środa, 15 marca 2017

Co-dziennik - Lucyna Klimczak

Autor – Lucyna Klimczak
Tytuł – Co-dziennik
Wydawnictwo Helion
ISBN 978-83-283-2696-5


Znalezione obrazy dla zapytania co-dziennik
Codzienność potrafi przytłoczyć? Bywa nieprzyjemna, monotonna, zabiegana? Ile w Twoim życiu jest miejsca na refleksję, zaskoczenie, wzruszenie i okazywanie ciepłych uczuć? Chcesz oderwać się na chwilę od własnych problemów, zmienić perspektywę, a w konsekwencji poczuć się lepiej?
Co-dziennik Lucyny Klimczak to kolejna książka z wskazówkami na każdy dzień roku. Nie ma na całe szczęście jeszcze mowy o wysypie, ale rynek wydawniczy otworzył się na kreatywną rozrywkę dla dorosłych: połącz linie, kolorowanki, a teraz nadszedł czas na rozrywkę… zabawę… przygodę… w jednym.

Po tę publikację powinnam sięgnąć z początkiem roku, ale przecież mogę zacząć teraz siedemdziesiątego czwartego dnia roku. Co oferuje nam dziennik? Lepsze zrozumienie siebie, wysłuchanie, stwierdzenie własnych zdolności. Poza tym przypomina i uczy jak być.

Oprócz tego, że można w nim pisać odpowiadając na zadane pytania, czy wykonywać z góry ustalone zadania, można także notować ważne dla nas daty i sprawy, szkicować lub po prostu gryzmolić.

Książka bardziej przypomina połączenie terminarza z notatnikiem i prawdę mówiąc spełnia po części taką rolę. Jest jednak czymś więcej. Wykracza poza obie nazwy. Pytania w niej zawarte potrafią wkraść się w najgłębsze zakamarki naszych serc i zakorzenić się tam. Rozwaliło mnie pytanie z numerem czternastym Po co jesteś tu, skoro możesz być wszędzie? I co mądrego tutaj napisać? Chyba będę musiała się trochę wysilić. „Pogrzebać” sobie w głowie i wyciągnąć jakąś błyskotliwą odpowiedź.

Na wykonanie każdego z zadań autorka daje nam dwadzieścia cztery godziny, ale nic na siłę. Jak sobie nie poradzisz, to przecież nic się nie stanie. W końcu rozliczasz się sam ze sobą. Na zaliczenie „misji” przewidziana jest jedna strona, a wykorzystać ją można w dowolny sposób: pisać, rysować, wyklejać – jak chcemy i jak nam się w danym momencie podoba. Zadania można wykonywać w kolejności, w jakiej zostały ustalone lub po prostu drogą losowania. I ja chyba właśnie tę drugą metodę będę preferować.

Niespodzianką są zadania, które nie mają określonego tematu. Są to autozadania, gdzie sami ustalamy na jakie pytanie będziemy odpowiadać. Możemy sami sobie rzucić wyzwanie lub… nie robić nic. Druga niespodzianka to wyobraź sobie. I tu mamy naprawdę pole do popisu, bo puszczamy wodze fantazji.

Należy pamiętać, że nie ma dobrych, ani złych odpowiedzi. Przecież każdy inaczej odpowie na pytanie czy wykona zadanie. Wszystkie odpowiedzi są najlepsze, bo są Twoje. Co-dziennik można przeżywać na wiele sposobów i niejednokrotnie, gdyż możemy wracać do zadań ponownie i sprawdzać czy nasze poglądy się zmieniają.

Co zrobić, gdy już wykonasz wszystko, co ma do zaproponowania dziennik? No cóż, można rozpocząć przygodę z nim jeszcze raz. Można też, jak sugeruje autorka dać go komuś w prezencie, opublikować, wykonać rytualne spalenie, ale również możesz przechować jak cenną pamiątkę i za kilka lat przeczytać swoim dzieciom lub wnukom. Decyzja należy do ciebie.

Co-dziennik Lucyny Klimczak jest dla każdego, więc polecam go wszystkim bez wyjątku i bez względu na wiek. Przeżyjcie swoją własną przygodę z dziennikiem i poznajcie siebie lepiej.


Dziękuję


wtorek, 14 marca 2017

Fioletowy hibiskus - Chimamanda Ngozi Adichie

Autor – Chimamanda Ngozi Adichie
Tytuł – Fioletowy hibiskus
Tytuł oryginału – Purple Hibiskus
Przekład – Jan Kraśko
Wydawnictwo Amber
ISBN 83-2411-897-7


Chimamanda Ngozi Adichie, nigeryjska pisarka. Fioletowy hibiskus jest jej debiutem literackim. Powieść była nominowana m. in. do Bookera, Orange Prize, Caine Prize for African Writing i BBC Short Story Award.

Nie było nam po drodze z Adichie i chyba ten stan rzeczy by się szybko nie zmienił, gdyby nie jedno z wyzwań, w których biorę udział w tym roku. Mam na myśli oczywiście Książkową podróż. A przy okazji – przyłączcie się, bo to prawdziwe wyzwanie. A więc już wiecie w jaki sposób trafiłam na nigeryjską pisarkę.

Poznajemy piętnastoletnią Kambili, która jest również narratorką przedstawionej historii. Kambili pokazuje nam swoje życie, rodzinę [matkę, ojca, brata Jaja] oraz dyktaturę panującą w Nigerii w latach dziewięćdziesiątych.

Rodzina Kambili wiedzie dostatnie, godne pozazdroszczenia życie. Mieszkają w pięknym domu, a dzieci uczęszczają do ekskluzywnej szkoły. Na pozór uznawany za wzór cnót ojciec rodziny, biznesmen i gorliwy katolik jest fanatycznym tyranem, który krzywdzi żonę i nie zawahałby się poświęcić nawet swoich dzieci w imię religijnej obsesji.

Tłem dla opowieści Kambili staje się zamach stanu, gdy Nigeryjczycy walczyli o wolność. Mamy okazję oglądać walkę o wolność przedstawioną dwojako. Prywatną walkę toczoną przez Kambili i jej brata oraz bunt nigeryjskiego tłumu.

Momentem przełomowym staje się wyjazd do ciotki, gdzie dzieci mają możliwość robić to na co mają ochotę, nie oglądając się przez ramię na ojca tyrana. Dopiero w czasie pobytu u rodziny dowiaduje się czym naprawdę jest wolność. Synonimem tejże właśnie wolności staje się dla Kambili rosnąca przed domem ciotki niezwykła odmiana hibiskusa.

Mimo niewielkiej objętości powieść niesie z sobą bardzo duży ciężar gatunkowy. To mądra książka, która może wstrząsnąć czytelnikiem. Pouczająca, dająca do myślenia i chwytająca za serce. Nie pozostawi was obojętnymi. Gorąco polecam.

A teraz kilka cytatów pogodowych do w/w wyzwania:

W grudniu nadciągnęły piaskowe harmattany*. Niosąc ze sobą zapach Sahary i Bożego Narodzenia, zrywały z uroczyńców  jajowate liście i strącały szpilkowate liście z gwiżdżących sosen, pokrywając wszystko warstewką brązowego pyłu. [* silny, pylny i gorący północno-wschodni wiatr wiejący w porze suchej znad Sahary na wybrzeże Zatoki Gwinejskiej].

Śmiałam się, ponieważ w porze harmattanów samochody pokrywają się w Nsukka kurzem z bitych dróg, a w porze deszczowej lepkim błotem.

Po Niedzieli Palmowej wszystko się rozpadło. Nadciągnęły gniewne deszcze i wyjące wichry, które poprzewracały uroczyny na podwórzu. Drzewa leżały tam, muskając trawę różowymi i białymi kwiatami, a z ich sterczących korzeni zwisały grudy ziemi.

Książka bierze udział w wyzwaniach:

ABC czytania – wariant 1, Cztery pory roku, Czytamy powieści obyczajowe, Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Gra w kolory, Książkowa podróż, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 34/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2 = 21 cm, W 200 książek dookoła świata – Nigeria, Wielkobukowe wyzwanie 2017, Wyzwanie biblioteczne, Wyzwanie czytelnicze – kolor, kwiat

poniedziałek, 13 marca 2017

Całkiem obcy człowiek - Rebecca Stead

Autor – Rebecca Stead
Tytuł – Całkiem obcy człowiek
Tytuł oryginału – Goodbye Stranger
Przekład – Krystyna Kornas
Wydawnictwo IUVI
ISBN 978-83-7966-030-8

Która to prawdziwa ty? Ta, która zrobiła coś okropnego, czy ta, która się przeraziła tym, co zrobiła? I czy jedna może przebaczyć drugiej?
Pamiętacie Śluby panieńskie Aleksandra Fredry? W utworze tym główne bohaterki Aniela i Klara składają przysięgę, że nigdy za mąż nie wyjdą i będą dręczyć mężczyzn swoją obojętnością. Główne bohaterki powieści Całkiem obcy człowiek, co prawda nie składają tak drastycznej deklaracji, ale obiecują sobie nigdy nie kłócić się ze sobą. Oj, bardzo trudne zadanie, zwłaszcza gdy ma się naście lat.

Bridge, Tabitha i Emily to właśnie bohaterki najnowszej powieści Rebecki Stead. Dziewczyny znają się od zawsze i od zawsze przyjaźnią. Tabitha jest początkującą feministką i umie każdego właściwie ocenić. Emily od niedawna ma chłopaka, ale dziwna ta jej znajomość. Generalnie nie rozmawiają, ale za to przysyłają sobie zdjęcia… Prawdę mówiąc osobliwe zdjęcia, bo co ciekawego może być w fotografii kostki, czy kolana? Bridge natomiast przeżyła wypadek, w którym powinna była zginąć. Teraz ma okres przełomowy i nie wiedzieć czemu nosi na głowie kocie uszy. Jest też czwarta bohaterka, licealistka, którą poznajemy dzięki rozdziałom zatytułowanych Walentynki. Czy to możliwe żeby taki radosny dzień skończył się źle? Zapomniałabym o Shermie, koledze dziewcząt, który musi zrewidować własne poglądy i wybaczyć swojemu dziadkowi rozwód z babcią. Pisze do niego listy, które zalegają nie wysłane.

Opuściła trzecią klasę, ale jej ciało się naprawiło. Po czterech operacjach i roku rehabilitacji nie było śladu obrażeń. Ale Bridget już była inna. Zamierała czasem, gdy miała przejść przez ulicę – nogi nieruchomiały wbrew jej woli. We śnie powracał koszmar, że jest jak mumia, zabandażowana od stóp do głów. Budziła się z niego, ciężko łapiąc oddech i rozkopując kołdrę.
Kilkoro bohaterów, z których każdy jest ciekawą postacią, nie idealną, bo idealnych ludzi nie ma na świecie. Każdy ma w sobie coś oryginalnego i świeżego. Nie wiem czy nastolatkowie utożsamialiby się z tymi postaciami, ale wydaje mi się, że gdybym była grubo młodsza, to chciałabym mieć takie, trochę szalone przyjaciółki, na których prawie zawsze mogłabym polegać.

Całkiem obcy człowiek to interesująca lektura, inna od tych, które zalegają na półkach w księgarniach. Nie jest to błaha historyjka powielająca temat rodem z baśni braci Grimm. To książka o młodzieży i dla młodzieży, pełna ważnych przesłanek dotyczących przyjaźni, miłości, zdrady i zaufania. To powieść o młodych ludziach, nastolatkach, którzy próbują znaleźć sobie miejsce w brutalnym świecie, przetrwać i nie zwariować.

Powieść Całkiem obcy człowiek polecam przede wszystkim nastolatkom, ale również tym z was, którzy lubią [tak jak ja] czasem sięgnąć po literaturę młodzieżową. Serdecznie polecam.

To właśnie życie. To, gdzie śpisz i co widzisz, kiedy się rano  budzisz, komu opowiadasz o swoim dziwnym śnie, co jesz na śniadanie i z kim. Życie to nie jest coś, co ci się przydarza. To coś, co sam tworzysz, cały czas. To te pół minuty rano, kiedy twoja kotka zapomina o swoich humorach i okazuje ci miłość. I olewa, czy ktoś to widzi.

Dziękuję



Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytamy powieści obyczajowe, Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Grunt to okładka, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 33/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2,4 = 19 cm, W 200 książek dookoła świata – Stany Zjednoczone, Wyzwanie Czytamy nowości

sobota, 11 marca 2017

Amerykańska sielanka - Philip Roth

Autor – Philip Roth
Tytuł – Amerykańska sielanka
Tytuł oryginału – American Pastoral
Przekład – Jolanta Kozak
Wydawnictwo Literackie
ISBN 978-83-08-06300-2


Philip Roth, jak wam zapewne wiadomo, należy do grona czołowych pisarzy amerykańskich. Wróć, Philip Roth to jeden z największych żyjących amerykańskich pisarzy. Albo może tak: Philip Roth, amerykański pisarz żydowskiego pochodzenia, wychowany w konserwatywnej rodzinie żydowskiej mieszkającej w Newark, od ponad pół wieku piszący powieści, które stanowią głos pokoleń Ameryki, oddające panujące nastroje społeczne, niezwykle erudycyjne i psychologicznie przenikliwe, a on sam uważany jest za postać kultową, skandalizującego literata, jednego z najczęściej nagradzanych współczesnych powieściopisarzy i wieloletniego kandydata do Literackiej Nagrody Nobla; przez krytyka literackiego Harolda Blooma zaliczony został do czwórki wielkich amerykańskich powieściopisarzy naszych czasów, obok Thomasa Pynchona, Dona DeLillo oraz Cormaca McCarthy’ego. Na początku tego roku do polskich kin trafił debiut reżyserski Ewana McGregora, z nim samym w roli głównej, oraz partnerującymi mu na ekranie Jennifer Connelly i Dakotą Fanning, będący adaptacją bardzo ważnej, uhonorowanej Nagrodą Pulitzera powieści Rotha, a mianowicie Amerykańskiej sielanki.

Powieść należy do cyklu Zuckermana, jej bohaterem-narratorem jest Natan Zuckerman, pisarz żydowskiego pochodzenia, który wychowywał się w Newark. Natan stanowi zdaniem wielu krytyków, co raczej oczywiste, literackie alter ego Rotha. Jednakże w Amerykańskiej sielance to nie Zuckerman gra pierwsze skrzypce. Główną postacią powieści jest bowiem Seymour Levov, zwany przez wszystkich „Szwedem”, który przedstawiony został niemal jako człowiek pozbawiony wad, bohater heroiczny. Szweda poznajemy w retrospekcjach Zuckermana jako szkolnego boga; zawsze uczciwy, niewiarygodnie przystojny i dobrze zbudowany, król boisk każdej dyscypliny sportu, za którą się zabrał, a dodatkowo w porządku chłop. Zuckerman, mimo blisko pół wieku, które minęło od ukończenia szkoły, pozostaje pod ogromnym wpływem i urokiem Szweda; jego osoba działa niczym magnes na każdego, kto go tylko poznał. Wydawać by się mogło, że życie Seymoura Levova było pasmem sukcesów: rozbudował rodzinną firmę, założył rodzinę, stać go na wszystko, pozostawał w dobrej kondycji. Jednakże okazuje się, że życie Szweda było usłane różami tylko z pozoru, znacznie więcej niż kwiatów, można w nim znaleźć kolców, a raczej jeden kolec, który wbił się na tyle głęboko, że pozostawił po sobie ranę do śmierci wspaniałego Levova.

Piętą Achillesa tego człowieka ze spiżu okazała się jego córka, Mary. Dziecko stanowi całkowite przeciwieństwo ojca,  buntując się przeciwko rodzicielskiej dobroci. Dramat rodzinny stanowi w Amerykańskiej sielance przykład paranoi i paradoksu, który był częścią amerykańskiej codzienności lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Roth należy do bacznych obserwatorów rzeczywistości, dzięki czemu był w stanie oddać tak dobrze klimat Stanów Zjednoczonych od II wojny światowej do końca lat dziewięćdziesiątych. Pisarz jak nikt inny ukazał upadek społeczeństwa, które ukształtowało Szweda, będącego wzorowym reprezentantem tego społeczeństwa. Roth przedstawił „raj zapamiętany”, który zaczął się rozpadać, by nagle upaść. Powieść została podzielona na trzy części, z każdą częścią coraz bardziej widoczny staje się pesymizm w przedstawianiu świata. Opowieść toczy się niespiesznie, a mimo to książka wciska czytelnika w fotel.

Amerykańska sielanka jest powieścią ważną, taką, którą powinno się znać. W Stanach Zjednoczonych uznaje się ją za dzieło z listy obowiązkowej, co nie powinno dziwić, bo przedstawia w końcu destrukcję amerykańskiego snu i siły, pozbawia złudzeń do ich wspaniałości. Mimo całej amerykańskości książki problemy, które się w niej pojawiają, są na tyle uniwersalne, że znajdziemy dla nich przełożenie także na naszym gruncie. Ponadto lektura powieści pozwoli lepiej zrozumieć największe mocarstwo Zachodu. Zdecydowanie najlepsza powieść Rotha, z jaką miałam do czynienia.
Dziękuję

Książka bierze udział w wyzwaniach:

Cztery pory roku, Czytamy powieści obyczajowe, Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 32/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 4,8 = 16,6 cm, W 200 książek dookoła świata – Stany Zjednoczone, Wyzwanie Czytamy nowości

piątek, 10 marca 2017

Jak podróżować z łososiem - Umberto Eco

Autor – Umberto Eco
Tytuł – Jak podróżować z łososiem
Tytuł oryginału – Come viaggiare con un salmone
Przekład – Krzysztof Żaboklicki
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
ISBN 978-83-65613-04-2

 Jak podróżować z łososiem

Umberto Eco dał się poznać jako ceniony w kręgach akademickich semiotyk, mediewista, filozof i znany na całym świecie pisarz. Urodzony w Alessandrii Eco ukończył studia na Uniwersytecie Turyńskim, w którym w 1954 obronił doktorat z filozofii. Jako profesor wykładał na uniwersytetach florenckim i bolońskim, był członkiem honorowym Kellogg College przy Uniwersytecie Oksfordzkim. Jego teksty dotyczące semiotyki, literatury, mediów, średniowiecza czy sztuki wchodzą w kanon lektur studenckich na uczelniach wszystkich kontynentów. Udowodnił, że napisanie bestsellera jest możliwe, jeśli trzymać się pewnych z góry ustalonych zasad, czego dowodem było wydane w 1980 roku Imię róży, najbardziej znana powieść w dorobku Eco i największy sukces wydawniczy. Na podstawie książki powstał słynny film z Seanem Connery’m w jednej z głównych ról. Kolejne powieści włoskiego intelektualisty były tylko potwierdzeniem talentu pisarskiego Eco, który skonstruował wciągające fabuły, będące jednocześnie wyzwaniem intelektualnym. Oprócz prac naukowych, esejów i powieści, Eco był także autorem felietonów ukazujących się w mediolańskim tygodniku „l’Espresso”, których wybór znalazł się w wydanym niedawno tomie Jak podróżować z łososiem.

Zacznę od tego, co było dla mnie największym zaskoczeniem. Umberto Eco zawsze kojarzył mi się z erudycją, niezwykłą kulturą, wyrafinowanym stylem i intelektualną grą. W moich oczach był to poważny badacz i pisarz, krytykujący w zdecydowany, choć często zawoalowany sposób głupotę. Nie spotkałam się wcześniej z jego felietonami i cieszę się, że wreszcie je poznałam. Poczucie humoru Eco powaliło mnie na kolana. Pisarz fenomenalnie wyśmiewa absurdy, które dostrzega w otaczającym go świecie i robi to często za pomocą groteski. Płakałam ze śmiechu podczas lektury i nie mogłam się nadziwić, że to ten sam Eco, którego znam choćby z Imienia róży czy Cmentarza w Pradze. Jak podróżować z łososiem stanowi zbiór tekstów bezlitosnych i piekielnie zabawnych, w których możemy dostrzec zupełnie inną twarz semiotyka z Alessandrii, twarz wielkiego prześmiewcy.

Tytułowy tekst w mniejszym stopniu dotyczy łososia, a skupia się na komputeryzacji i zagrożeniach, które ze sobą niesie. Eco trafia do hotelu, w którym rządzi system komputerowy, a pracownicy obiektu są mu całkowicie podporządkowani i zdają się nie korzystać z własnych mózgów. Ponadto, prawie żaden z tych pracowników nie mówi w języku, który można by uznać za uniwersalny, co powoduje chaos komunikacyjny. Wszystko to składa się na totalnie absurdalną historię, która stanowi swoistą przestrogę.

Zbiór ma charakter poradnika, czy też raczej antyporadnika. Autor stara się pokazać czytelnikom sposoby na uniknięcie niechcianych sytuacji, lecz konkluzją większości tekstów jest to, że zderzenie z absurdem systemu może okazać się nieuniknione. Świat, który Eco tworzy w felietonach wydaje się postawiony na głowie, ale choć jest mocno przerysowany, nie sposób nie dostrzec wielu prawidłowości, na które autor zwraca uwagę. Bez wątpienia śmiech, który towarzyszy czytelnikowi podczas lektury, przypomina trochę śmiech przez łzy, a humor ma odrobinę złowieszczy charakter i autoironiczny wydźwięk, bo w końcu w jakimś stopniu śmiejemy się z siebie.

Każdy felieton składający się na tom Jak podróżować z łososiem jest literacką perełką i aż szkoda, że zbiór tekstów ma tak niewielką objętość. Kolejne opowieści łyka się wręcz bez mrugnięcia okiem, a przerwy w lekturze powodowane są nie zmęczeniem czy niechęcią do treści, ale seriami niekontrolowanego chichotu, a czasem nawet złośliwego rechotu. Jestem przekonana, że nie będziecie zawiedzeni, sięgając po felietony Umberto Eco; gwarantuję, że czytając nie znudzicie się. Bardzo gorąco polecam.

Dziękuję

Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytelnicze igrzyska 2017, Grunt to okładka, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 31/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2 = 11,8 cm, W 200 książek dookoła świata – Włochy, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie czytelnicze 2017 – jedzenie, zwierzę

środa, 8 marca 2017

W - Marcin Sendecki

Autor – Marcin Sendecki
Tytuł – W
Biuro Literackie
ISBN 978-83-65125-44-6

Zdjęcie użytkownika Księgarnia Bagatela na Pięterku.

Z poezją Marcina Sendeckiego spotkałam się przy okazji jego poprzedniego tomu poetyckiego Lamety; lektura okazała się zarówno intrygująca, jak i frapująca. Lamety okazały się zbiorem wierszy trudnych w odbiorze, silnie intertekstualnych. Stąd też z ciekawością i skrywaną obawą sięgnęłam po W, najnowszy tom w dorobku gdańskiego poety. Chociaż, czy Sendeckiego możemy uznać za gdańskiego twórcę? Choć urodzony w Gdańsku, Sendecki dorastał w Tomaszowie, a większą i tę najbardziej twórczą część życia spędził w Warszawie i to Warszawa (W) stanowi swoiste spoiwo tomiku.

Kompozycja całego tomu jest niezwykle przemyślana. Dedykacja wskazuje na osobisty charakter zbioru, a autobiograficzny rys uwidacznia się choćby w liczbie wierszy (49), która odpowiada wiekowi autora w chwili powstawania W. Motto, pochodzące ze Smutku tropików Claude’a Lévi-Straussa, co chyba oczywiste, nie pojawia się przypadkowo, ale stanowi niejako klucz do całego tomu. Przez pryzmat tej myśli możemy patrzeć na W jako na całość, dostrzegając pełniejszy obraz poetyckiego świata.

Wiersze przypominają urywki z życia, krótkie refleksy pamięci o przeszłości. Trochę to liryka codzienności, choć może bardziej chwil, ale nie tych najważniejszych. Czytając wiersze Sendeckiego, odniosłam wrażenie, że mam do czynienia z epifanicznością, aczkolwiek moje przeczucie mnie zwodzi. Na pewno wiersze z tego zbioru nie są tak misternie wykonane jak te, które składają się na tom Lamety, choć uważam, że jest to plus tego tomu. Teksty nie mają tytułów, są numerowane, mijają jeden po drugim jak lata albo wspomnienia.

W pierwszym wierszu Sendecki dokonuje gestu otwarcia, zaprasza czytelnika do lektury, do wejścia w stworzony przez siebie świat i od początku rozpoczyna grę z odbiorcą; grę, w której na starcie mamy do wyboru dwoje drzwi (albo okien), przez które będziemy zerkać:

Dobra książka
może polegać na tym
że nie wiadomo
o co w niej
chodzi Zła książka
może polegać
na tym że nie
wiadomo
o co w niej
chodzi

Popatrzcie

Wchodzimy i co? Jakiego wyboru byśmy nie dokonali na wstępie, będziemy chcieli poznać zakończenie historii opowiadanej przez Sendeckiego, historii fragmentarycznej, nieposklejanej, stanowiącej elementy układanki. Te poetyckie puzzle według mnie składają się na obraz, w którym można wyróżnić trzy kręgi tytułowego W.

Warszawa. To po niej się przechadzamy razem z poetą, jeździmy metrem, tramwajem i autobusem. Zatrzymujemy się na środku ulicy, pijemy ze znajomymi, doznajemy przebłysków pamięci, tracimy czas, żyjemy. Warszawa w tomie po prostu jest i nie potrzebuje specjalnych opisów, stanowi tło, ale jej obecność pozostaje niezaprzeczalna; poruszamy się po mieście bez skrępowania, jak miejscowi.

Wspomnienia. Urywki z młodości, przebłyski ze studiów, z pracy w „brulionie”, ze spotkań; twarze i imiona ludzi, którzy są i którzy byli; życie w skrócie, z uwydatnieniem tego, co najistotniejsze, czyli tego, co na pozór nieistotne.

Wiersze. One także są tu ważne, stanowią sens, mogą być dobre lub złe, piszą się lub nie, ale są obecne między jednym piciem a drugim, a nawet w trakcie; objawiają się podczas jazdy komunikacją miejską, mieszczą się w mieście, we wspomnieniach, kryją się w życiu.

Do W na pewno jeszcze wrócę, bo czuję, że każda kolejna lektura będzie dla mnie odkryciem własnych przebłysków przeszłości. Podoba mi się poza tym brak patetycznych fraz w tej, bądź co bądź, nostalgicznej poetyckiej podróży. Zachęcam was do przeczytania najnowszego tomu Marcina Sendeckiego, może też znajdziecie w niej siebie. Popatrzcie.

