Aldona Reich
Polifem
Cykl: Darasz
Wydawnictwo Labreto
Opinia przedpremierowa
Są książki, które się czyta i są takie, które się przeżywa. Polifem Aldony Reich należy według mnie do tej drugiej kategorii. Nie dlatego, że jest najbardziej dramatyczny czy formalnie eksperymentalny, ale dlatego, że nie pozwala czytelnikowi pozostać w bezpiecznej roli obserwatora.
Od początku miałam wrażenie, że ta powieść nie pyta mnie, czy chcę ją czytać - ona pyta, czy chcę patrzeć.
Czytanie Polifema było procesem powolnym. Zdarzało mi się odkładać książkę, nie z powodu znużenia, lecz z potrzeby zatrzymania się. Cisza, która wybrzmiewa między kolejnymi rozdziałami, jest gęsta od niewypowiedzianych emocji i niedopowiedzeń. Zło w tej powieści nie pojawia się nagle ani efektownie. Ono sączy się, trwa, przyzwyczaja do siebie i właśnie to jego zwyczajność okazała się dla mnie najbardziej niepokojąca.
Tytułowy Polifem szybko przestał być dla mnie jedynie literackim symbolem. Jedno oko zaczęłam czytać jako metaforę wyboru - decyzji, by widzieć tylko częściowo, tylko tyle, ile pozwalają zachować pozory równowagi. To spojrzenie selektywne, które chroni przed nadmiarem cudzej krzywdy, ale jednocześnie pozwala tej krzywdzie istnieć. W trakcie lektury coraz częściej zadawałam sobie pytanie ile razy sama korzystałam z takiego “jednego oka”. Ile razy wybierałam niepełne widzenie, bo pełne byłoby zbyt bolesne.
Postać Witolda Darasza odebrałam jako przeciwieństwo strategii przetrwania. To bohater, który widzi za dużo i za głęboko. Jego zmęczenie nie wynika z samej pracy śledczej, lecz z konieczności nieustannego konfrontowania się z konsekwencjami ludzkich wyborów. Czytając o nim, nie myślałam o sprawiedliwości w sensie prawnym, lecz o odpowiedzialności emocjonalnej - o ciężarze, jaki niesie ze sobą świadomość.
Polifem nie oferuje prostego katharsis. Po zakończeniu książki nie poczułam ulgi, raczej rodzaj cichego niepokoju. To niepokój, który nie znika wraz z zamknięciem ostatniej strony, bo dotyczy nie tyle świata przedstawionego, ile rzeczywistości, w której żyjemy. Reich pokazuje, jak łatwo przemoc może pozostać niezauważona - nie dlatego, że jest niewidoczna, ale dlatego, że nikt nie chce patrzeć uważnie.
To książka, która nie oskarża wprost, ale stawia czytelnika w niewygodnej pozycji świadka i właśnie w tej niewygodzie widzę jej największą wartość.
Bo być może prawdziwe pytanie jakie stawia powieść nie brzmi: “kim jest Polifem?” lecz: “jak często sami nim jesteśmy?”.
Po lekturze trudno wrócić do obojętnego czytania kryminałów. Polifem przypomniał mi, że literatura może być formą etycznego sprawdzianu - nie spektakularnego, lecz cichego, rozgrywającego się wewnątrz czytelnika. I że czasem najtrudniejszym aktem odwagi nie jest działanie, lecz zgoda na to, by zobaczyć więcej, niż chcielibyśmy widzieć.
monweg
Dziękuję
W ramach wyzwań: Przeczytam 120 książek w 2026 roku – 13/120; Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2 cm; 266 stron; Wielkobukowe bingo – świeżynka; Wielkobukowe alfabetyczne bingo – P; Wielkobukowe multibingo – polski kryminał
Darasz. 2. Polifem - Aldona Reich do kupienia na Bonito



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz