środa, 8 listopada 2017

Schronienie -Harlan Coben

Autor – Harlan Coben
Tytuł – Schronienie
Tytuł oryginału – Shelter
Cykl – Mickey Bolitar
Przekład – Zbigniew A. Królicki
Wydawnictwo Albatros
ISBN 978-83-6578-170-3

Podejrzany wypadek - Zmowa milczenia - Tajemnicze zaginięcie
Zdaję sobie sprawę, że w swojej opinii nie będę obiektywna, ale ja po prostu ogromnie lubię twórczość Harlana Cobena. Wiem, że niektórzy zarzucają mu nietrzymanie poziomu, schematyczność i pewnego rodzaju kalkę w kolejnych powieściach. Jednak niezmiennie lubię jego pełne dynamiki książki i jak na razie nic nie jest w stanie tego zmienić. Ale przyznaję, że wolałam starszego Bolitara.

Po Myronie przyszedł czas na jego bratanka Mickeya. Mickey jest nastolatkiem, a jego życie nie jest usłane różami. Niedawno stracił ojca, który zmarł na jego oczach, a matka trafiła na odwyk. Chciał nie chciał Mickey zmuszony jest zmienić szkołę i zamieszkać ze swoim wujkiem, za którym oględnie mówiąc nie przepada. Może ta niechęć bierze się stąd, że obaj panowie Bolitar są do siebie podobni; lubią zagadki (zwłaszcza kryminalne) oraz dziewczyny, które nie zawsze są odpowiednie.
Zło pozostaje. Zawsze. Możesz z nim walczyć, ale nigdy do końca go nie pokonasz.
W nowej szkole Mickey poznaje Emę, dziewczynę odrzuconą przez innych młodych ludzi oraz nową (tak jak on) uczennicę Ashley. Gdy Ashley znika bez śladu, chłopak wraz z Emą i z Łyżką (zabawnym kolegą) postanawiają dowiedzieć się co się stało, przez co narażają się na niebezpieczeństwa. Sprawy nie ułatwia fakt, że Ashley nie mówiła o sobie prawdy i okazuje się nie tym za kogo się podawała. Oprócz zagadki zniknięcia szkolnej koleżanki Mickeya zajmuje również (a może przede wszystkim) sprawa śmierci ojca.

Bohaterowie Schronienia są bystrzy, kreatywni i cechują się prawie nieograniczoną fantazją. Cała trójka jest w pewien sposób wyobcowana: Mickey dlatego, że jest nowy; Ema i Łyżka natomiast nie są za bardzo lubiani (w sumie nie wiem dlaczego). Czy można ich polubić? Chyba tak, choć ja ze względu na wiek miałam z tym problem. Bardzo intrygująca jest postać Nietoperzycy, która skutecznie spowodowała zamęt w głowie młodego bohatera, twierdząc że jego ojciec żyje.
Nic z tego, co robimy nie jest proste. Chcesz usłyszeć „tak” lub „nie”. Jednak nie ma „tak” albo „nie”. Nic nie jest czarne albo białe. Wszystko jest szare. Jest życie albo śmierć.
Pierwszy tom trylogii dla młodzieży czyta się praktycznie sam, a to za sprawą nieskomplikowanej historii, lekkości narracji oraz dużej, czytelnej czcionki. Brawo za wplątanie w fabułę polskiego wątku.
Jeżeli postępujesz dobrze, to często dlatego, że ktoś inny postępuje źle.
Schronienie jest thrillerem, ale tym razem bardziej kierowanym do młodzieży, zważywszy na wiek głównego bohatera i jego przyjaciół. Uważam, że świetnie nada się jako pierwsza książka Cobena, czyli na początek literackiej podróży z amerykańskim pisarzem. Jako, że czytałam wszystkie jego książki dla dorosłych, to czegoś przez cały czas mi w Schronieniu brakowało. Nie mogę powiedzieć, że pierwsza część cyklu o Mickeyu Bolitarze mi się nie podobała, ale trudno mi porównywać ją do wcześniejszych powieści Cobena. Po zakończeniu lektury pozostaję z niedosytem, mając nadzieję na przynajmniej tak samo dobrą kontynuację.

Schronienie polecam wielbicielom twórczości Harlana, miłośnikom thrillerów oraz młodszym czytelnikom, którzy nie powinni się na niej zawieść. 

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytelnicze igrzyska 2017, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 144/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,4 = 5,2 cm, W 200 książek dookoła świata – Stany Zjednoczone, Wyzwanie Czytamy nowości

poniedziałek, 6 listopada 2017

Czasami kłamię - Alice Feeney

Autor – Alice Feeney
Tytuł – Czasami kłamię
Tytuł oryginału – Sometimes I Lie
Przekład – Agnieszka Walulik
Grupa Wydawnicza Foksal/Wydawnictwo W.A.B.
ISBN 978-83-280-4757-0
Nazywam się Amber Reynolds. Powinniście wiedzieć o mnie trzy rzeczy:
  1.      Jestem w śpiączce.
  2.      Mój mąż już mnie nie kocha.
  3.      Czasami kłamię.
Przyznacie, że brzmi to nieźle i nie tylko brzmi. Thriller Czasami kłamię jest naprawdę świetną książką i wspaniałym debiutem, dobrze rokującym na przyszłość.

Brytyjska pisarka w debiutanckiej powieści balansuje między prawdą i kłamstwem. Przedstawia je w taki sposób, że dochodzimy do wniosku, iż granica między nimi jest czasami niezauważalna, ale każdy wie kiedy ją przekracza. Bohaterka książki sama przyznaje się: czasami kłamię. Szczerze mówiąc kto z nas jest tak do końca prawdomówny? Podobno każdy kłamie przynajmniej dwa razy dziennie, bo samo tak wychodzi… przemilczamy, zmieniamy prawdę, coś od siebie dodajemy… Chyba wypadałoby zwrócić uwagę na fakt, że osoby oszukujące mają często zaniżone poczucie własnej wartości, więc przyczyną kłamania jest zwyczajny lęk. Czy tak też jest w tym przypadku?

Amber Reynolds jest główną bohaterką książki Alice Feeney. Amber ma trzydzieści pięć lat, męża Paula i pracę w stacji radiowej. Kobietę poznajemy, gdy leży w szpitalu po wypadku samochodowym, którego w obecnej chwili nie pamięta. Jest Boże Narodzenie, a Amber znajduje się w śpiączce. Nie może się ruszać, mówić, otworzyć oczu, ale jej umysł zdecydowanie nie śpi i galopuje, analizując wydarzenia ostatnich tygodni, a wizyty jej męża i siostry zaczynają porządkować zbiór powracających wspomnień.

Trzy ramy czasowe: teraz – szpital, wtedy – okres bezpośrednio przed wypadkiem, przedtem – wspomnienia dziesięcioletniej Amber spisane w formie pamiętnika. Dzięki zastosowaniu takiego zapisu mamy sposobność dogłębnego poznania głównej bohaterki powieści. I szczerze mówiąc nie wiem czy polubiłam Amber. Miotałam się od współczucia jej do całkowitego znielubienia. Dawno żadna postać literacka nie wprowadziła mnie w taki rollercoaster odczuć w trakcie lektury.

O powieści Alice Feeney powinniście wiedzieć trzy rzeczy:

1. frapuje, zniewala i nie można w nic wierzyć do końca
2. sprawi, że poczujecie się jak dziecko we mgle
3. robi wrażenie i trudno będzie o niej zapomnieć

Czasami kłamię jest zdecydowanie thrillerem psychologicznym, choć momentami odnosi się wrażenie, że czyta się kryminał, a w niektórych fragmentach powieść obyczajową. Świetnie opisany został sam stan śpiączki i świadomości chorej. Na pewno nie chciałabym przeżyć czegoś takiego, jak Amber. Być więźniem we własnej głowy i nie móc się kontaktować z otoczeniem.
Stąpam ostrożnie po dywanie z kłamstw, starając się ich nie zbudzić.
Czasami kłamię to debiut literacki brytyjskiej pisarki i dziennikarki Alice Feeney. Szesnaście lat pracowała w BBC, będąc reporterką i redaktorem prasowym. Feeney na co dzień mieszka w Londynie i Sydney, choć teraz osiadła w okolicach Surrey, gdzie mieszka ze swoim psem – czarnym labradorem. 

Czasami kłamię nie jest może książką wybitną, ale na tyle dobrą, że bardzo mocno angażuje czytelnika. Mroczna, intrygująca i elektryzująca powieść, oddziaływująca na wyobraźnię. Wzbudza wiele, często całkiem sprzecznych emocji i trzyma w napięciu do ostatniej strony. Książka przykuwa uwagę na kilka godzin, momentami wbijając czytelnika w fotel. Feeney zabiera nas na podróż kolejką górską napędzaną licznymi tajemnicami i kłamstwami. Jeśli szukacie mocnych wrażeń i jesteście  gotowi zarwać noc to nie czekajcie, sięgnijcie po debiutancką powieść brytyjskiej pisarki. Zdecydowanie polecam.

Dziękuję




Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytam nie tylko Amerykanów!, Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Gra w kolory, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 143/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,8 cm, W 200 książek dookoła świata – Wielka Brytania, Wyzwanie Czytamy nowości

wtorek, 31 października 2017

Czytelnicze podsumowanie miesiąca - wrzesień i paździenik

Tak się złożyło, że nie mogłam zrobić podsumowania wrześniowego, więc teraz postanowiłam nadrobić tę zaległość. Miałam dość poważne problemy ze swoim zdrowiem, stąd takie kiepskie efekty mojego czytelnictwa w ciągu tych dwóch miesięcy. Mam nadzieję, że może teraz będzie już tylko lepiej.

Przed nami listopad. To miesiąc, którego chyba najbardziej nie lubię. Szaro, pochmurno, wieje, pada... brrr. Nie chce się wychodzić z domu. Najlepiej zawinąć się w koc i z kubkiem herbatki pod ręką oddać się lekturze.


Przeczytałam we wrześniu:

  

  

 Podobny obraz 

Przeczytałam w październiku:

  

Prawdziwa Ginny Moon   Dżender domowy i inne historie

Przeczytanych przez dwa miesiące:
- książek - 15
- stron - 6732 strony

Wyzwaniowo:
Zapraszam Was także tutaj na kartki, zakładki, bransoletki...
Zajrzyjcie również na wywiad ze mną o słoniowej pasji > tutaj


poniedziałek, 30 października 2017

Umami - Laia Jufresa

Autor – Laia Jufresa
Tytuł – Umami
Przekład – Katarzyna Górska
Grupa Wydawnicza Foksal/Wydawnictwo W.A.B.
ISBN 978-83-280-4588-0



Laia Jufresa, młoda meksykańska pisarka, dorastała w Veracruz, a młodość spędziła w Paryżu. Studiowała na Sorbonie. Później przeniosła się do Meksyku. Umami jest debiutem powieściowym, wybranym najlepszą powieścią w języku hiszpańskim na Festiwalu w Chambéry w 2016 roku.

Niektórzy z was pewnie będą się zastanawiać czym jest tytułowe umami. Sama też musiałam to sprawdzić, zanim zatopiłam się w lekturze. Umami czyli piąty smak odkryty przez profesora chemii Kilkunae Ikeda w 1908 roku. Słodki, słony, gorzki, kwaśny – każdy z nas zna te smaki i może podać przykłady. Umami, z japońskiego „pyszne” określany jako pełny, mięsisty, tłusty. Ale czy faktycznie chodzi w tej książce o jedzenie?
Czy życie może być „pyszne” mimo poniesionej straty: śmierci lub odejścia bliskiej osoby? Okazuje się, że bolesne doświadczenie może być początkiem smakowania życia na nowo, dostrzeżenia tego, czego przedtem się nie dostrzegało.
Laia Jufresa przenosi nas do pewnego niewielkiego osiedla w Meksyku, które składa się z pięciu domów. Osiedle Dzwonnica powstało dzięki projektowi pewnego antropologa i zarazem jednego z bohaterów powieści, Alfonso. Tylko pięć domów o nazwach pięciu smaków: Dom Słodki, Dom Słony, Dom Gorzki, Dom Kwaśny i Dom Umami, w którym mieszka od niedawna owdowiały projektant osiedla.

Akcja książki rozgrywa się w latach 2001-2004, a jej bohaterami są mieszkańcy domów osiedla Dzwonnica. Każdy z nich nacechowany jest cierpieniem i tęsknotą, każdy stracił kogoś bliskiego. Wspomnianemu wcześniej Alfonso zmarła na raka żona. Trzynastolatce Anie utonęła siostra, a od koleżanki Any, Piny odeszła matka. Malarka Marina „uśmierciła” swojego ojca, despotę i tyrana. I choć każdy bohater Umami boryka się z problemami i stratą, książka napisana jest lekko, a nawet z humorem.

Laia Jufresa zastosowała w swojej historii narrację polifoniczną, oddając głos po kolei wszystkim postaciom i ukazując różne punkty widzenia. Akcja w Umami nie gna na łeb, na szyję. Posuwa się wolno, niemal leniwie, ale zdecydowanie nie nużąco. Jufresa urzeka prostotą i bez zbędnej ckliwości pisze o rzeczach ważnych. Autorka tchnęła w stworzone postaci dużo życia, dzięki czemu czułam jakbym sama również zamieszkała wśród nich na osiedlu Dzwonnica. Ciekawa jestem jaki dom byłby do mnie przypisany?

Umami charakteryzuje się ładnym językiem, niebanalną historią oraz specyficznym klimatem. Polecam tę powieść o przeżywaniu straty wszystkim zapracowanym i zbieganym, aby czytając znaleźli się w innym świecie, gdzie czas płynie swoim rytmem, gdzie serce jest ważniejsze od rozumu i w końcu, gdzie ważny staje się drugi człowiek.

Dziękuję



Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytam nie tylko Amerykanów!, Czytamy powieści obyczajowe, Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Łów słów, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 142/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,7 = 16,4 cm, W 200 książek dookoła świata – Meksyk, Wyzwanie Czytamy nowości

czwartek, 26 października 2017

Dżender domowy i inne historie - Hubert Klimko-Dobrzaniecki

Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Dżender domowy i inne historie
Oficyna Literacka Noir sur Blanc
ISBN 978-83-65613-43-1

 Dżender domowy i inne historie

O Hubercie Klimko-Dobrzanieckim usłyszałam po raz pierwszy, o ile dobrze pamiętam, za sprawą nominowanej do Nagrody Literackiej Nike powieści (z przedrostkiem mikro- lub quasi-) Dom Róży. Krýsuvík, lecz to nie wtedy sięgnęłam po książkę. Stało się to dość niedawno, dzięki powieści Preparator, wydanej z serii „Na F/aktach”, która stoi obecnie na półce „do przeczytania”. Wtedy dowiedziałam się o autorze paru ciekawych informacji, choćby tego, że dziesięć lat spędził w Islandii, po islandzku oraz po angielsku wydał trzy tomiki poezji. Dżender domowy i inne historie to najnowsza propozycja autorstwa Dobrzanieckiego.

Książka stanowi zbiór zabawnych, często absurdalnych opowiadań. W każdym z nich odnajdziemy pewną dozę nieprawdopodobieństwa. W każdym z nich Dobrzaniecki stara się zwodzić czytelnika, zaskakując go w końcówce. Dlatego też czytając kolejne opowiadania stajemy się coraz czujniejsi, próbując odgadnąć, co wydarzy się za chwilę, jaka będzie pointa historii. Bohaterowie tekstów, choć zupełnie różni, mają coś, co ich łączy. Dobrzaniecki wykreował takie postaci, które znajdują się w sytuacji problematycznej; sytuacja ta wynika albo z przeszłości bohatera, albo też zostaje spowodowana serią zdarzeń. Stąd pojawiają się Piłat, który próbuje uciszyć swoje wyrzuty sumienia; pisarz w średnim wieku z nieoczekiwaną erotyczną przygodą; szef kuchni uwielbiający muzykę New romantic. Mamy także pracownika domu wariatów, którego historię można skwitować stwierdzeniem „uważaj o co prosisz”.

Otwieram oczy i zaraz chcę je zamknąć. Białe ściany, pustka, echo… Muszę wstać, muszę zacząć żyć. Muszę coś zjeść. Biała lodówka, pusta, echo… Wszystko już wyjadłem, nawet dżem rabarbarowy i resztkę krakersów. […] Jestem gruby, kulawy, stary, rozwiedziony, płacę kupę alimentów, nie mam tradycyjnego wykształcenia, a przecież byłem tak blisko.

Dobrzaniecki sprawnie buduje swoje opowiadania, akcja w nich płynie wartko, czytelnik na pewno nie zdąży się znudzić - wręcz przeciwnie, może odczuwać niedosyt po szybkim zakończeniu. Na plus zasługuje język, którego autor nie skomplikował, dzięki czemu Dżender domowy i inne historie trafią bez problemu do każdego. Jedyne, co mnie trochę denerwowało podczas lektury, to dialogi – nie zawsze było wiadomo, kto w danym momencie się wypowiada, a przynajmniej nie wynikało to z zapisu; tu jednak większe pretensje należałoby mieć do redaktora niż pisarza. Całość jednak prezentuje się dobrze, a lektura sprawia przyjemność. Szkoda tylko, że książka jest tak krótka; gdyby historii było drugie tyle,  moglibyśmy więcej czasu spędzić z bohaterami pana Dobrzanieckiego.

Zbiór czyta się naprawdę szybko, nadaje się idealnie w podróż, ponieważ dzięki książce nie zauważymy nawet, jak nam minął przejazd z punktu A do punktu B. Istnieje jednak zagrożenie, mianowicie może się przydarzyć, że przez zaczytanie przeoczymy nasz przystanek. No i współpasażerowie mogą rzucać w naszą stronę karcące spojrzenia, gdy będziemy mimowolnie chichotać podczas lektury. Dżender domowy i inne historie polecam tym wszystkim, którzy szukają literackiego odpoczynku w dobrym wydaniu. Przecież każdemu przyda się odrobina relaksu i spora dawka humoru, prawda?

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytam, bo polskie, Czytam nie tylko Amerykanów!, Czytelnicze igrzyska 2017, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 141/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,2 = 13,7 cm, W 200 książek dookoła świata – Polska, Wyzwanie Czytamy nowości

środa, 25 października 2017

Srebrne oczy. Five Nights at Freddy's - Scott Cawthon, Kira Breed-Wrisley

Autor – Scott Cawthon, Kira Breed-Wrisley
Tytuł – Srebrne oczy. Five Nights at Freddy’s
Tytuł oryginału – Five Nights at Freddy’s: The Silver Eyes
Przekład – Joanna Lipińska
Wydawnictwo Feeria Young
ISBN 978-83-722-9684-9



Five Nights at Freddy’s to jedna z najpopularniejszych gier niezależnych ostatnich lat, stworzona przez Scotta Cawthona i będąca połączeniem gatunków gier przygodowych typu „wskaż i kliknij” oraz survival horroru. W grze wcielasz się w nowo zatrudnionego ochroniarza, który pilnuje nocą pizzerii misia Freddy’ego. Szybko okazuje się, że restauracja skrywa pewną tajemnicę…

Przyznaję, że nie znam tej gry, ale starałam się odrobić pracę domową i sprawdziłam odrobinę. Niestety gra mi się nie spodobała i nie rozumiem w jaki sposób stała się tak bardzo popularna. Jednak opis na blurbie wydał mi się ogromnie zachęcający i w tym momencie moja ciekawość, co do książki wzrosła.
Dziesięć lat temu w pizzerii Freddy’s Fazbear’s Pizza w miasteczku Hurricane miały miejsce okrutne morderstwa. Siedemnastoletnia dziś Charlie od tamtego czasu usiłowała zapomnieć o tym, co się wydarzyło; bezskutecznie, bo to jej ojciec był właścicielem lokalu i twórcą czterech animatronów – olbrzymich pluszowych maskotek, ulubieńców dzieci. W dziesiątą rocznicę tragedii Charlie spotyka się z przyjaciółmi, pragnąc uczcić pamięć zmarłego wtedy kolegi. Razem udają się do zamkniętej pizzerii, gdzie wszystko wygląda zupełnie inaczej niż kiedyś, a pozostawione maskotki okazują się być krwiożerczymi bestiami…
Miejscowość Hurricane jest sceną dla wydarzeń rozgrywających się w pierwszym tomie cyklu Five Nights at Freddy’s. Właśnie mija dziesięć lat od okrutnych morderstw, które wstrząsnęły miastem. Pięć ofiar, trzech chłopców i dwie dziewczynki. Akcja powieści rozgrywa się dwutorowo, w roku 1985 i dziesięć lat później w 1995 i koncentruje się wokół lokalu Freddy Fazbear’s Pizza, należącym do ojca głównej bohaterki.

Towarzyszymy Charlotcie (Charlie) i jej przyjaciołom Jessice, Marli, Carltonowi, Johnowi i Lamarowi oraz Jonasowi, bratu dziewczyny. Okazuje się, że jedną z ofiar był ich kolega Michael Brooks. Po latach, gdy rozjechali się po świecie, wracają do Hurricane, by w okrągłą rocznicę wziąć udział w uroczystości zorganizowanej przez rodziców Michaela, którzy z tej okazji ufundowali stypendium dla zdolnego ucznia.

Historię poznajemy z punktu widzenia Charlotty. Odwiedzając miejsca swojego dzieciństwa dziewczyna czuje jak podążają za nią duchy przeszłości. A prawie wszystkie wspomnienia prowadzą do pizzerii jej ojca i skonstruowanych przez niego animatronicznych zabawek (?), które miały być atrakcją dla dzieci, a w efekcie stały się… Czym? – musicie sami się tego dowiedzieć.

Powieść duetu Cawthon/Breed-Wrisley jest horrorem dla młodzieży i sądzę, że ci którzy mieli okazję poznać grę z chęcią po nią sięgną. Nie wiedziałam na co się porywam, a horrory lubię od czasu do czasu. Jedna trzecia książki jednak horrorem nie jest, a raczej średniej jakości obyczajówką. Później zaczyna się dziać, a czytelnikowi udziela się specyficzny, trochę klaustrofobiczny klimat opowiadanej historii. Nie bałam się, ale myślę że niektórym z was ścierpnie skóra i ciarki będą przebiegały po plecach. Książka prezentuje się nawet ciekawie i jestem pewna, że fanom gier komputerowych się spodoba. Mnie jednak nie porwała tak jakbym tego chciała i nie wiem czy przeczytam kolejną część.

Jesteście gotowi sprawdzić czy warto bać się zabawek? Polecam.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 140/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,7 = 11,5 cm, W 200 książek dookoła świata – Stany Zjednoczone, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie Wiedźmy – kolor, liczba, osoba, Zmierz się z tytułami – noc, Kitty’s Reading Challenge – powieść na podstawie gry

piątek, 20 października 2017

Prawdziwa Ginny Moon - Benjamin Ludwig

Autor – Benjamin Ludwig
Tytuł – Prawdziwa Ginny Moon
Tytuł oryginału – The Original Ginny Moon
Przekład – Małgorzata Borkowska
Wydawnictwo HarperCollins Polska
ISBN 978-83-276-2616-5

Prawdziwa Ginny Moon
Nazywam się Ginny Moon. Podobno postrzegam świat inaczej niż większość z was.
Ginny Moon czternastoletnia autystyczna dziewczynka jest bohaterką i narratorką debiutanckiej powieści Benjamina Ludwiga. Ginny mieszka w Niebieskim Domu z Na Zawsze Mamą i Na Zawsze Tatą, ale ciągle nie daje jej spokoju tęsknota za Lalką, która została u biologicznej matki. Sytuację komplikuje fakt, że Na Zawsze Mama niedługo spodziewa się dziecka. Czy Ginny stanie na wysokości zadania w roli starszej siostry? Czy adopcyjni rodzice udźwigną ciężar opieki nad niemowlęciem i opóźnioną w rozwoju nastolatką?

Powieść Prawdziwa Ginny Moon zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie. Sądzę, że odważnym krokiem było powierzenie autystycznej dziewczynce prowadzenia narracji. Ale powiem wam, że dobrze się stało i książka dzięki temu jest bardziej autentyczna. Co prawda czytelnik musi przyzwyczaić się do specyficznego sposobu opowiadania, ale gdy już się przywyknie to lektura książki nie zajmuje dużo czasu.
Wiem, że wszystkich doprowadzam do szału. Widzę, jak dziwnie na mnie patrzą, kiedy mówię. Jestem po prostu półgłówkiem, który tu nie pasuje. Nic nie robię dobrze i ledwie pamiętam, żeby zamykać usta. Nie potrafię się nikim opiekować, więc nie pasuję do żadnego miejsca. Może tylko do jakiejś jaskini albo do zoo…
Prawdziwa Ginny Moon nie jest powieścią łatwą, lekką i przyjemną, ale zdecydowanie jest opowieścią bardzo zajmującą. Książka dotyka dwóch ważnych i trudnych tematów: adopcji i autyzmu. To taki rodzaj historii, która wzrusza, wciąga bez reszty, i nie można o niej zapomnieć.

Należałoby napisać kilka słów o głównej bohaterce powieści Benjamina Ludwiga. Ginny. Jaka jest Ginny? Mimo opóźnienia dziewczynka jest sprytna, szczera do bólu i na swój sposób mądra. Uwielbia liczby i listy zadań. Zawsze chodzi spać i wstaje o tych samych godzinach. Jej śniadanie składa się ciągle z tych samych produktów: płatków, szklanki mleka i dziewięciu winogron. Naiwnie wierzy, że prawie wszyscy mówią prawdę. Zdecydowanie można polubić Ginny, choć zdarzają się momenty, że chciałoby się nią potrząsnąć, żeby zaczęła myśleć. Ale wiadomo, że to może być ogromnie trudne, zwłaszcza gdy jest się autystycznym dzieckiem.

Benjamin Ludwig snuje swoją opowieść nieśpiesznie i tak też, bez pośpiechu powinno się czytać tę książkę. Chociaż przyznaję, że wsiąka się w historię nastolatki i nie zauważa się, że kartki same zaczynają się przewracać. Co jakiś czas zdarza mi się czytać książki, które wywołują wielkie emocje. Prawdziwa Ginny Moon jest właśnie taką książką.

Jak pisałam wcześniej opowieść o autystycznej dziewczynce jest debiutem brytyjskiego pisarza, mocnym, dramatycznym i bardzo udanym. To świetnie skonstruowana powieść obyczajowa, więc jest dla miłośników tego gatunku literackiego. Prawdziwa Ginny Moon mogłaby być dedykowana dla osób, które na co dzień mają kontakt z osobami autystycznymi. Powieść Ludwiga zmusza do zatrzymania się, do refleksji i na pewno nie da o sobie szybko zapomnieć. Zdecydowanie polecam.
Wzruszająca historia autystycznej czternastolatki, która szuka bliskości w kolejnej rodzinie zastępczej.
Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytam nie tylko Amerykanów!, Czytamy powieści obyczajowe, Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 139/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,5 = 8,8 cm, W 200 książek dookoła świata – Wielka Brytania, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie Wiedźmy - osoba

sobota, 14 października 2017

Obsesja - Katarzyna Berenika Miszczuk

Autor – Katarzyna Berenika Miszczuk
Tytuł – Obsesja
Grupa Wydawnicza Foksal/Wydawnictwo W.A.B.
ISBN 978-83-280-4634-4

Ponure korytarze szpitalnego oddziału psychiatrii i niepokojące listy od tajemniczego wielbiciela…
Katarzyna Berenika Miszczuk jest młodą polską pisarką, która na koncie ma już dwanaście powieści. Niestety z żalem przyznaję, że Obsesja jest moją pierwszą przeczytaną książką autorki. Zamierzam zmienić ten stan rzeczy w najbliższym czasie, a co więcej nawet jedną książkę mam na półce.

Miszczuk, z wykształcenia lekarka, osadziła akcję swojej najnowszej powieści w jednym z warszawskich szpitali i widać, że ten klimat w pełni jej odpowiada. Obsesja nie jest typowym thrillerem i widać w niej wszechstronność pisarki. Zdecydowanie można powiedzieć, że jest to thriller, kryminał i powieść obyczajowa w jednym, a wszystko okraszone sporą dawką humoru [czarnego humoru].

Bohaterką Obsesji jest młoda lekarka Joanna Skoczek, odbywająca rezydenturę na oddziale psychiatrycznym w Szpitalu Wschodnim. Szpital Wschodni, tak jak prawie każda tego typu placówka, został stworzony po to aby można było nakręcać w nim horrory. Ponure szpitalne korytarze z ciągle gasnącym światłem, rozklekotane windy i przyprawiająca o gęsią skórkę szatnia pracownicza. Wystarczy przeczytać kilka kartek Obsesji, by wejść w gęsty, mroczny klimat historii.

Joanna Skoczek, młoda lekarka, której nie za bardzo wyszło w życiu prywatnym. Asia jest rozwódką i jak na razie nie zamierza mieć nic wspólnego z żadnym mężczyzną. Jednak atrakcyjna pani doktor przyciąga do siebie, jak magnes, co i rusz kolejnych adoratorów. Zaczyna się od pracownika pralni Łukasza, który jest przedziwną i bardzo tajemniczą postacią. Drugi w kolejce jest kolega z roku, pracujący w tym samym szpitalu, chirurg Tomek. Ale najciekawszy wydaje mi się kandydat numer trzy, lekarz medycyny sądowej Marek. Jakby tego było mało Joanna odbiera anonimowe listy, które powodują w niej coraz większy niepokój. Ale naprawdę zaczyna się bać wtedy, gdy na terenie szpitala zostaje odnalezione ciało zamordowanej pacjentki. Tym bardziej, że ów trup okazuje się preludium do większego dzieła. Joanna zaś okazuje się łudząco podobna do ofiary.

Nie mam porównania do wcześniejszych dzieł Katarzyny Bereniki Miszczuk i to chyba dobrze. Miałam niczym niezakłócony odbiór lektury. Przyznaję, że książkę czytało mi się z ogromną przyjemnością. Polubiłam główną bohaterkę i powiem wam, że z chęcią bym się z nią zaprzyjaźniła. Sądzę, że więcej kobiet w podobny sposób odbierze przesympatyczną panią doktor. Gdybym była młodsza to wzdychałabym do oryginalnego wielbiciela numer trzy – Marka Zadrożnego. Ale moje serce w całości należy do kocura Joanny o wiele mówiącym imieniu Kołtun.

Przyznaję się bez bicia, że dałam się wmanewrować Miszczuk. Niby szłam za wydarzeniami, obstawiałam podejrzanych, ale pozwoliłam się wodzić za nos. Każdy z moich typów okazał się nie trafiony, a ja czułam się jak dziecko we mgle, zwłaszcza wtedy, gdy nadszedł finał i faktycznie było już wiadomo kto zacz.

Swoje pierwsze spotkanie z twórczością Katarzyny Bereniki Miszczuk uważam za udane na tyle, że mam ochotę na więcej jej książek. Jeżeli poszukujecie historii, która wciąga i nie pozwala o sobie zapomnieć, to sięgnijcie po Obsesję. Przejdźcie się wraz z bohaterką ciemnymi, odrapanymi korytarzami szpitalnymi i poczujcie ten wyjątkowy klimat. Gorąco polecam.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytam, bo polskie, Czytam nie tylko Amerykanów!, Czytelnicze igrzyska 2017, Grunt to okładka, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 138/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,8 = 6,3 cm, W 200 książek dookoła świata – Polska, Wyzwanie Czytamy nowości, Zatytułuj się