Dziękuję
Książka bierze udział w wyzwaniach:

ABC czytania – wariant 2, Czytelnicze igrzyska 2017, Olimpiada czytelnicza, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 30/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 0,7 = 9,8 cm, W 200 książek dookoła świata – Polska, Wyzwanie Czytamy nowości

wtorek, 7 marca 2017

Jesień magii - Dorota Wieczorek

Autor – Dorota Wieczorek
Tytuł – Jesień magii
Wydawnictwo Skrzat
ISBN 978-83-7915-406-7


Ludzie sądzą, że sny nie są prawdziwe, bo nie ma w nich materii, cząstek. Ale sny są prawdziwe. Składają się z punktów widzenia, obrazów, wspomnień, żartów, straconych nadziei. [Neil Gaiman „Sandman”]
O prawdziwości snów przekonuje się, za każdym razem, gdy zasypia, szesnastoletnia Mallory, bohaterka powieści Doroty Wieczorek Jesień magii. Sny zresztą w tym przypadku to delikatnie powiedziane. Mallory ma koszmary, które ożywają, gdy dziewczyna otwiera oczy.

Okazuje się, że sny nastolatki to bardzo rzadkie umiejętności magiczne, a osoby które potrafią przenosić nocne wizje nazywane są śniącymi. Sny Mallory stanowią pewnego rodzaju bilet wstępu do innego, równoległego świata.

Razem z ojcem nie zagrzewają nigdzie miejsca i ciągle podróżują, by nie dać się odnaleźć przez tych, dla których umiejętności dziewczyny są wiele warte. Przez ten koczowniczy tryb życia Mallory nie jest zbyt szczęśliwą nastolatką, nie ma przyjaciół, bo jak tu się zaprzyjaźnić, gdy wokół dzieją się dziwne rzeczy i bez końca trzeba zmieniać miejsce zamieszkania.
Przeprowadzali się tak często, że Mallory nie umiała nawet przypomnieć sobie wszystkich miejsc, w jakich dotąd mieszkali. Twarze poznanych ludzi, budynki… Wszystko mieszało się w bezładną mozaikę wspomnień. Wyraźnie pamiętała jedynie same momenty porzucania kolejnych kryjówek, bo zwykle poprzedzały je przeróżne wypadki.
Niezbyt często sięgam po literaturę dziecięcą, a ta książka dedykowana jest dla dzieci w wieku 12+ [Harry Potter jest wyjątkiem, ale przecież to Harry Potter]. Nie miałam więc okazji zapoznania się z twórczością Doroty Wieczorek – to moje pierwsze z nią spotkanie. Nie żałuję, choć uważam, że przeciętny dwunastolatek może mieć trudności z odbiorem Jesieni magii, a może się mylę, w końcu dawno minęły czasy, gdy miałam bliższy kontakt z dziećmi w tym wieku.

Dorota Wieczorek nakreśliła postać Mallory całkiem dobrze. Dziewczyna została przedstawiona autentycznie, realnie i myślę, że niejedna nastolatka może się z nią identyfikować. Jestem prawie pewna, że dwunastolatkowie z chęcią zamieniliby się miejscami z Mallory. Może odrobinę mnie bohaterka irytowała, ale ja już wyrosłam z takiej literatury.

Autorka przy komponowaniu powieści posiłkowała się jedną z baśni Charles’a Perraulta Śpiąca królewna [rozpropagowana po ponad stu latach przez braci Grimm]. Wyszło to bardzo zgrabnie. Oczywiście w Jesieni magii mamy rzecz jasna śpiącą królewnę, czarny charakter, zaczarowane wrzeciono, magiczny sen oraz zaklęcia i magię w czystej postaci. Czarodziejów, krasnoludy, elfy i … smoki.

Najnowsza powieść Doroty Wieczorek jest naprawdę niezła. To fantastyka, która może się podobać nastolatkom. Książkę czyta się bardzo szybko i płynnie. Jest to zasługą lekkiego pióra autorki, mnogości dialogów i niewielkiej ilości nużących opisów.

Jesień magii polecam przede wszystkim młodym czytelnikom lubiącym fantasy. Polecam.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

ABC czytania – wariant 1, Czytam, bo polskie, Czytam fantastykę, Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza, Pod hasłem 2017, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 29/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 2 = 9,1 cm, W 200 książek dookoła świata – Polska, Wyzwanie Czytamy nowości, Wyzwanie czytelnicze 2017 – pora roku

sobota, 4 marca 2017

Przed końcem świata - Tommy Wallach

Autor – Tommy Wallach
Tytuł – Przed końcem świata
Tytuł oryginału – We All Looked Up
Przekład – Iwona Michałowska-Gabrych
Wydawnictwo Bukowy Las
ISBN 978-83-8074-049-5

Przed nadejściem Ardoru pozwalaliśmy, by identyfikowały nas etykiety – sportowiec, szmata, obibok, kujon. Potem spojrzeliśmy w niebo i wszystko się zmieniło. Powiedzieli, że asteroida dotrze do Ziemi w ciągu dwóch miesięcy. Mieliśmy dwa miesiące na to, by pozbyć się etykietek. Dwa miesiące, by stać się czymś więcej niż dotąd, czymś, co przetrwa, nawet gdy wszystko się skończy. Dwa miesiące, by naprawdę życ.
Jak będzie wyglądał koniec świata? Na pewno wielu z was się nad tym zastanawiało. Czy wypali się słońce i życie na Ziemi się po prostu skończy? Czy nastąpi Wielki Wybuch, czy Wielkie Rozdarcie? A może tak, jak w powieści Tommy’ego Wallacha koniec czeka nas przez tajemniczą asteroidę?

Błędem jest, jeśli myślicie, że ta książka to fantastyka. Nic bardziej mylnego. Przed końcem świata to całkiem niezła powieść obyczajowa o młodzieży i dla młodzieży. Plus należy się Wallachowi za udany debiut literacki. A wszyscy wiemy, że debiuty bywają różne, ten jest naprawdę dobry.

Tematyka książki jest często wykorzystywana w literaturze i filmie, więc nie było łatwo zainteresować czytelników tak popularnym problemem. Wallachowi ten zabieg się udał. Obsadził w rolach głównych młodych ludzi, którzy dopiero wchodzą w dorosłość. Bohaterów mamy czworo, dwie dziewczyny i dwóch chłopaków. Anita, trochę wycofana, w planach ma studia w Princeton. Eliza, nie ciesząca się najlepszą reputacją, najchętniej opuściłaby rodzinne Seattle. Peter jest szkolną gwiazdą koszykówki, ale wbrew utartym schematom nie jest pusty i zadufany w sobie. I Andy, miłośnik metalu i punku, któremu nie bardzo zależy na tym co będzie, byleby było zioło. Razem z tą czwórką przeżywamy cztery tygodnie do… apokalipsy(?)
Wyszedł w noc. Czuł się innym człowiekiem: wszystkie oczywistości zniknęły ze światłem. Niebo nad głową było obce w swojej doskonałości: na oberżynowym fiolecie lśniła jedna jasna gwiazda, niebieska niczym szafir, niczym okruch popołudnia, który ktoś zapomniał wytrzeć.
Najpierw pojawiła się na niebie niby-gwiazda, ale jakaś inna i nie świeci biało-żółtym światłem tylko na niebiesko. Trudno nie zwracać na nią uwagi. Okazuje się, że jest to asteroida Ardor, która zmierza w stronę Ziemi. W mediach podają, że najpewniej dojdzie do zderzenia, a do tego momentu zostało około ośmiu tygodni. Czym jest niecałe dwa miesiące, gdy ma się osiemnaście lat i dopiero zaczyna się życie? I w sumie o tym jest ta książka. O życiu w cieniu zagłady.
Gdyby nie Ardor, nie zaprzyjaźniłby się z Anitą, ani z Elizą. Może asteroida przewracała wszystko do góry nogami. Popularni staną się niepopularni. Wariaci posiądą Ziemię.
Czworo bohaterów, tak bardzo różnych, zbliża się do siebie i zaprzyjaźnia. W normalnych warunkach, na pewno nawet by się nie polubili.  Próbują jakoś radzić sobie z zaistniałą sytuacją, tak jak potrafią. Dzieci przestają uczęszczać do szkoły, dorośli chodzić do pracy, zaczynają się akty wandalizmu, wzrasta przestępczość. Razem z bohaterami książki przyglądamy się panice, chaosowi i niszczeniu świata.
Pomyślała o rzeczach, które pragnęła zrobić w życiu. Wszystkie żywoty, które chciała przeżyć, objawiły jej się niczym koślawe ścieżki wiodące w skrytą w cieniu przyszłość oświetloną niewielkimi plamkami światła: pierwszy dzień studiów, pojednanie ze zwariowana mamą, pierwszy prawdziwy chłopak […], pierwsza wystawa w Nowym Jorku […], ślub […], pierwsze dziecko […] Artykuły w czasopismach. Profesura. Romans. Morze Śródziemne. Wnuki.
Jak czwórka bohaterów spędzi pozostały czas? Może go upamiętnić – tylko dla kogo? Tymczasem łapią się na tym, że odliczają dni do końca, obliczają ile zostało im wschodów i zachodów słońca, ile… Czego nigdy już nie zrobią, nawet takich rzeczy, o których marzyli od dziecka. Co uczynią ze swoimi nadziejami i uczuciami. Jak mają przeżyć te ostatnie dni młodzi ludzie, gdy widzą, że dorośli, na których powinni polegać sobie nie radzą?

Przed końcem świata to całkiem udany debiut literacki, napisany lekko i przystępnie. Czyta się bardzo szybko i płynnie. Bardzo się cieszę, że przede mną druga powieść Tommy’ego Wallacha Dzięki za tę podróż. Mam nadzieję na równie dobrą rozrywkę. Tymczasem zapraszam was do przeżycia końca świata z bohaterami tej powieści. Polecam szczególnie młodzieży oraz wielbicielom powieści obyczajowych.

Dziękuję


Książka bierze udział w wyzwaniach:

Czytamy powieści obyczajowe, Czytelnicze igrzyska 2017, Na tropie, Olimpiada czytelnicza, Pochłaniam strony, bo kocham tomy, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 28/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 3,1 = 7,1 cm, W 200 książek dookoła świata – Stany Zjednoczone, Wyzwanie Czytamy nowości

czwartek, 2 marca 2017

Załatw pogodę, ja zajmę się resztą - Renata Frydrych

Autor – Renata Frydrych
Tytuł – Załatw pogodę, ja zajmę się resztą
Wydawnictwo Literackie
ISBN 978-83-08-06297-5

Wydawnictwo Literackie lubi zaskakiwać. Zaskoczeniem tym była akcja promocyjna debiutu literackiego Renaty Frydrych. Najpierw przysłali fragment powieści bez tytułu, za to z dopiskiem:


Po fragmencie książki-niespodzianki otrzymałam kolejna przesyłkę. Moim oczom ukazały się puzzle, które złożyły się na okładkę najnowszego „dziecka” wydawnictwa.

W końcu przyszedł dzień, gdy w moje ręce trafiła obszerna powieść Renaty Frydrych. Wyczekałam stosowny moment i zabrałam się za czytanie. I zaskoczenie, bo książka mimo debiutu okazała się bardzo dobra. Cudownie spędziłam czas z bohaterami opowieści, a szczególnie z Polą Kukułką i jej trzódką.


Pola jest dwudziestosiedmiolatką. Opiekuje się trójką dzieci: nastoletnim Mateuszem, siedmioletnią Zosią i pięcioletnią Misią. Polę poznajemy w momencie, gdy zostaje sama z dzieciakami, jej partner właśnie umarł. Kobieta musi stawić czoła światu, opiece społecznej i... koniecznie wyjść za mąż. Kolejność może ulec zmianie. Na całe szczęście Pola nie jest tak zupełnie sama ze swoimi kłopotami. Może liczyć na brata Ryśka, bratową Mariolę i babcię Różę.

Czy łatwo znaleźć odpowiedzialnego i wzbudzającego zaufanie faceta, który zaakceptuje dzieci i rodzinę ze swoimi dziwactwami? Mateusz jest samotnikiem, Zosia od śmierci ojca nie mówi, a Misia jest notoryczną kłamczuchą. No i Pola, trochę szalona, chorobliwie nieśmiała, krawcowa-amatorka, która potrafi uszyć wszystko, nawet książkę dla dzieci.
Miłość przeważnie zaczyna się od spotkania i od patrzenia sobie w oczy. Później jest niepewność, czy to ten, czy to ta, potem coś iskrzy i pojawiają się te wszystkie perypetie, kiedy jest gorzej, żeby na koniec mogło być lepiej, zależy komu kibicujemy.
Na horyzoncie pojawiają się trzej kandydaci do ręki: Wiktor –couch czyli osobisty trener, Paweł – nieśmiały lekarz oraz Łukasz – szef kuchni. Do wyboru, do koloru, tylko czy Pola będzie umiała wybrać tego odpowiedniego mężczyznę, przyszłego męża i ojca? Ciekawi na pewno jesteście kogo wybierze. Nie zdradzę – jeśli chcecie się dowiedzieć, to musicie sięgnąć po powieść naszej rodzimej pisarki.

Renata Frydrych uważana jest za pisarski multitalent. Pisze scenariusze filmowe, nadzoruje literacko i prowadzi seriale dla TVP: Na dobre i na złe, Siostry, Tancerze, Galeria oraz filmy animowane dla dzieci. Od lat współpracuje z agencjami reklamowymi. Jest laureatką indywidualnej nagrody na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni za Odwiedź mnie we śnie. Czy i tym razem odniesie sukces?
Randki to przymiarki. Przyglądamy się sobie i zastanawiamy się, czy da się coś z tego uszyć, czy nie, czy do siebie pasujemy, czy nie. Na ile jesteśmy w stanie dać się przyciąć, przerobić, wykroić?
Załatw pogodę, ja zajmę się resztą jest naprawdę nieźle napisaną komedią romantyczną. Bajka o Kopciuszku? Trochę tak, ale tylko w niewielkiej ilości. Nie przepadam za tym gatunkiem literackim, ale widzę, że z wiekiem upodobania naprawdę się zmieniają i być może częściej będę sięgała po takie powieści. Książka Renaty Frydrych wpisała się świetnie w moje obecne potrzeby. Jako, że przed nami wiosna, a co za tym idzie, przesilenie wiosenne, konieczna była lektura lekka, miła i przyjemna i taką książkę otrzymałam.

Renata Frydrych powołała do życia interesujących bohaterów. Z kilkoma z nich mogłabym się zaprzyjaźnić, za powodzenie planów Poli trzymać kciuki, a z babcią Różą pogawędzić (byłoby to zaiste ciekawe, gdyż Róża cierpi na demencję). A książka jest, jak gotowy scenariusz i tylko czekać, aż pojawi się na ekranie.

Załatw pogodę, ja zajmę się resztą to pełna humoru opowieść o sile miłości, przyjaźni, zmaganiu się z przeciwnościami losu, poszukiwaniu szczęścia, a przede wszystkim o rodzinie przez duże „R”. To historia, w której niejedna czytelniczka odnajdzie siebie i odbicie swojego życia. Poznajcie zakręcone życie Poli Kukułki i dajcie się uwieść debiutowi Renaty Frydrych. Książkę polecam wielbicielkom komedii romantycznych i powieści obyczajowych z happy endem.

Dziękuję

Książka bierze udział w wyzwaniach:

Cztery pory roku, Czytam, bo polskie, Czytamy powieści obyczajowe, Czytelnicze igrzyska 2017, Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza, Pochłaniam strony, bo kocham tomy, Przeczytam 52 książki w 2017 roku – 27/52, Przeczytam tyle, ile mam wzrostu – 4 cm, W 200 książek dookoła świata – Polska, Wyzwanie Czytamy nowości