Grażyna Jeromin-Gałuszka
Długie lato w Magnolii
Cykl: Magnolia
Wydawnictwo Prószyński i Spółka
Czasami łapiemy się na myśli, że chcielibyśmy zniknąć. Nie dramatycznie - po cichu, spakować kilka rzeczy, wyjechać w miejsce, gdzie nikt nie zna naszej historii, gdzie nie trzeba tłumaczyć dawnych wyborów ani udawać, że wszystko poszło zgodnie z planem. “Magnolia” jest taką właśnie fantazją - o ucieczce, która ma stać się ocaleniem.
W pierwszym tomie wierzymy, że to możliwe, że Czesia, Doris, Małgorzata i inne kobiety naprawdę mogą zacząć od nowa, jeśli tylko zmienią krajobraz. Pensjonat pachnie świeżością, wspólnotą, obiecuje wsparcie, a przeszłość wydaje się czymś, co można zostawić za sobą jak zamknięte drzwi. Ale drugi tom “Długie lato w Magnolii” zadaje pytanie znacznie trudniejsze: co jeśli nie da się uciec przed sobą?
Wcześniej Magnolia była obietnicą. Czesia z jej spokojem, kulinarną czułością i mądrością kobiety po przejściach wydawała się filarem tego świata. Była jak ktoś, kto wie, że dom buduje się codziennie z rozmów, cierpliwości, z drobnych ustępstw. Doris, malarka, wniosła do tej przestrzeni artystyczną wrażliwość i własne potknięcia. Jej obrazy były, jak echo jej wnętrza, pełne światła i ciepła. Małgorzata z kolei miała w sobie energię i świeżość, jakby wciąż wierzyła, że wszystko może się jeszcze ułożyć.
Miałam wrażenie, że każda z nich reprezentuje inny sposób radzenie sobie z przeszłością. Jedną oswaja praca, drugą sztuka, trzecią ruch naprzód.
Ale dopiero w “Długim lecie w Magnolii” zobaczyłam je naprawdę. Bo kiedy do Magnolii przyjeżdża Maurycy Murawski, pisarz z bagażem zawodowych rozczarowań i poczuciem utraconego sensu - coś w tej kobiecej wspólnocie zaczyna się przesuwać. Maurycy nie jest tylko gościem - jest lustrem. W jego zmęczeniu, odnalezieniu inspiracji, odbija się zmęczenie innych. Nawet ci, którzy odnosili sukcesy, mogą poczuć się zagubieni.
I nagle Magnolia przestaje być miejscem silnych kobiet, które “dały radę”. Staje się miejscem ludzi, którzy wciąż się uczą, wahają, próbują zrozumieć czy to życie, które wybrali jest tym właściwym.
Najbardziej poruszyła mnie Czesia. Jej siła nie polega już tylko na trosce o innych. Pojawia się cień zmęczenia i wątpliwości. I to jest bardzo ludzkie. Bo przecież nawet fundament może czasem zadrżeć.
Doris jeszcze wyraźniej balansuje między światłem a cieniem, a Małgorzata dostrzega, że dorosłość to nie tylko marzenia, ale także konsekwencje.
Maurycy, outsider, jedyny mężczyzna w kobiecym świecie, przypomina, jak łatwo stracić wiarę w siebie.
I chyba ta opowieść dlatego dotknęła mnie tak osobiście. Bo zobaczyłam w tych bohaterach różne wersje siebie. Tę, która chce budować bezpieczne miejsce. Tę, która ukrywa lęk pod pozorem siły. Tę, która jeszcze wierzy w nowe początki; i tę, która boi się, że już jest za późno.
“Długie lato w Magnolii” to historia o tym momencie w życiu, kiedy przestajemy marzyć o idealnym “gdzie indziej” i zaczynamy rozumieć, że wszystkie odpowiedzi nosimy w sobie.
Bo prawdziwe długie lato nie polega na tym, że świeci słońce, lecz na tym, że uczymy się oddychać w upale.
monweg
Dziękuję


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz