poniedziałek, 16 lutego 2026

Pan Slaughter - Robert McCammon

 

Robert McCammon

Pan Slaughter

Mister Slaughter

Cykl: Matthew Corbett

Przekład: Janusz Ochab

Wydawnictwo Vesper

W Panu Slaughterze wchodzimy w świat, który jest zarówno rozległy, jak i przerażająco bliski. Nie tylko dlatego, że akcja toczy się we wczesnym XVIII wieku w Nowym Jorku na progu przemiany kolonii w miasto - ale dlatego, że McCammon nie tylko opisuje rzeczywistość historyczną, lecz wchodzi głębiej, w ludzką duszę, gdzie rodzi się przemoc, okrucieństwo i fascynacja cierpieniem.


Tyranthus Slaughter - nazwisko, które od pierwszych stron brzmi jak wyrok - nie jest zwykłym antagonistą. To archetyp seryjnego mordercy, ale jednocześnie ktoś znacznie bardziej złożony niż “potwór w kącie”. Jego obecność w książce nie jest tylko pretekstem do pościgu i akcji. To raczej spotkanie z autentycznym, nieprzewidywalnym złem. To zło, które nie tłumacząc się, nie szuka usprawiedliwień - po prostu istnieje, rozlewa się i pozostawia ślad.


Matthew Corbett - dotąd postać, której rozwój obserwowałam z rosnącą sympatią - tym razem staje przed czymś, co wydaje się nie do ogarnięcia jedynie rozumem czy doświadczeniem. Jego podróż nie jest tylko geograficzna; to podróż w głąb tego, co ludzkie - lęk, odpowiedzialność, granica miedzy obroną a obsesją. Corbett jako bohater jest już kimś więcej niż tylko młodym mężczyzną uczącym się świata: zaczyna rozumieć, że walka ze złem, nie polega wyłącznie na znalezieniu sprawcy, lecz na zmierzeniu się z własnymi lękami.


Świat Pana Slaghtera jest brutalny. Nie ma tu sentymentów ani epickich fraz o tym, że dobro zawsze zwycięża. Wręcz przeciwnie - czasami prawda, na którą się patrzy, jest tak surowa, że aż paraliżująca. McCammon nie “upiększa” przemocy. On ją pokazuje w kontekście ludzkiej pychy, wątpliwości i możliwości upadku każdego, kto tylko myśli, że potrafi zrozumieć zło, zanim je pokona.

Ale to, co zostaje po tej historii, to nie obrazy krwi czy krzyków. To poczucie, że zło najczęściej przychodzi cicho, jako propozycja, którą łatwo przyjąć, jeśli przestajemy uważać. Seryjny morderca składa strażnikom niezwykle kuszącą propozycję, a my, czytając, zaczynamy rozumieć, że największa siła tej książki tkwi właśnie w tej pokusie. W tym, co wydaje się zrozumiałe, racjonalne i niemal logiczne - a jednak prowadzi tam, gdzie nie chcieliśmy trafić



McCammon opisuje nie tylko kraj i jego rodzące się struktury, ale też ludzki lęk o to, co nieznane i to, co znane, tylko ukryte pod inną nazwą. Realizm tamtych czasów - ospałych miast, kolonialnych ulic, surowych klimatów, codziennych wyborów - dodaje opowieści ciężaru i głębi. Nie jest to tylko thriller czy kryminał historyczny, to książka o cieniu, który rzuca każdy człowiek.


Po lekturze pozostaje coś, czego nie da się łatwo odsunąć od siebie. To świadomość, że zło nie zawsze gna nas ku sobie wprost, często czyni to przez słowa, propozycje, obietnice, które brzmią sensownie. McCammon pokazuje, że największe niebezpieczeństwo nie zawsze jest oczywiste, czasem jest to coś, co wydaje się logiczne i wiarygodne, a jednak prowadzi donikąd - poza granice tego, co moralne i ludzkie.



Po poznaniu całej historii Matthew Corbetta, widzimy jego przemianę: od “chłopca”, który odkrywa świat pełen tajemnic i niebezpieczeństw, ale już mającego własne zdanie (Zew nocnego ptaka), przez młodego mężczyznę, który uczy się mierzyć z inteligentnym, przebiegłym złem (Królowa Bedlam), aż po bohatera stawiającego czoło temu, co najczarniejsze i najbardziej ludzkie (Pan Slaughter).


monweg



W ramach wyzwań: Przeczytam 120 książek w 2026 roku 20/120; Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 4,2 cm; 500 stron; Abecadło z pieca spadło; Wielkobukowe bingo – tytuł: dokładnie dwa słowa; Wielkobukowe alfabetyczne bingo – P; Wielkobukowe multibingo – groza



Pan Slaughter - Robert Mccammon do kupienia na Bonito


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz