą się niczym przekłuty balon i ściskają mnie między sobą.
Pewnego dnia do sąsiedniego domu wprowadzają się nowi lokatorzy i wtedy Madeline widzi go po raz pierwszy. On, chłopak, wysoki, szczupły, ubrany na czarno i interesujący. Stanowi całkowite przeciwieństwo jej małego, białego świata. Jest jak egzotyczny kwiat i powoduje sensacje żołądkowe, inaczej zwane motylami w brzuchu. Madeline jeszcze tego nie wie, ale od tego momentu jej  życie ulegnie nieodwracalnej zmianie.

Ponad wszystko to literacki debiut Nicoli Yoon. Powiem więcej, jest to naprawdę bardzo dobry debiut. Książka szybko została bestsellerem i wdarła się na listę New York Timesa. Została przetłumaczona na 20 języków, a prawa do ekranizacji nabyło Studio MGM. Szczerze mówiąc jestem bardzo ciekawa filmu, który powstanie na podstawie tej powieści. Liczne ilustracje ozdabiające karty książki wykonał mąż autorki David Yoon.
Niekiedy świat się ujawnia. Siedzę sama w ogrodzie zimowym, w którym robi się coraz ciemniej. Przez szybę wpada światło przedwieczornego słońca. Trapezoid. Podnoszę głowę i widzę drobiny kurzu unoszące się w promieniach, kryształowe i błyszczące. Poza naszą percepcją istnieją całe światy.
Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po tej książce. Ot, następna młodzieżówka pomyślałam. Jakie było moje zdziwienie , gdy zaczęłam czytać. Historia Maddy i Olly’ego pochłonęła mnie bez reszty powodując na mojej twarzy uśmiech, to znów zmuszając do refleksji. Opowieść jest niebanalna, mądra i błyskotliwa, choć temat niektórym może być znany z filmu Balonowy chłopak.

Yoon świetnie wykreowała zamknięty, niedostępny, pozbawiony barw świat głównej bohaterki. Obserwujemy jak powoli do tej hermetycznej rzeczywistości przenikają wraz z rodzącą się miłością kolory. Dzięki narracji pierwszoosobowej mamy okazję poznać głębiej i bardziej intensywnie myśli i uczucia towarzyszące Madeline.  
Gdyby moje życie było książką i dałoby się przeczytać od końca, nic by się nie zmieniło. Dzisiejszy dzień jest taki sam jak wczorajszy. Jutro będzie takie samo jak dzisiaj, w :Księdze Maddy” wszystkie rozdziały są identyczne.
Obok choroby, Yoon przedstawia tak często wykorzystywany temat przemocy w rodzinie. Poznajemy relacje dziecko – rodzic, tak w rodzinie Maddy, jak i Olly’ego. I jak się słusznie domyślacie nie są one idealne. Nic dziwnego, że dwoje poturbowanych nastolatków znajduje bardzo szybko wspólny język.

Od przyjaźni do miłości tylko jeden krok. Choć w przypadku dwójki bohaterów ten krok jest gigantyczny i zmienia wszystko w ich życiu. Uczucie przedstawione w książce nie jest przesłodzone lecz nad wyraz dojrzałe i odpowiedzialne. Chociaż może nie do końca, ale o tym przekonacie się czytając powieść Nicoli Yoon.
Widzę początek i koniec czasu. Dostrzegam nieskończoność. Po raz pierwszy od bardzo dawna pragnę więcej, niż mam.
Ponad wszystko to książka kierowana głównie do młodzieży, ale starszym osobom również może się spodobać. To opowieść o przyjaźni, miłości, starcie, marzeniach i kłamstwie. Mądra i wartościowa powieść, której lektura zajmuje bardzo mało czasu. Książkę się po prostu pożera; łapie nas w swoje szpony i trzyma do ostatniej strony.
Dawno, dawno temu była na świecie dziewczyna, której całe życie to jedno wielkie kłamstwo.
Ponad wszystko polecam przede wszystkim młodszej części czytelników żeby docenili, jak dobre, nieskomplikowane i wartościowe jest ich życie. Powieść również dla tych, którzy pragną ciekawej, niebanalnej historii. A taka jest ta książka. Już nie mogę się doczekać kolejnego literackiego dziecka Yoon. A tę opowieść z czystym sumieniem gorąco polecam.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:


52/2016 – 134/52, Czytam Young Adult, Czytamy nowości, Dziecinnie, Kiedyś przeczytam 2016, Motyw zdrady w literaturze, Przeczytam 100 książek w 2016 roku – 134/100, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,5 = 19,7 cm, Reading Challenge 2016, W 200 książek dookoła świata – Stany Zjednoczone

poniedziałek, 19 września 2016

Motylek - Katarzyna Puzyńska

Autor – Katarzyna Puzyńska
Tytuł – Motylek
Cykl – Lipowo
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
ISBN 978-83-7839-695-6
W mroźny zimowy poranek na skraju wsi zostaje znalezione ciało zakonnicy. Początkowo wydaje się, że kobietę potrącił samochód, okazuje się jednak, że ktoś ją zabił i upozorował wypadek. Kilka dni później ginie kolejna osoba. Ofiary nie wydają się ze sobą w żaden sposób powiązane. Zaczyna się wyścig z czasem. Policja musi odnaleźć mordercę, zanim zginą następne kobiety. Śledztwo ujawnia tajemnice mrocznej przeszłości zakonnicy, przy okazji odkrywając też mniejsze lub większe przewiny mieszkańców tylko na pozór sielskiej miejscowości.

Dużo się naczytałam na temat tej powieści w Internecie, a przede wszystkim w blogosferze. Musiałam więc iść za ciosem, wszak tyle osób nie może się mylić. Skoro takiej rzeszy czytelników książka się spodobała, to może i mnie, która od kryminałów nie stronię. Zapisałam się w kolejce w bibliotece i cierpliwie czekałam na swoją kolej. Aż nadeszła… Pal piorun ułożony wcześniej plan. Wzięłam Motylka i przepadłam z kretesem.

Zacznę od tytułu. Motylek. Brzmi tak niewinnie i wcale nie zapowiada tego, co możemy znaleźć w tej książce. A dzieje się wiele i w różnych latach. I choć pozornie wątki do siebie nie pasują, powoli ze strony na stronę wszystko staje się jasne, a puzzle zaczynają wpasowywać się w swoje miejsca.
Ciało zakonnicy leżało porzucone na poboczu szosu, jak popsuta lalka. Tylko kilkaset metrów i zakręt leśnej drogi dzieliły ją od wsi. Krew poplamiła świeży śnieg jaskrawą czerwienią. Kończyny i tułów były właściwie zmiażdżone, odsłaniając groteskowo poskręcane narządy wewnętrzne. Poły czarnego habitu otaczały umęczone ciało jak wielkie skrzydła. Tylko twarz pozostała nienaruszona. Malował się na niej wyraz zaskoczenia pomieszanego z bólem.
Motylek to pierwszy tom cyklu Lipowo, a zarazem debiut pisarski Katarzyny Puzyńskiej. Na półkach w księgarniach piętrzą się już kolejne tytuły [Więcej czerwieni, Trzydziesta pierwsza, Z jednym wyjątkiem, Utopce, Łaskun] i już wiem, że muszę je wszystkie mieć. A za moment siódma część, Dom czwarty. Chyba jakaś solidna promocja by mi się przydała.

Parę słów o tym, co w powieści znaleźć można. Lipowo to maleńka społeczność, w której każdy zna każdego i o każdym wie wszystko. Sielski nastrój ulega zmianie po morderstwie zakonnicy, a co najciekawsze i być może zaczerpnięte troszkę z powieści Agathy Christie, każdy wydaje się mieć coś za uszami i automatycznie zostaje jednym z podejrzanych. Tyle sekretów w maleńkiej miejscowości, że wierzyć się nie chce. Ale gdyby nie te tajemnice nie byłoby tak niezłego kryminału. A Motylek nawet bez taryfy ulgowej wypada całkiem dobrze. Bardzo jestem ciekawa kolejnych części Lipowa. Po takim debiucie mam nadzieję na więcej i lepiej. Tymczasem mamy do czynienia chyba z seryjnym mordercą, więc zegar zaczyna tykać. Jak poradzą sobie lipowscy policjanci?
Z tego odległego punktu na polanie Daniel mógł dostrzec tylko dużo krwi na śniegu. Potem, kiedy podszedł do ciała, zobaczył, że zostało brutalnie pocięte. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widział. Tylko twarz pozostała nietknięta. Przypomniał sobie, jak zaledwie tydzień wcześniej stał nad ciałem zabitej zakonnicy. Tak niedaleko, najwyżej kilometr stąd. Jej twarz również była nienaruszona.
Polecam Motylka wszystkim miłośnikom powieści kryminalnych. Jest nas dużo, więc popularność książki też mała nie powinna być. Całkiem szczerze napiszę: dajcie szansę debiutantce, bo warto. Kolejne części Lipowa czekają.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:


52/2016 – 133/52, Cztery pory roku, Historia z trupem, Kiedyś przeczytam 2016, Kryminalne wyzwanie, Motyw zdrady w literaturze, Olimpiada czytelnicza, Polacy nie gęsi, Przeczytam 100 książek w 2016 roku – 124/100, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 4,3 = 17,2 cm, Reading Challenge 2016, W 200 książek dookoła świata - Polska, Wyzwanie biblioteczne

sobota, 17 września 2016

Selfie na tle rzepaku - Justyna Bargielska

Autor – Justyna Bargielska
Tytuł – Selfie na tle rzepaku
Cykl – 22. wiersze podróżne
Biuro Literackie
ISBN 978-83-65125-31-6

Okladka__Selfie_na_tle_rzepaku__BL

Poezję Justyny Bargielskiej znam, nawet lubię, choć to nie styl, którym mogłabym się zachwycać. Nie mogę jej, zarówno Bargielskiej, jak i poezji, odmówić efektowności. W tomie Selfie na tle rzepaku, będącym częścią serii wydawniczej Poezja 22, znajduje to, co w poetyckiej twórczości Bargielskiej najbardziej charakterystyczne, ale istnieje spory problem, jeśli chodzi o interpretację tego tomiku jako całości, który uwidoczniony zostaje w posłowiu autorki:
Czytelniku, w tej książce znajdziesz wiersze, których jedynym kryterium doboru było kryterium ilościowe. Miało być 22, ani jednego więcej, ani jednego mniej.
Dlatego też skrobnę kilka słów o wierszach z tego tomu, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Jednocześnie zaznaczam, to nie będzie lista najlepszych wierszy, które znajdziemy w tomie  Selfie na tle rzepaku, lecz kilka wybranych utworów, wywołujących u mnie jakiś metafizyczny dreszcz albo coś podobnego.

Selfie ze złotym siurkiem
Jake, jestem w ciąży, powiedziała panna
i skończyła się seria. Poza kadrem Jake spytał
jak, skoro wszystko się odbyło w języku.
Gdyby to wszystko się odbyło w języku,
Nie mielibyśmy teraz zagadnienia.
Ale to wszystko odbyło się w dupie.
(…)

Bargielska potrafi przechodzić od sytuacji jasnych i oczywistych do sytuacji trudnych, dziwnych. Poetycki świat traci ostrość, kadry nachodzą na siebie, tworząc językowy zawrót głowy, a czytelnikowi pozostaje nie zgubić się w zmieniającej się jak w kalejdoskopie perspektywie. Choć z jednej strony taki obrót spraw potrafi być frustrujący, tak z drugiej stać się może obiektem fascynacji.

Trauma o piesku
Myliśmy zęby i powiedziałam do męża:
boję się, czy poznam, że umarłam. Bo
czy umrzeć to jest śnić sny jakby nie swoje,
czy może bardziej jak dwieście tysięcy
czarnych perełek, które toczą się za nami
do zsypu. Keep dying, powiedział mąż,
przekonasz się. (…)

Śmierć stanowi stały motyw w poezji poetki, który prowadzi do zdarzeniowości w wierszach. Świadomość i obecność śmierci, a także związany z nią strach, stają się niejako motorem napędzającym poetykę Bargielskiej. Trudno nie wiązać tego powracającego motywu z wątkiem autobiograficznym, utratą dziecka, której reminiscencje są widoczne w wielu utworach poetki.

Pan przyniósł, pan odniósł
(…)
Tu, za tym drzewem, robi się pustynia.
Jeśli odtąd moja jedyna nagość ma być nagością
bielejących kości, wchodzę w to,
jeżeli moja przyszłość też będzie moja.

Niezwykłe jest również w twórczości Bargielskiej to, jak potrafi czerpać z tego, co ją otacza, zarówno z kultury wysokiej, jak i niskiej. W tej poezji codzienność miesza się często z posągowymi myślami, tworząc surrealistyczną wręcz mieszankę. Bez wątpienia mało znaleźć można twórców na gruncie polskim, którzy tak sprawnie są w stanie przemykać między konwencjami, zachowując jednocześnie twórczą spójność.

Jak to widzi sowa
(…)
Sześć tygodni płaczu, że takie szczęście jest możliwe,
sześćdziesiąt kolejnych tygodni, że za nie dziękuję,
sześćset, że przepraszam, że w nie nie wierzyłam,
sześć tysięcy, czy można je już zabrać ode mnie.

Więc wierzę, ale proszę, nie przychodźcie do mnie,
tym bardziej nie przysyłajcie jedni drugich nawzajem.

Utwór powyższy przepełniony jest emocjami, które oddziałują silnie na odbiorcę. Podmiot mówiący cierpi, a czytelnik wraz z nim. Rzadko uczucia wyrażone są u Bargielskiej tak bezpośrednio, dlatego też wydźwięk tekstu jest tym mocniejszy. Dodatkowo, ból wyrażony, ujęty w słowa zostaje dopiero z perspektywy czasu, co sprawia, że jego waga wydaje cięższa. Bo też czy może być ból silniejszy od tego, który odczuwa matka po utracie dziecka?

Sól i ogień

Ale tego wiersza nie przywołam nawet we fragmencie, choć zrobił na mnie największe wrażenie. Tekst ten wydaje mi się niezwykle przejmujący, przenosi nas w świat bardzo intymny. Za sprawą wiersza wchodzimy nagle w głąb najbliższej z możliwych relacji i jesteśmy tam jedynie obserwatorami.

Tom poezji Justyny Bargielskiej Selfie na tle rzepaku polecam z czystym sercem wszystkim miłośnikom liryki, ale także każdemu, kto szczyci się zdolnością składania liter. Może nie jest to książka równa i brak jej większego zamysłu, ale zdecydowanie spójna poetyka autorki powoduje, że tomik stanowi dopełnienie twórczości poetki.

Dziękuję

Książka bierze udział w wyzwaniach:


52/2016 – 132/52, Czytamy nowości, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 100 książek w 2016 roku – 132/100, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 0,4 = 12,9 cm, Reading Challenge 2016, W 200 książek dookoła świata - Polska