piątek, 9 czerwca 2017

Debiutant - S.J. Hooks

Autor – S.J. Hooks
Tytuł – Debiutant
Tytuł oryginału – Absolute Beginners
Cykl – Absolute
Przekład – Aga Zano
Wydawnictwo HarperCollins Polska
ISBN 978-83-276-2933-3

Debiutant

Nie stronię od literatury erotycznej. Te książki też są dla ludzi, a szczególnie nadają się wtedy, gdy potrzeba odpocząć i nadmiernie nie myśleć. Większość książek erotycznych jednak napisana jest bardzo schematycznie. On przystojny, bogaty, mający władzę; ona niedoświadczona, trochę Kopciuszek, ze strony na stronę wyzwalająca się, by pod koniec rozkwitnąć.

Uważam, że trudno przebić się na rynku wydawniczym czymś oryginalnym i przełamującym schematy w tym gatunku. Hooks się ten zabieg udał połowicznie. Pisarka stworzyła parę inną niż te, do których przywykliśmy. Debiutant, pierwsza część cyklu Absolute wyróżnia się na tle innych erotyków.

Stephen Worthington jest wykładowcą akademickim i prowadzi bardzo spokojny, a nawet nudny tryb życia. Dwa razy w tygodniu wykłada na uczelni. Każdy weekend spędza u rodziców, a kilka razy w tygodniu spotyka się z młodszym batem, by ćwiczyć na siłowni. Wieczory zawsze spędza sam w czterech ścianach swojego uporządkowanego mieszkania. Jedynym problemem w jego życiu jest Julia Wilde. Panna Wilde jest studentką Stephena. Dziewczyna jest irytująca, prowokująca i w ogóle nieuprzejma. Stephen nie może doczekać się końca semestru, aby raz na zawsze rozstać się z denerwującą studentką.

Jednak Stephen nie wie, że życie szykuje dla niego niemałą niespodziankę. Na jego drodze los postawił znienawidzoną uczennicę – dosłownie. Tylko czy uczennica w dzień okaże się również uczennicą w nocy? Czy może zamieni się w nauczycielkę, prowadzącą swojego ucznia [wykładowcę] za rękę przez meandry sztuki erotycznej?

Nieczęsto zdarza mi się podczas pisania opinii czytanie innych recenzji. Tym razem chciałam sprawdzić, co niektórzy czytelnicy myślą o tej książce. Wielkie było moje zdziwienie, gdy natknęłam się na kilka komentarzy, które rzeczoną książkę zrównują z ziemią. Czy naprawdę aż takie dziwne jest, że trzydziestotrzyletni mężczyzna może być niedoświadczony i nieopierzony? Czy naprawdę większość kobiet sądzi, że tylko facet macho ma szansę u płci przeciwnej?

Debiutant nie jest książką wybitną, ale sądzę, że może się nawet podobać. To lekko napisana opowieść, a jej lektura nie zajmuje zbyt wiele czasu. Na pewno znajdą się osoby, którym ta powieść nie przypadnie do gustu. Będą też tacy, którzy stwierdzą, że warto dać szansę kolejnej części. Chyba też sięgnę po Absolwentkę, żeby sprawdzić, co tam Hooks wymyśliła.

Przyzwyczaiłam się do erotyki bardziej pikantnej, gdzie „rzuca się mięsem” na prawo i lewo, a zwłaszcza podczas miłosnych uniesień. Debiutant jest napisany delikatniej, a sceny buduarowe są bardziej wysmakowane. Może można przyczepić się do wykreowanych bohaterów, ale powiedzmy szczerze, że w powieściach erotycznych rzadko zdarza się, aby postaci były skrojone perfekcyjnie.

Czy polecać Debiutanta? Naprawdę nie wiem. Być może zadowolone z lektury będą osoby, które stawiają swoje pierwsze kroki w tym gatunku literackim. Ci, którzy na erotyce „zjedli zęby” nie będą chyba zachwyceni książką duńskiej pisarki.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytelnicze igrzyska 2017, Gra w kolory – czarny, Grunt to okładka, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 82/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,1 = 13,7 cm, W 200 książek dookoła świata – Dania, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie czytelnicze Wiedźmy - osoba

czwartek, 8 czerwca 2017

Patronat medialny - Szczęście od jutra - Anna Balińska

Kolejnym patronatem medialnym mój blog objął powieść Szczęście od jutra Anny Balińskiej. Trochę opóźniony jest ten post przez Targi Książki, ale chyba nikt nic nie straci.

Postaram się opinię o książce zamieścić jutro.

Myślę, że niedługo pojawi się konkurs, w którym będziecie mogli wygrać Szczęście od jutra.

 

Kilka słów o fabule:

„Szczęście od jutra” to powieść, w której główną bohaterką jest Hanna Miller, kobieta przed trzydziestką, żyjąca w małym mieście, kompletnie nie wierząca w szczęście. Hania pracuje w firmie reklamowej, której nie lubi, żyje w związku z niewiernym mężem, tęskni za rodzicami, którzy od wielu lat podróżują po świecie oraz przyjaciółką Ilką, która jest stewardessą. Na dodatek Hania poznaje Jakuba, przystojnego DJ, zakochanego po uszy w swojej żonie i córeczce. Niestety sielanka Jakuba nie trwa długo, a nagła śmierć żony, sprawia, że mężczyzna traci grunt pod nogami. To że Hanka dostrzega wokół wyłącznie same tragedie, a jej osobiste życie zupełnie nie przypomina pięknej bajki, sprawia, że Hanka jest pewna jednego: szczęścia nie ma, nie istnieje. Gdy już godzi się ze swoją smutną przyszłością, na jej drodze pojawia się Adam, mężczyzna po przejściach, który w pełni rozumie Hannę i który pragnie w pełni przejąć na swoje barki ciężary jej życia. Niestety Ewa, była żona Adama oraz Giżyński, szef Hani, a zarazem jej teść, robią wszystko, aby zniszczyć to, co zrodziło się między Hanną i Adamem. Co o tym wszystkim sądzi Jakub, bliski przyjaciel Hanki? Czy Przemek, mąż głównej bohaterki, zniknie i pozwoli, aby ułożyła sobie życie u boku Adama, czy jednak nie odpuści i będzie walczył o miłość żony? Co jeśli osoba, której Hania potrafiła zaufać, okaże się podłym kłamcą i draniem? A co jeśli wszystko zacznie się układać i nagle ironiczne oblicze szczęścia zaśmieje się głośno, niosąc za sobą wypadek oraz samobójstwo? Czy Hani uda się uwierzyć w szczęście? Być może od jutra….

„Szczęście od jutra” to powieść obyczajowa zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Wątek miłosny przeplata się z kryminalnym. Szczęście miesza się z tragedią, a łzy radości w każdej chwili mogą zamienić się w czarną rozpacz. „Szczęście od jutra” to historia o prawdziwym życiu, to sytuacje, które mogą spotkać każdego z nas. Szczęście dla każdego? Jasne, ale od jutra…


Mam nadzieję, że Was zainteresowałam.

środa, 7 czerwca 2017

Trawers - Andrzej Sosnowski

Autor – Andrzej Sosnowski
Tytuł – Trawers
Biuro Literackie
ISBN 978-83-65125-69-9

 Trawers

„Trawers” jest słowem o wielu znaczeniach, które ma swoje zastosowanie w wielu dziedzinach. W jeździectwie stanowi ćwiczenie ujeżdżeniowe; w żegludze jest to liczony w poziomie kierunek prostopadły do jednostki pływającej; w lotnictwie trawersowanie oznacza ruch nierównoległy do osi podłużnej samolotu; trawersem nazywamy także belkę poprzeczną z kilkoma punktami zaczepienia, służącą do przenoszenia długich i ciężkich elementów; jest to również element fortyfikacji w postaci wału ziemnego; we wspinaczce trawers oznacza zarówno poziomy fragment trasy wspinaczkowej, jak i pewien rodzaj drogi ewakuacyjnej ze szczytu w przypadku załamania pogody. Trawers to także tytuł ostatniego tomu poetyckiego Andrzeja Sosnowskiego, cenionego współczesnego poety, tłumacza oraz pracownika redakcji „Literatury na świecie”. „Tra” w języku włoskim oraz esperanto jest przyimkiem oznaczającym „przez”, „wskroś”, mamy więc może do czynienia z poematem prowadzącym nas „przez wers”.

Teksty, które składają się na tom Trawers niejednokrotnie sprawiały, że czułam się skonfundowana. Piszę teksty, a nie wiersze dlatego, ponieważ Sosnowski między wiersze (poematy) wrzucił także prozy poetyckie. Konfuzja zaś brała się stąd, że w trakcie czytania utworów zdawałam sobie sprawę, że umyka mi ich znaczenie; nie byłam w stanie wyłapać kontekstów, odwołań. Kiedy wydawało mi się, że zaczynam już łapać odpowiedni rytm wspinania się po tej poziomej poetyckiej ścianie, wtedy nagle moje zabezpieczenie kulturowe puszczało i już robiłam wahadło, obijając się o twardą ścianę niezrozumienia. W odbiorze nie pomagały mi też stosowane przez autora angielskie zwroty.

W materiałach dotyczących tomu Sosnowskiego krytycy zauważają, że Trawersie widoczna jest koncepcja końca literatury czy końca języka, do której poeta nawiązywał już wcześniej. Rzeczywiście, język tych utworów jest pełen ukrytych sensów, zamaskowanych tropów; za jego cechę należy uznać niejasność i nie służy on ułatwieniu komunikacji na linii autor – odbiorca. Sosnowski konsekwentnie buduje świat zmierzający w stronę przepaści, lecz to jeszcze nie czas apokalipsy, nie ma komu tego świata pogrążyć. Rzeczywistość jest jednak nienaturalna, karykaturalnie zdeformowana.
syndyk masy upadłościowej starego świata na swojej wieży
stoi jak stał w błyskach trzech morskich latarni taki piękny
wita nas, ten „najbardziej bezrobotny z bezrobotnych”, bo
nie pojawił się żaden wierzyciel.
Nad tomikiem czuwa duch Arthura Rimbauda, co raczej nie jest wielkim odkryciem, gdyż w dwóch utworach Sosnowski odwołuje się do jego postaci. Nawiązanie do francuskiego poety i buntownika zdaje się znaczące, Rimbaud w końcu stał się prekursorem wielu kierunków w poezji późniejszych epok; jego nazwisko przyświecało choćby surrealistom i dadaistom, których twórczość nie jest obca także Sosnowskiemu. Autor Trawersa odwołuje się więc do burzycielskiej tradycji, ale i jego dzieło w pewien sposób ma buntowniczy charakter.

Sama nie wiem, czy polecać wam tom Andrzeja Sosnowskiego; nie chcę wychwalać go pod niebiosa, żeby później nie narazić się tym, którym Trawers nie przypadnie do gustu. Zdecydowanie jest to ważna pozycja dla wszystkich, którzy śledzą współczesną poezję. Do lektury potrzebna będzie ogromna erudycja i zdolność wychwytywania kontekstów, bo teksty nie należą do łatwych. Wydaje mi się, że warto zmierzyć się z dziełem Sosnowskiego i poczuć odrobinę konsternacji podczas czytania.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytam, bo polskie, Czytelnicze igrzyska 2017, Gra w kolory – niebieski/granatowy, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 81/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 0,5 = 11,6 cm, W 200 książek dookoła świata – Polska, Wyzwanie Czytamy nowości

wtorek, 6 czerwca 2017

Siostra - Louise Jensen

Autor – Louise Jensen
Tytuł – Siostra
Tytuł oryginału – The Sister
Przekład – Jacek Żuławnik
Wydawnictwo Burda Książki
ISBN 978-83-8053-216-8

Grace , zrobiłam coś strasznego. Mam nadzieję, że mi wybaczysz.
Ostatnie słowa Charlie od lat prześladują Grace. Co miała na 
myśli jej przyjaciółka? Co tak strasznego się wydarzyło, żezmusiło młodą dziewczynę do porzucenia dotychczasowego życia i wyprowadzenia się? A Grace tęskniła za najlepszą przyjaciółką i cały czas bardzo jej brakowało.

Grace i Charlie, dwie najlepsze koleżanki od dziecka, przyjaciółki na dobre i na złe. Zawsze mogły na sobie polegać, bratnie dusze. Razem się cieszyły z sukcesów i razem płakały, gdy przydarzały się niepowodzenia. Zawsze nierozłączne… do czasu. Szukając odpowiedzi Grace postanawia odkopać pudełko zakopane przed laty. W pojemniku znajdują się „marzenia” dwóch dziewcząt. Charlie przed zakopaniem „skarbów” położyła na wierzchu różową kopertę i to ona stała się powodem tego, że Grace zapragnęła  dobrać się do znaleziska. Może teraz, po śmierci przyjaciółki, znajdzie w niej odpowiedzi na dręczące ją pytania.

Tymczasem w życiu Grace pojawia się Anna, która podaje się za przyrodnią siostrę Charlie. Grace bardzo chce widzieć w niej podobieństwa do swojej nieżyjącej przyjaciółki. Proponuje Annie pokój u siebie w domu, ku wyraźnemu niezadowoleniu Dana, swojego chłopaka. Czy decyzje Grace nie są zbyt pochopne? Zadziwiające jest to, że z chwilą pojawienia się „siostry” zaczynają dziać się w życiu Grace dziwne rzeczy.

Siostra to debiut Louise Jensen i przyznaję, że jest naprawdę niezły i dający nadzieję na interesującą podróż literacką z kolejnymi historiami stworzonymi przez brytyjską pisarkę. Siostra przebojem wdarła się na pierwsze miejsce w Wielkiej Brytanii i przebywała tam przez pięć kolejnych tygodni. Ciekawe jak poradzi sobie na naszym rynku wydawniczym?

Powieść Siostra została podzielona na dwie strefy czasowe „teraz” i „wtedy”. Zastosowanie tych płaszczyzn pozwala na bardziej dogłębne poznanie bohaterów i ich historii w ogóle. W miarę przewracanych stron czytelnik przekonuje się, że nic nie jest takie, jakim zdawało się od początku.

Tajemnice z przeszłości, które mają ciągle żywy wpływ na to co tu i teraz. Jensen dosłownie wodzi czytelnika za nos podsuwając mniej ważne informacje i fałszywe tropy, by pod koniec zaskoczyć. Nie jest tak dobrze od samego początku. W pierwszej chwili książka potwornie mi się dłużyła, ale ja się tak łatwo nie poddaję. Niektóre powieści mają magiczną barierę, po przejściu której ma się kłopoty z odłożeniem książki choć na chwilę. I tak też jest z Siostrą.


Thriller, którym bez wątpienia jest Siostra został napisany lekko i aż dziw bierze, że czyta się go lekko i po przejściu owej bariery naprawdę szybko. Jednak jeżeli szukacie bohaterów z którymi chcielibyście się utożsamić, to tutaj ich nie znajdziecie. Otóż ja niestety nie polubiłam postaci stworzonych przez Jensen, ale nie uważam tego za minus. Spotykałam się już z wieloma bohaterami literackimi, których nie darzyłam sympatią, a byli bardzo ciekawi i wyraziści. Postaci w Siostrze chwilami mnie denerwowały, ale nie znaczy to, że zostały źle wykreowane.

Lubię thrillery psychologiczne, więc i ten wpisuje się w mój czytelniczy gust. Nie sądzę, że trafi na najwyższą z moich półek, nie wiem nawet, czy jeszcze kiedyś do niego wrócę, ale uważam, że warto po niego sięgnąć. Na pewno będę chciała przeczytać kolejną książkę Brytyjki, która już niedługo. A Siostrę tymczasem polecam.

Dziękuję

Książka bierze udział w wyzwaniach:

ABC czytania – wariant 2, Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Gra w kolory – czarny, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 80/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,7 = 11,1 cm, W 200 książek dookoła świata – Wielka Brytania, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie czytelnicze Wiedźmy - osoba

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Niezła jazda - Irvine Welsh

Autor – Irvine Welsh
Tytuł – Niezła jazda
Tytuł oryginału – A Decent Ride
Przekład – Jarosław Rybski
Wydawnictwo Burda Książki
ISBN 978-83-8053-187-1

 

W roku 1993 ukazała się debiutancka powieść szkockiego pisarza, historia grupy ćpunów z Edynburga. Parę lat później obiecujący angielski reżyser nakręcił film na podstawie tej książki, w którym główną rolę zagrał młodziutki Ewan McGregor. Dziś zarówno film Danny’ego Boyle’a, jak i książkowy pierwowzór autorstwa Irvine’a Welsha słusznie zyskały nadużywany w ostatnim czasie status dzieł kultowych. Trainspotting, bo o tej powieści mowa, przyniosło Welshowi wielką sławę i otworzyło drzwi do kariery pisarskiej.  Teraz szkocki twórca ma już ugruntowaną pozycję i stałe grono czytelników, którzy doceniają jego cięty i nadzwyczaj giętki język, ostre komentarze i pieprzne opisy. W roku 2015 powrócił literacko do Edynburga powieścią Niezła jazda, gdzie jedną z głównych postaci uczynił znanego z Porno czy Kleju Terry’ego „Słodkiego” Lawsona – taksówkarza, drobnego dilera, okazjonalnego aktora porno i przede wszystkim psa na baby.
Jeżdżenie na taryfie jest najlepszą fuchą, jaką miałem w życiu. Murowane. To jest godzina triumfu Słodkiego Terry’ego, nawet robota sprzedawcy bąbelkowej wody z furgonów z sokiem nie może się z tym równać! Idzie taki nocny marek, łeb to mu tak na boki lata i gapi się w szyby twojej TX4 gotów jeździć wte i wewte po bulwarze, żeby wyrwać jakąś z montowni. I jeszcze człowiekowi za to płacą!
Terry jeździ po Edynburgu i stara się zgarniać do taryfy wszystkie najlepsze dziewczyny, żeby nie tylko zawieźć je do celu, ale także móc je uwieść. „Słodki” jest cholernie pewnym siebie typem, aroganckim i prowokującym, a mimo to nie pozbawionym uroku. Mężczyźni mu zazdroszczą, kobiety go pragną, a on sam potrafi wywinąć się z każdej opresji, taki z niego cwaniak. Pewnego razu trafia mu się klient, który może finansowo mocno zmienić jego życie, Terry’emu udaje się zbajerować amerykańskiego biznesmena i multimilionera, który odwiedza Szkocję w interesach. Jednocześnie musi pilnować „sauny” z dziewczynkami, którą zostawił mu pod opieką znajomy gangster. W takiej sytuacji nie potrafiłby się odnaleźć nikt inny, tylko „Słodki”.
Jasne, że jestem farciarzem! Fart to nie jest właściwe słowo, jestem tego pewien. Mały Jonty MacKay, najfartowniejszy gościu na świecie! To właśnie ja, pewnie, to ja! Mam to małe wygodne mieszkanko na Gorgie, mam swoją małą Jinty, mam swój Internet w komputerze, diwidi z filmami i tę stację filmową w telewizorku. A na dokładkę mam jeszcze kilka fuch co jakiś czas przy malowaniu. O tak, jasne, przy malowaniu.
Drugim bohaterem, obok „Słodkiego” Terry’ego, jest Mały Jonty, człowiek o wielkim sercu, lecz także, cytując A. A. Milne’a, „o bardzo małym rozumku”. Jak się okazuje, Mały Jonty jest hojnie obdarzony przez naturę, podobnie jak Terry, ale nie wykorzystuje tej przyrodzonej przewagi w przeciwieństwie do nienasyconego taksiarza. Jonty wiedzie spokojne i nieświadome życie wraz ze swą miłością, piękną Jinty. Chłopak od czasu do czasu pracuje na czarno jako malarz pokojowy, żywi się frytkami i nuggetsami,  od czasu do czasu wpadając na piwo do pobliskiego baru. W swoistą sielankowość egzystencji Jonty’ego, „najfartowniejszego gościa na świecie”, wkrada się jednak nieszczęście, które burzy spokój ducha tego trochę „wioskowego głupka”, a trochę chłopskiego filozofa. Akcja toczy się dwutorowo, historie Terry’ego i Jonty’ego na początku dość odległe, zbliżają się do siebie z każdym kolejnym rozdziałem, a ich przecięcie się, jak pewnie podejrzewacie, jest nieuniknione.


Welsh wrzuca czytelnika w huragan (naprawdę!) szalonych zdarzeń, podkręcając coraz to bardziej tempo akcji. Nie brakuje w Niezłej jeździe ironicznych uwag dotyczących szkockich władz i środowiska. Język powieści odwzorowuje uliczny slang Edynburga – w polskim tłumaczeniu Jarosław Rybski  nie starał się tworzyć wiernego odpowiednika, lecz dokonał zrozumiałego dla polskiego czytelnika przekładu. Dzięki temu lektura Niezłej jazdy nie stanowi wyzwania, a staje się miłą rozrywką. Wulgaryzmy i nagromadzenie opisów seksualnych podbojów mogą niektórych zrazić do książki, ale ich użycie jest w pełni uzasadnione z uwagi na charakter i pochodzenie bohaterów. Cytując tłumacza: zapiąć pasy, nie wychylać się i w drogę!

Dziękuję

Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytamy powieści obyczajowe, Czytelnicze igrzyska 2017, Gra w kolory, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 79/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 3 = 8,4 cm, W 200 książek dookoła świata – Wielka Brytania, Wyzwanie Czytamy nowości

niedziela, 4 czerwca 2017

Teatr Sabata - Philip Roth

Autor – Philip Roth
Tytuł – Teatr Sabata
Tytuł oryginału – Sabbath’s Theater
Przekład – Jacek Spólny
Wydawnictwo Literackie
ISBN 978-83-08-06339-2
 
Po raz kolejny do moich rąk trafiła książka Philipa Rotha, jednego z najbardziej cenionych współczesnych amerykańskich pisarzy, wieloletniego kandydata do Literackiej Nagrody Nobla.  Teatr Sabata, powieść wydana w 1995 roku, uhonorowana National Book Award, trafia w nowym wydaniu do polskich czytelników. Warto zwrócić uwagę, że książka ta jest według samego Rotha jedną z dwóch jego ulubionych własnych historii, obok Amerykańskiej sielanki. Twórca stwierdził, że ma do nich sentyment, druga dla pierwszej stanowiła przeciwwagę, przywracając harmonię i narzucając autorowi Kompleksu Portnoya potrzebne do pracy ograniczenia po olbrzymiej dawce wolności, której zaznał przy pisaniu Teatru Sabata.

Sądziłam, że poznałam już wszystkie pisarskie oblicza Rotha i następna powieść niczym mnie nie zaskoczy. Miło było się pomylić, tym bardziej, że Teatr Sabata zaskoczył mnie pozytywnie. Roth znów udowodnił, że potrafi zmieniać twarz i styl, dokonując tak naprawdę niewielkich zmian. Mimo, że tematyka dzieła przypomina po części tę znaną już choćby z Konającego zwierzęcia, to jej realizacja jest po pierwsze, bardziej epicka i zdaje się czasem wręcz liryczna; po drugie, głębiej wchodzi w psychologiczne aspekty namiętności. Po lekturze Teatru Sabata dochodzę do wniosku, że późniejsze powieści Rotha stanowią dopiski, wypełniacze luk dla dawniejszych tekstów. Autor Wzburzenia dopowiadał to, czego nie mógł wcześniej zawrzeć, bo brakowało mu do tego perspektywy kolejnych lat.
Albo przestajesz pieprzyć się z innymi, albo między nami skończone. 
Tak brzmiało ultimatum, nie mieszczące się w oszalałej głowie, stuprocentowo nieprzewidywalne ultimatum, jakie pięćdziesięciodwuletnia i zalana łzami kochanka postawiła sześćdziesięcioczteroletniemu kochankowi w kolejną rocznicę związku, który przetrwał – z całą swoją niewiarygodną frywolnością i w nie mniej zdumiewający sposób zachowaną tajemnicą – przez lat trzynaście.

Głównym bohaterem powieści jest Mickey Sabat, 64-letni emerytowany lalkarz i kobieciarz. Chociaż stwierdzenie „kobieciarz” nie oddaje w pełni tego, jak bardzo mężczyzna potrzebował kobiet w swoim życiu. Każdy kontakt z płcią przeciwną dawał Sabatowi zarówno poczucie wolności, jak i nakładał na niego okowy pożądania. Jego życie zmienia się, kiedy rozpoczyna się jeden z jego wielu romansów z przykładną żoną i właścicielką motelu, jugosłowiańską emigrantką Drenką Balich. Sabat otwiera drzwi wiodące do odkrycia seksualnych pragnień kobiety, wyzwala w niej niepohamowane żądze; fascynuje go i podnieca myśl o rozpustnych czynach kochanki. Drenka była jedną z tylu kobiet, które zechciały grać w teatrze, gdzie Sabat pociągał za sznurki. Była, bo po trzynastu latach postawiła ultimatum, a Sabat zdał sobie sprawę, że nawet nie zauważył, kiedy został przywiązany nitkami do krzyżaka niczym jedna z marionetek.

Philip Roth przedstawia człowieka, który młodość ma już dawno za sobą, to żadna nowość. Mickey, po latach spędzonych na zdobywaniu kolejnych kobiet, trafia na mur, który próbuje go otoczyć, zabierający mu tak ważne dla niego poczucie wolności. Sabat staje jednak przed pytaniem, czy jest sens walczyć o wolność, z której niedługo i tak nie będzie w stanie korzystać; czy warto poświęcić ostatnie chwile sprawności i postąpić wbrew swojej życiowej filozofii, by zatrzymać przy sobie kobietę, która dostarczyła mu tylu wrażeń i uniesień.


Teatr Sabata jest powieścią – rachunkiem sumienia głównego bohatera – posyłającą czytelnika do świata wspomnień starzejącego się hedonisty. Wyuzdanie, zwierzęcość czy może brak ograniczeń, całkowita wolność oddają najlepiej charakter kolejnych relacji byłego lalkarza? Warto przeczytać te sześćset stron, by zrozumieć, czym jest fenomen seksualnej wolności, jakie są jego blaski i cienie. Żaden inny pisarz nie potrafi zagłębić się w psychologicznych aspektach namiętności, tak jak Roth, który robi to po mistrzowsku. Jego fraza jak zawsze jest nieśpieszna, a jednak ciężko powiedzieć, by była nużąca; uwodzi raczej swym powolnym, pełnym uroku krokiem. Dajcie się ponieść tej powieści, Roth naprawdę nie zawodzi i nie pozwala nam na obojętność względem bohaterów i ich historii.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytamy powieści obyczajowe, Czytelnicze igrzyska, Dziecięce poczytania, Gra w kolory – fiolet, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 78/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 4,8 = 5,4 cm, W 200 książek dookoła świata – Stany Zjednoczone, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie czytelnicze Wiedźmy - osoba 

sobota, 3 czerwca 2017

Konkurs z pytaniami do autora

Jako, że objęłam patronatem medialnym debiutancką książkę Małgorzaty Rosickiej 1000 kropel, mam dla was niespodziankę. Konkurs, w którym będzie można wygrać egzemplarz tejże książki, nawet dwa egzemplarze (z autografami).

Co zrobić, żeby wygrać 1000 kropel?

Otóż przez najbliższe dziesięć dni, czyli w dniach 04-13 czerwca 2017 roku zadajecie pytania autorce książki (maksymalnie 3). Razem z Małgorzatą Rosicką wybierzemy dwóch szczęśliwców, do których pojadą książki.

Bardzo proszę o czytanie już zadanych pytań, aby się nie dublowały. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego bardzo zgrabny wywiadzik.
Pomocny mogą się okazać moje wcześniejsze posty tutaj i tutaj


  • Nie ma banera, ale bardzo was proszę o udostępnianie tego posta. Im nas więcej tym lepiej.
  • Konkurs trwa w dniach 04-13 czerwca 2017 roku, do północy.
  • Nagroda zostanie wysłana tylko na terenie Polski.
  • W konkursie może brać udział każdy, nie tylko właściciele blogów. 
Zapraszam do zadawania pytań i do dzieła!



piątek, 2 czerwca 2017

1000 kropel - Małgorzata Rosicka

Autor – Małgorzata Rosicka
Tytuł – 1000 kropel
Wydawnictwo Komograf
ISBN 978-83-64739-74-3



Małgorzata Rosicka jest absolwentką GWSH, life&business coach oraz pisarką. Pomaga ludziom spełniać marzenia. Uwielbia podróże. Od 2012 roku rozpoczęła przygodę z rozwojem osobistym. Awansowała na stanowisko managera i zarządzała kilkunastoosobowym zespołem pracowników. Przeprowadzała rekrutacje oraz szkolenia motywacyjne. Inspiracje czerpie z natury, książek i fotografii. Kocha ludzi, jest otwarta na nowe wyzwania i z wiarą patrzy w przyszłość. Prywatnie jest mamą dorosłej już córki.

Na początku należałoby odpowiedzieć sobie na takie pytanie: czy 1000 kropel jest poradnikiem? Owszem, po części tak, ale jeśli tak, to jest bardzo nietypowym poradnikiem pozbawionym moralizatorskiego tonu [na całe szczęście]. A tak naprawdę, trzeba oddać autorce to, że napisała książeczkę [użyłam słowa książeczka celowo, bo ma ona tylko 86 stron], której nie da się włożyć do jednej szuflady z innymi gatunkami literackimi i która wymyka się wszelkim podziałom.

1000 kropel jest debiutem Małgorzaty Rosickiej, ale także spełnieniem jej osobistego marzenia. Publikacja ma za zadanie inspirowanie i pomaganie w życiu, które rzadko bywa doskonałe. Tekst jest opisem doświadczeń kobiety, która zmieniła całkowicie swoje życie i od której my czytelnicy możemy się sporo dowiedzieć. Uważam, że nie bez znaczenia jest fakt, że autorka jest trenerem osobistym.

Osobiście nie przepadam za tego typu literaturą, ale przyznaję, że na rynku wydawniczym znajdują się takie pozycje i mają się całkiem dobrze. A skoro są osoby, którym takie publikacje pomagają, to chyba dobrze, że powstają. Małgorzata Rosicka dokonała tą książeczką czegoś innego. 1000 kropel jest napisana w niebywałą lekkością i brak w niej tego, co niestety zbyt często gości w innych tego typu pozycjach, czyli pouczania. Jest natomiast wskazywanie drogi bez umoralniania.

Każdy rozdział to kropla… a tych kropli jest – nie tysiąc – lecz 24, ale sądzę, że każdy dla własnych potrzeb znajdzie swoją własną liczbę kropli [odejmując lub dodając odpowiednią ilość]. Każda kropla to inne zagadnienie, inny temat: sens życia, harmonia, serce, miłość, etc. Na okładce znajduje się zdanie: Deszcz drogowskazów, dzięki którym możesz zmienić swoje życie. I przyznaję, że ta książka jest pewnego rodzaju drogowskazami na krętej drodze życia. Nie brak tutaj również licznych odniesień do wiary, która dla autorki jest zdecydowanie bardzo ważna.

Czy polecać 1000 kropel? Oczywiście, ale zakładając, że owa publikacja znajduje się w sferze waszych zainteresowań. Napisana z potrzeby serca prowadzi czytelnika przez życie i odpowiada na pytanie: czym jest poczucie własnej wartości i co zrobić aby podnieść jego poziom.

Według mnie najlepiej oddają jej treść słowa – do sukcesu trzeba dojrzeć, a marzenia się spełnia. Polecam serdecznie i spełniajcie własne marzenia.

Dziękuję autorce i



Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytam, bo polskie, Czytelnicze igrzyska 2017, Kitty’s Reading Challenge – gatunek, po który zazwyczaj nie sięgam, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 77/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 0,6 cm, W 200 książek dookoła świata – Polska, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie czytelnicze Wiedźmy - liczba

czwartek, 1 czerwca 2017

Czytelnicze podsumowanie miesiąca - maj

Nazwa maj, nazwa pochodzi od łacińskiej Maius i została zapożyczona przez większość języków europejskich. Staropolska nazwa maja brzmiała trawień, a obecne maić oznacza tyle samo, co stroić. Słowo maj stanowi również określenie młodej ziemi, a według starej legendy w maju został stworzony świat.
Maj to najbardziej kolorowy miesiąc roku. Zakwitają konwalie, niezapominajki, złotokap, tulipany, mniszek lekarski i kasztanowce [te są nieodłączne podczas matur]. Lęgną się ptaki, wieczorem możemy spotkać chrabąszcze, a na polanach i łąkach motyle.
Rozpisałam się, a w sumie mam do zakomunikowania jedno. Trzydzieści jeden dni maja właśnie odchodzi w zapomnienie.


A oto książki, które udało mi się przeczytać w maju:

 Arkadia Miłość to piekielny pies 

  Znalezione obrazy dla zapytania dziewczyna z pomarańczami

  

 

  

Przeczytanych:
- książek - 17
- stron ogółem - 5608
- stron dziennie - 181

Wyzwaniowo:
 Zapraszam Was także tutaj na kartki, zakładki, bransoletki...

A jak Wam udał się prawdziwie wiosenny maj?