António Lobo Antunes
Karawele
As Naus
Przeł. Wojciech Charchalis
Noir sur Blanc
ISBN 978-83-8403-072-1
Czasami, ale umówmy się - bardzo rzadko, można natrafić na książki napisane w sposób tak misterny, że przypominają wzór ułożony z azulejos, gdzie każdy jeden element potrafi zachwycić kunsztem, ale dopiero spojrzenie na całość pozwala docenić w pełni dzieło. Dla mnie każda kolejna lektura tekstów António Lobo Antunesa jest jak podziwianie wielkiego skomplikowanego układu płytek, z których każda, mimo początkowego wrażenia chaosu, okazuje się umiejscowiona idealnie. Nie inaczej było w przypadku powieści Karawele.
Antunes w tej książce bierze na stół portugalskie mity narodowe, zbudowane przez salazarowską propagandę do tworzenia historii Wielkiej Portugalii i jej potęgi kolonialnej, wraz z ideami sebastianizmu i mitu piątego imperium. Autor z chirurgicznym zacięciem rozbiera tę opowieść na części pierwsze, zdejmując spiżowe, pokryte już lekko patyną, warstwy legendarne. Demitologizacja historii i bohaterów narodowych u Antunesa jest całkowita, a obraz, który ukazuje czytelnikom, ma groteskowy wymiar.
Odhaczając najważniejsze turystyczne punkty na mapie Lizbony, nie sposób nie natknąć się na ogromnych rozmiarów pomnik odkrywców, stojący na samym brzegiem Tagu, w sąsiedztwie Klasztoru Hieronimitów oraz wieży Belem. To właśnie oni są głównymi bohaterami Karawel - jak pisze Wojciech Charchalis: “wyjęte z podręczników historii, przesiąkniętych salazarowską państwotwórczą papką, postaci największych kolonizatorów, misjonarzy i odkrywców” Portugalii. Antunes jednak wrzuca je wszystkie w jeden konkretny moment dziejowy; bohaterowie wracają do “ojczyzny”, do Lizbony razem z kolonami, zalewającymi stolicę po nagłym opuszczeniu Angoli i Mozambiku. Wśród powracających - choć tak naprawdę wielka ich część spędziła prawie całe życie poza Portugalią - kryją się m. in. Franciszek Ksawery, Luís Vaz de Camões, Diogo Cão czy Manoel de Souza de Sepúlveda; wszyscy oni próbują znaleźć swoje miejsce w nowej rzeczywistości.
W Karawelach czytelnik obserwuje świat przedstawiony niejako w procesie rozpadu; wszechobecne bieda, brud i rozkład oblepiają coraz grubszą warstwą całe miasto i ludzi w nim żyjących, zasłaniając moralne drogowskazy, a postaci z podręczników okazują się najmarniejszymi istotami, ze wszystkimi słabościami, złamaną etyką i pogruchotanym systemem wartości. Antunes tworzy swoją Lixbonę z odpadków historii, świadomie używając dawnej nazwy stolicy, by wykorzystać nawiązanie do śmieci (lixo). Na tym wysypisku dziejów znajdziemy karawele i karaki obok tankowców, powozy między samochodami, stroje z epoki obok współczesnego garnituru. Cała ta chaotyczna zbieranina poprzez karykaturalne często zestawienia daje efekt komiczny, wyśmiewa salazarowski gabinet propagandy imperialnej Portugalii.
Koniecznym zdaje się wspomnieć także o języku, ponieważ u Antunesa to element nadzwyczaj istotny. Jeżeli ktoś sięga po raz kolejny po książkę autora Zadupi, tego nie zdziwią wijące się na wiele linijek tekstu, bogato ornamentowane zdania w stylu barokowym, bo do tego Portugalczyk czytelników przyzwyczaił. Pojawia się jednak rzecz nietypowa dla pozostałych tekstów, a mianowicie słownictwo marynistyczne. Na co zwraca uwagę tłumacz, “słownictwo morskie pojawia się nawet w miejscach, w których pozornie nie ma to logicznego uzasadnienia. Sądzę (Wojciech Charchalis, nie ja - przyp. aut.), że autor w tkanej przez siebie opowieści postanowił stworzyć estetyczny obraz w architektonicznym stylu gotyku manuelińskiego”. Styl ten, tak charakterystyczny dla najważniejszych XVI-wiecznych zabytków Lizbony, łączy w sobie cechy klasycznego gotyku z wykorzystaniem zdobień nawiązujących do tematyki morskiej. Zauważenie tego zabiegu Antunesa w języku i oddanie w polszczyźnie pozwala czytelnikowi na doświadczenie z kongenialnym przekładem (Panie Wojciechu, wyrazy najszczerszego uznania).
Co tu wiele pisać, kto jeszcze po Antunesa nie sięgnął, ten czem prędzej powinien tę zaległość nadrobić. Mam nadzieję, że wydawnictwo da nam możliwość poznania reszty dorobku wielkiego Portugalczyka.
niehalo


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz