Endre Kukorelly
Dom, wojna, umarli
Ház, háború, halott
Przeł. Elżbieta Sobolewska
Biuro Literackie
ISBN 978-83-68310-18-4
Czasami zdarzają się książki sprawiające problemy podczas lektury, ponieważ czytelnik może poczuć się skonfundowany rozwojem akcji czy sposobem pisania; odbiór może być niełatwy, wiązać się z wysiłkiem i wewnętrzną walką o przeczytanie całości. Powieść Endre Kukorelly’ego należy do tych trudnych, w dodatku na wielu poziomach - formalnym, treściowym i kontekstowym.
Dom, wojna, umarli została skonstruowana w achronologiczny sposób, zlepiona z elementów kilku żywotów, a każdy z fragmentów opatrzony jest podtytułem z datą lub datami, które często zamiast wpływać na uporządkowanie tekstu, w swoisty sposób potrafią zaciemniać odbiór. Kukorelly nie pomaga czytelnikowi, który ma się odnaleźć w gąszczu wspomnień i myśli. Całość stanowi przedstawienie historii Węgier na przestrzeni lat 1914 - 2021, lecz pomyliłby się ten, który sądziłby, że autor skupi się na najważniejszych wydarzeniach czy postaciach. Zamiast tego otrzymujemy wyimki z historii różnych, zwyczajnych ludzi z kilku pokoleń rodziny (K), bohatera, od którego zaczynamy i na którym kończymy.
Cała powieść składa się z takich małych, niewiele znaczących cząstek. Jak zauważa Bartłomiej Bielas w eseju o książce: “W tych małych momentach kryje się istota doświadczenia, kształtująca rzeczywistość. Kukorelly z pewną czułą obsesyjnością zastanawia się nad tym, jak wiele zwykłych wydarzeń, drobnych decyzji, spojrzeń czy słów, ufundowało teraźniejszość; jak pewne błahe wybory okazały się właśnie tymi najważniejszymi w życiu”. Do podobnego wniosku doszedłem w przypadku jednej tylko postaci na kartach powieści - matki (K), Królisi; jest to jednocześnie wątek, którego powrotu wyczekiwałem, bo wydał mi się najbardziej nieoczywisty, a jednocześnie interesujący. Młoda dziewczyna z bogatej rodziny szukająca swojej drogi do zrozumienia siebie, gotowa podjąć nieodpowiedzialne decyzje, by coś się w jej życiu zadziało.
Dom, wojna, umarli trafiła u mnie chyba na nie najlepszy czas (nie wiem, kiedy przyjmę nową normę pisowni nie z przymiotnikami i przysłówkami w stopniu wyższym i najwyższym), przez co lektura wymagała dużego wysiłku, przypominając przedzieranie się przez chaszcze. Nie pomógł przemyślany przekład Elżbiety Sobolewskiej - proza Kukorelly’ego ma pewnie wiele do zaoferowania, lecz nie byłem w stanie się nią cieszyć. Powieść dobrze czytać z wypoczętą głową, po przypomnieniu sobie wydarzeń z historii Węgier w wieku XX i cierpliwością dla rozwoju akcji, który może nie nadejść.
niehalo
Dziękuję


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz